Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (79/191) > >>

Mohamed Khaled:
ÂŚciągnął czym prędzej kuszę z pleców, sprawdził czy jest naładowana i czekał na dalsze rozkazy. Kunanie wyraźnie ucieszyli się z tego, iż przybyły posiłki, więc i on się ucieszył. Niby był mordercą na zlecenie, dla pieniędzy. Ale był tego człowiekiem, którego krzywda innych ras w jakiś sposób smuciła.

Nawaar:
Dhampir oczywiście pobiegł za elfem jego kusza była gotowa, więc pozostało dobrze się rozejrzeć dookoła aby poznać jeszcze strategiczne miejsca na ewentualną ucieczkę w celu ratowania życia. Silvaster po drodze do budynku zauważył kilka miejsc na ewentualną kryjówkę, które sobie dobrze zakodował w głowie. Widział również linię frontu i ciała poległych, "zwierzaków" trochę szkoda mu było, ale to tak jedynie przez chwilę. Teraz wbiegł do środka za resztą towarzystwa tam szybkim tempem ruszyli na dach. Widok nowych towarzyszy zadowolił kuańskich wojowników. A, więc tak wygląda nadzieja. Powiedział w sobie myślach gdy spojrzał w ich skrzliste oczy w tym czasie również zapytana o dowództwo, ale pech chciał że szef oddziału strzelniczego zmarł, więc ktoś musiał przejąć jego obowiązki i tym kimś był Melkior.
- Rozkazy!     
Zabrzmiało donośnie z ust dhampira.

Shandris:
Do tej pory stałam za plecami wszystkich wojowników ale gdy usłyszałam że potrzebni są strzelcy, ruszyłam za nietuzinkowym oddziałem, któremu przewodził jakiś młody elf. ÂŁuk był napięty od czasu zejścia na ląd, a strzała wciąż czekała gotowa w moim ręku.

Dragosani:
Plan został ustalony. Anioły poleciały powiadomić o nim konkretne jednostki. Więc i Drago powinien się przygotować do walki. Wszedł w drzwi byłego burdelu, aby ukryć się przed promieniami słońca i zsunął nieco maskę z twarzy. Wyciągnął jedną z fiolek z krwią, które miał zawsze przy sobie i odkorkował ją. Następnie wypił zawartość w kilku łykach. Nie pożywiał się już od pewnego czasu, więc świeża dawka krwi wypełniła ulgą jego spragnione jej ciało. Zakorkował pustą butelkę i wsunął ją na miejsce. Naczynie na pewno się przyda, jeśli będzie okazja, aby je napełnić. Przetarł usta dłonią i nasunął maskę na twarzy. Wyszedł na zewnątrz. Słońce wciąż niestety wisiało na niebie, niczym wielkie oko bogów, którzy przeklęli wampiry z własnych, dziecinnych powodów. ÂŻałosnych jak oni sami. Był dzień, lecz Dragosani, wampir w którego żyłach płynęła krew demonów, był gotów do walki. Sprawdził, czy bułat wysuwa się gładko z pochwy. Wyciągnął pistolet i nabił go. Nie, żeby przydał mu się wielce w walce z pomiotami Otchłani, ale zawsze lepiej mec broń gotową do strzału. Zabezpieczył broń i wsunął do kabury. Sprawdził, czy sztylet także gładko wysuwa się z pochwy. Poprawił jeszcze maskę, aby ściśle przylegała do twarzy i ruszył w stronę barykady Kunan. Czuł jak adrenalina powoli zaczyna krążyć w jego żyłach, jakby organizm wiedział o nadchodzącej bitwie. Demoniczna część jego osoby szeptała cicho Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja. Lecz spokojna, czysta i klarowna część umysłu odpowiadała donośnym głosem Nie ma emocji, jest spokój. I wampir był spokojny. Taką drogę wybrał.

Xvier aep Deler:
W całej tej sytuacji krasnolud poczuł sie nieco zagubiony, nie uzyskał jasnej odpowiedzi, albo był po prostu zbyt głupi żeby ją zrozumieć, a że już wcześniej szedł z kompanami to snuł się za nimi dalej .

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej