Tereny Valfden > Dział Wypraw

Przeprowadzka

<< < (21/22) > >>

Melkior Tacticus:
//Zmierzcha, jest 0*C i jakieś 10cm śniegu na ulicach. Do walki po naszej włącza się 7 chłopów

Yarpen i Zenek grzmotnęli z rusznic. Melkior dobył sihila i zamykając przyłbicę ruszył w kocioł, istny bitewny chaos. Każdy walczył z każdym, ktoś krzyczał, ktoś spierdalał... Elf rżnął całkiem ładnie, lekcje u Jacka na coś się zdały a i płytowy pancerz przeszedł dziś chrzest bojowy. Pierwszego bandyte zasiekł po krótkiej wymianie ciosów pięknym ciosem w kark, włożył w to jednak za mało siły i głowa bandyty za nic nie chciała odpaść...

10x bandyta

Thoran:
Tak oto rozpoczęła się nasza kolejna mini bitwa. Banda łapserdaków zamierzała zlać dupska naszej kompaniji jednak jak to czasem się zdarza mocno się przeliczyli. Melkior, Silva i wieśniacy już dość gęsto przerzedzili zastępy wrogów, jednak dla mnie pozostało kilka skalpów. Wyciągnąłem swój topór oraz sztylet i szybko włączyłem się do batalii. Jednak wparowanie w sam środek bitewnego rozgardiaszu nie wchodziło w grę o ile ktoś nie chciał zostać usieczony przez wrogów bądź też swoich. Dlatego też wybrałem sobie dwóch jegomościów którzy chyba walczyć już zamiaru nie mieli i szykowali się do skutecznej rejterady. Jakież było ich zdziwienie, gdy przed oczami błysnął im mój toporek oraz sztylecik i ich marzenia prysły niczym bańka mydlana. Pierwszy zaatakował pchnięciem mieczem z mojej prawej strony zaś drugi zamachnął się od góry z lewej. Błyskawicznie odbiłem cios z lewej toporem swym zaś pchnięcie ominąłem wykonując szybko obrót w prawą stronę. Oba ataki zostały sparowane i mogłem przystąpić do kontrataku. Obrót umożliwił mi zaatakowanie bandyty który atakował od góry. Nie zastanawiając się ani chwili dźgnąłem go sztyletem w przelocie prosto w ramię stęknął z bólu i stracił koncentrację. Gdy odwracał się w moją stronę przywitałem jego twarz z moim toporem. W tym momencie drugi z bandytów z furią przystąpił do ataku chcąc pomścić swego kamrata. Spokojnie odbijałem jego ataki swym stalowym toporem wyczekując na odpowiedni moment. Cierpliwość jak to zwykle bywa opłaciła się przeciwnik ogarnięty amokiem, rządzą krwi nie interesował się gardą liczyły się tylko ataki. Wykorzystując moment w którym jego miecz oraz mój topór się skrzyżowały wbiłem sztylet prosto w jego nadgarstek. Krzyknął z bólu. W tym momencie uderzyłem toporem z prędkością oraz siłą grzmotu. Krew buchnęła.

8x bandyta

Nawaar:
Dhampir nadal dzielnie walczył zwłaszcza, że do bijatyki wdali się chłopi. Widocznie nie mięli zajęcia albo chcieli się rozgrzać, albo jeszcze co inne? Nikt właściwie nie wiedział jakimi pobudkami się teraz kierują, może chcieli pokazać jak walczą nowe właścicielowi ziemi? Teraz to miał gdzieś, bo szedł dalej w bój. Gdy nagle źle postawił nogę i poślizgnął się na śniegu ta niefortunna sytuacja sprawiła, że dhampir pomimo swej zwinności padł jak długi na ziemię. Na szczęście nie zgubił swoich broni, bo mocno je zacisnął podczas upadku, ale taką sytuację wykorzystało dwójka zbirów, która bez problemu do niego dobiegła i próbowała zasztyletować. Silvaster nie miał czasu na leżenie na zimnej ziemi, bo musiał działać. Gdy pierwszy z bojowników do niego doskoczył wbił mu sztylet w stopę, który przebił się do samej ziemi. Ten zawył z tego wszystkiego, ale to nie koniec dhampir jeszcze zamachnął się mieczem w poziomie ucinając mu nogę na wysokości piszczela. Ten już nie mógł tak łatwo ustać i obalił się leżąc w śniegu. Tego miał na chwilę z głowy, bo mógł się wykrwawić za nim zostanie dobity. Następny już zdążył doskoczyć i zaatakować leżącego w śniegu bękarta. Silvaster zablokował stalowy sztylet swym srebrnym mieczem odpychając nieco człowieka, by znów uciąć nogę zamachem z prawej do lewej strony. W ten sposób pozbył się zagrożenia, bo przeciwnicy mieli już dość atakowania leżącego, bo sami byli w takiej sytuacji. Silvaster teraz musiał wstać i to właśnie próbował. Wykorzystał swoją naturalną siłę i najpierw przewrócił się na prawy bok, a potem dzięki silnym nogą podniósł jedną, a potem drugą. Teraz znajdował się w pozycji na czworaka, by w końcu podnieść się i pozbierać broń. Teraz mógł dobić leżących. Najpierw podszedł ostrożnie do tego, który leżał z prawej wijącego się i krzyczącego, który już zdążył zirytować wszystkich. Dhampir wbił mu ostrze miecza prosto w czaszkę. W ten sposób jazgot się skończył, a on mógł załatwić następnego. Tam również podszedł i trzymając miecz w rękach powiedział nim zadał cios.
- Nie biję się leżących.
W tym właśnie czasie wbił miecz w szyję bandyty. Ten nie mógł nic powiedzieć, a jedynie zamknąć oczy i przywitać się ze śmiercią. Krew z szyi wyleciała jeszcze do góry, po czym stopniowo zmalała rozpływając się na boki.

6x bandyta

Melkior Tacticus:
//Bandyici usiłują zwiać.

Nawaar:
Gdy bandyci zaczęli wiać dhampirowi odechciało się ich gonić. Tyłek go bolał od upadku, a bić uciekających to jak walczyć z kobietami. Tak po prostu nie powinno być. Dlatego odpuścił sobie nie zważając na towarzyszy, tylko powiedział a raczej krzyknął.
- Spierdalać! I pozdrówcie Vladimira!
Następnie wytarł sobie bronie o odzienia bandytów.
- Banda bab, co tylko uciekać potrafi.
Tutaj splunął soczyście na ziemię podnosząc przyłbice.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej