Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zwiad na Zuesh
Mogul:
Ork rozpoczął medytację w trakcie podróży. Miał zamiar ją skończyć gdy beda u celu.
Funeris Venatio:
Funeris wielce się obruszył na latające stworzenie, które ordynarnie i w sposób bardzo bezczelny nasrało mu najzwyczajniej w świecie na hełm. Poeta szybko dostrzegł owego ptaka, który uśmiechał się bezczelnie w głębi swojego ptasiego jestestwa, najpewniej po prostu zazdrosne o większe i piękniejsze skrzydła. Anioł nie czekając ani chwili sięgnął w kierunku odlatującej mewy telekinetycznym impulsem, łapiąc ją na granicy zasięgu swoich zdolności. Przyciągnął spokojnie do siebie, składając na plecach skrzydła i opierając się o maszt, który wystawał ponad bocianie gniazdo. Kiedy zwierzę przestraszone i zdezorientowane znalazło się w jego dłoniach, bezpardonowo wytarł nim swój hełm. Wyczyścił go dokładnie pierzem wyrastającym z ciała mewy i puścił ptaka wolno. Pogroził mu palcem na znak, by więcej się nie ważył i raczej nie latał w jego pobliżu. Wrócił do obserwowania okolicy.
Mogul:
Zmiana planów. Akurat Mogula pokusiło o mały spacerek po pokładzie, gdy dostrzegł Funerisa wycierającego hełm mewą. Jednak po tym zamierzał puścić go wolno, a cóżbyłaby to za strata! Ork zebrał w sobie gniew, po czym cisnął wiązką pierunów stronę ptaka, który zapłonął, zgasł i walnął martwy na statek. Spojrzał się na Funerisa z uśmieszkiem.
Melkior Tacticus:
Okręt powoli począł wypływać z basenu portowego, zostawiając za sobą tętniące życiem miasto na niemal miesiąc morskiej podróży. Chyba miesiąc. Bo prowadzący tę zacną wyprawe nie wie jak policzyć czas podróży...
- A teraz to posprzątaj Mogul, nie chce śmieci na moim pokładzie.
Nawaar:
Dhampir również zauważył owe zjawisko gdy człowiek wycierał się o ptaszynę. Dwa latające gatunki chyba siebie nie lubiły skoro jedne narobił na drugiego. Silvaster uśmiechnął się, ale z zamkniętego hełmu tego nikt nie widział. Nawet zauważył fajerwerki wystrzelone, przez orka to było widowisko ale niestety krótkie i śmierdzące, bo odchody również się zapaliły. Dhampir jedynie teraz patrzył na orka gapiącego się na aniołka z dziwnym uśmieszkiem. Takim, jakby coś sugerował Funowi, ale to może tylko przypadek. Tak czy siak, dhampir mocno trzymał za ster i w końcu opuszczali port obierając kierunek północny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej