Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zwiad na Zuesh
Melkior Tacticus:
- Nie wiem, o wyspie Valfdeńskie archiwa mówią tylko że jest. Leży jakieś 100km od Ilusmiru więc pewnie mieli z nimi jakieś tam kontakty, no i z dawnymi Ziemiami Neutralnymi które po upadku asteroidy najechało Ghuruk dając zapewne ostry wpierdol połowie komturii Kruczego Bractwa. Patty! A gdzie miłość, jednorożce i tęcza? Jak oni kamieniem to ty w nich chlebem itd? Zartat Cię opuścił widzę. - rzucił żartobliwie.
Funeris Venatio:
- Zartat ma... różne oblicza.
Nawaar:
Dhampir znowu się uśmiechnął słysząc kazanie Melkiora do anielicy. Nawet był zdziwiony swoim zachowaniem, bo rzadko się uśmiechał, ale teraz robił to nad wyraz często. Musiał znów spoważnieć, ale po prostu nie mógł sytuacja była za luźna na takie rzeczy. Na temat bogów się nie wypowiadał, bo nie uważał ich za panów swojego życia, którzy pchają go na ich ścieżki wolał natomiast niezależność i chęć wyboru swojej własnej drogi. Takim zasadami się kierował a przynajmniej chciał.
Melkior Tacticus:
- Na przykład w postaci mewy srającej na łeb sługi Pana ÂŚwiatła. - powiedział z uśmiechem wchodząc na rufowy kasztel by przejąć ster. Zbliżali się do portu mijając kilka łodzi rybackich. W końcu wpłynęli do basenu portowego, na nabrzeżu czekał już na nich komitet powitalny i tłum gapiów. Nie byli to ludzie, elfy czy jakakolwiek znana Valfdeńczykom rasa - no może najstarsi kupcy pamiętający jeszcze wyspę Marant coś by o nich wiedzieli - na nabrzeżu stała spora grupa koto-podobnych istot.
Nawaar:
Dhampir znów się uśmiechnął na uwagę elfa do Funerisa. Melkior poszedł do sterów, żeby móc samemu wpłynąć do portu, jak na kapitana okrętu przystało. Morskie fale się uspokoiły, a ich oczom ukazał się port wraz z tłumem gapiów, nic by takiego nadzwyczajnego nie było gdyby ów istoty nie wyglądały na przerośnięte koty. Silvaster dopiero teraz wybuchł śmiechem chowając się za burtą no prawie się położył na pokładzie. Miał wiele pytań do tych istot głównie miał być one rasistowskie. Ciekawe, czy się linieją? Albo, co robią jak mają w zupie swoją sierść , a najważniejszym chyba było, czy liżą sobie jaja? Tak to ostatnie było najlepsze, ale na razie wstrzymał się i uspokoił, a po chwili wstał i ogarnął się. Jego reakcja była taka, a nie inna dlatego że spodziewał się tutaj jakiś zwykłych ludzi, a nie koto-ludzi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej