Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zwiad na Zuesh
Nawaar:
- Idź, idź. Poczekamy. Wtedy też dhampir poczuł ogromne ciepło, które zalewało całą jego osobę wtedy właśnie ściągnął hełm, aby się nie zagrzać jego blond włosy ozdobiły jego srebrny pancerz, a on sam rękawicą starł pot. Najpierw zima, a teraz gorąco jak, w hucie. Ta nagła zmiana temperatur, co u niektórych mogła spowodować przeziębienie albo chociaż katar. Na szczęście Silvastera to nie dotyczyło, bo był odporny na wszelakie ludzkie choroby.
- Te nagłe zmiany klimatu i temperatur, mogą kogoś doprowadzić do choróbska. Stwierdził od tak. Jednak wiedział również, że w takim klimacie jaszczurki czują się o wiele lepiej.
- Szeklan będzie mógł tutaj się wykazać i nie będzie łaził taki osowiały, przez ten cały czas.
Melkior Tacticus:
Już w zbroi Melkior wyszedł z kajuty, oparł się o krawędź burty która pewnie miała fachową nazwę... W końcu coś wypatrzył. Jakby zarys miasta.
- Rzuci ktoś lunete. Ogrug! Prawa burta, coś jakby miasto!
- Jakby miasto sir! Wygląda na całe! - Na platformie obserwacyjnej też była luneta, obserwator mógł więz bez problemu dostrzec szczegóły. Melkior wszedł na rufowy kasztel, sternik podał mu lunete. Rzeczywiście. Widać było miasto. Od tej strony niezniszczone. Ba! Kilka łodzi rybackich 4km od nas były dość dziwnym zjawiskiem.
- Zwijać żagle! A to ci heca... Pięć stopni w lewo od dziobu widze kilka łodzi rybackich... Ktokolwiek tu przetrwał... ma jaja.
Nawaar:
Dhampir nie mógł uwierzyć ich szczęściu, jak do tej pory na nic nie trafili, a gdy już na coś trafili okazało się to miastem. Dość dużym i zadbanym, ba owe miasto miało nawet własne statki choć były to jedynie łodzie rybackie, ale to oznaczało, że nie jest opuszczone a zamieszkałe, przez jakiś nieokreślony lud. Silvaster ciekaw był nowego świata oraz kultury, którą reprezentuje ów lud. Dlatego jeszcze raz otarł pot z czoła i zaczął się niecierpliwie przyglądać całemu miastu, aby wyłapać wątłe jeszcze szczegóły.
- My chyba jesteśmy w czepku urodzeni. Takie szczęście od razu natrafić na miasto i to jeszcze zamieszkałe!. Tak ocenił obecną sytuację, ale to nie wszystko co miał do powiedzenia.
- Tan lud musi mieć jaja aż do samej ziemi! Przetrwać nalot najróżniejszych demonów i prowadzić jeszcze miasto. No, no godne podziwu nie ma bata.
Tymi słowy zakończył swoją wypowiedź.
Melkior Tacticus:
- Jestem pewien że nie przetrwało ich za wielu. Nie wiemy też jak wygląda reszta miasta. Nie wpłyniemy im do portu, to by było nierozważne. Myślę by zdesantować się 8km. na południe i przejść pod ich mury pieszo. Przedstawić się itd. Obecność cywilizacji wiele zmienia. Wszystko w sumie... Melkior westchnął ciężko.
Nawaar:
Dhampir widział słuszność w słowach elfa, więc przytaknął.
- Masz rację, że nie powinniśmy wpływać do portu. To by mogło oznaczać atak z naszej strony i całego Valfden, a tego byśmy nie chcieli. Jednak zastanawia mnie odległość aż 8 kilometrów marszem wśród terenu, o którym nie mamy pojęcia oraz o wciąż zagrażającym atakiem ze strony demonów, co poniektórzy nazwaliby to szaleństwem. W sumie sam, bym to tak nazwał ale, że ja lubię ryzyko i widmo śmierci czyhające za rogiem to nie widzę problemów.
Uśmiechnął się szeroko rozglądając się jeszcze raz dookoła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej