Tereny Valfden > Dział Wypraw
Duchy
Thoran:
- Brat szwagra ? Daj pan na dwa dni to będzie 30 grzywien. Gdyby sprawy się przedłużyły to ureguluję należności po powrocie. Masz. - rzuciłem mieszek do stajennego i ruszyłem zgodnie ze wskazówkami Yarpena zachodnim traktem, aby w stosownej chwili czyli pewnie na jakimś rozstaju podążyć na południe do Leamis.
1830g - 30g = 1800g
//Szkoda kasy na własnego konia w tej chwili ;D
Melkior Tacticus:
//Opisz drogę do miasteczka.
Thoran:
Opuściwszy portowe miasto zachodnią bramą skierowałem swe kroki, a raczej kroki swej wypożyczonej szkapy w kierunku nieznanej mi do tej pory mieściny Leamis. Yarpen twierdził, że miasteczko znajduje się w okolicach dracońskiego chramu oraz całkiem blisko siedziby Bractwa. Z tych informacji mogę jedynie domyślać się, że mieścina jest dosyć często odwiedzane przez osobników rożnego pokroju. Wszak otaczają ją dość niezwykłe obiekty. Podróż jak to podróż w samotności dłużyła się niemiłosiernie. Jak się wkrótce okazało o zgrozo szkapa nie była zbyt rozmowna i każde zapytanie komentowała długą lub bardzo długą ciszą. No może czasem zaznaczyła swoją obecność prychnięciem, które w sumie nie wiem co mogło oznaczać. Może pogardę dla rozmówcy ? Wcale bym się nie zdziwił. Na dość okazałym rozstaju pamiętając słowa krasnoluda skierowałem się na południe już centralnie ku miastu Leamis. Po kolejnej dłużącej się w milczeniu chwili przejeżdżałem przez brzozowe lasy, które jak się wkrótce okazało zwiastowały pojawienie się mojego celu. I tak oto dotarłem do miasta przeznaczenia ! Wjeżdżając rozglądałem się oczywiście za miejsce w którym każdy szanujący się awanturnik rozpoczyna poszukiwania, a tym miejsce była jakże by inaczej karczma!
Melkior Tacticus:
Karczma a jakżeby inaczej była. "Srebrny Troll" się zwała.
Thoran:
Nie zwiększając tempa powoli, kopytko za kopytkiem udałem się do miejscowej karczmy. Tam też oddałem mego strudzonego podróżą "rumaka" pod opiekę stajennego i wkroczyłem do karczmy. W zasadzie trzeba przyjąć jakąś taktykę poszukiwań. Obserwacja i wywiad wydawały się jedynymi opcjami w tej sytuacji. Dlatego też podszedłem do szynkwasu i stanąłem tak, aby mieć oko zarówno na karczmarza jak i ludzi znajdujących się w środku.
- Dobry gospodarzu - przywitałem się z karczmarzem.
- Co dzisiaj dobrego na ząb można u was dostać hę ? - zapytałem kątem oka zerkając na salę w poszukiwaniu alldarczyka, bądź też innych osobników mających przy sobie broń i wyglądających na typów spod ciemnej gwiazdy bądź jak to określił krasnolud "strasznych skurwysynów".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej