Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Lithan le Ellander:
Lithan stał cały czas na pokładzie, owinięty magią niczym kokonem, która nie przepuszczała deszczowych kropel. Wyjął zza pasa księgę, otworzył ją i odgarniając włosy zerknął na nią.
Gunses:
Gunses przeglądał strzały. Pomyślał, że dobrze byłoby je w końcu zatruć krwią ghuli. I broń też można by zatruć... Właśnie.
Nawaar:
- Proganie. Zaczął dhampir. - Dobrze wiesz, że jak nie wyruszymy teraz i zaczekamy do rana, to wampiry będą prawie nie do użytku. Nawet nie musi być zbyt dużo słońca, aby stracili na sile, poza tym nie będą raczej zadowoleni takim marszem. Powiedział, co sądził o zastaniu do poranka. - Dlatego uważam, że powinniśmy ruszać póki czas. Rzekł, co uważał na tę całą sytuację, ale wiedział że będzie miał małe szanse na przebicie swojego argumentu. Zastanowił się nad drugą kwestią, czyli Funkiem i Dragiem. - Funeris i Drago nas dogonią. W końcu mogą skorzystać ze swoich skrzydeł, bo widziałem jak latają. Także bez problemów nas dogonią, a nawet będą mogli wyprzedzić nasz marsz.
Progan:
- Zdaję sobie z tego sprawę, panie Silvasterze - powiedział Progan. Nie pamiętał, żeby przechodzili na 'ty' - Ale właśnie dlatego, że nigdy nie dowodziłem żadną grupą, nie chciałem brać na siebie takiej odpowiedzialności i poprosiłem o to pana Morii. Tak więc nie ode mnie to zależy - powiedział i spojrzał na Kapitana.
Nawaar:
Dhampir miał gdzieś konwenanse i mówienie wszystkim nowym na pan. Zastanawiał się, czemu człowiek nie zwrócił się bezpośrednio do Gordiana, a powiedział swoje wcześniejsze słowa do wszystkich. Zaskoczyło Silvastera to, że nagle po jego słowach zwrócił się dopiero do kapitana. Czasami sam nie wiedział, czy świat go rozumie, czy on świata. Ten temat rozważań filozoficznych zostawił sobie na później, być może na starość do nich powróci. Tak, czy siak czekał teraz na decyzję Gordiana, który siedział w swojej kajucie nie mogąc usłyszeć, nikogo. Nawet samego Progana.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej