Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Progan:
//: Fun i Drago.
//: Wszystkie wargi padły martwe.
Progan patrzył w ciemność i nic nie widział. Jednakże słowa towarzyszy sprawiły, że dostał gęsiej skórki. Usłyszał kroki na pokładzie. Przybyli nieśmiertelni. Do tej pory skryci na niskich pokładach. Człowiek spojrzał na nich. Ich oczy świeciły się, większości w krwistej czerwieni, innym na niebiesko, kilku na złoto. Oczy reszty spowijała czerń lub szarość.
- Nie możemy tuta zostać... - powiedział do Aragorna - Nie możemy pozwolić by nas zaatakowano jako pierwszych... Musimy iść dalej.
Nawaar:
- Dobrze, że ja nie jestem taki w środku, jak wy. I tym właśnie się różnimy. Odpowiedział na mroczne słowa wampira z uśmiechem podnosząc na chwilę przyłbice. Wtedy właśnie kilka kropel lodowatego deszczu wpadło mu do środa zbroi i lekko wzdrygnął, gdy zimne krople dotknęły jego ciała.
Gunses:
- Słusznie. Mamy Ciebie Aragornie. Mamy dwójkę aniołów Zartata. Mamy dhrampira i prawie dwudziestu wampirów - powiedział i poprawił kołczan ze strzałami - W Mealdur Aernh nie będzie ich więcej niż pół setki. Jeśli przełamiemy tą twierdzę teraz, za dnia będziecie mogli sami kontynuować podróż wąwozem Uvekh. Jego zbroja przesiąkła zimnym deszczem całkowicie. Niemniej Gunses stał dalej, niczym posąg wykuty ze skały.
Lithan le Ellander:
- I macie mnie - rzekł Lithan, otoczony czymś w rodzaju mglistego kokonu, po którym jak po kaczce spływały krople deszczu. Elf poprawił rozwiane wiatrem suche włosy.
- Chociaż nie wiem czy przypadkiem nie stopię tej góry...
Dragosani:
Oczywiście to było zamierzone, bo jakże by inaczej? Drago chciał sprawdzić, czy kamienie nadają się do spania na nich. Nie nadawały się. Przez upadek stracił broń, jednak to tylko w niewielkim stopniu umniejszało jego potencjał bojowy. Poderwał się błyskawicznie na nogi. Tak błyskawicznie jak potrafi tylko wampir będący Bestią. Już chciał porazić warga piorunami, gdy w zwierzę uderzył magiczny pocisk. Warg był martwy. Drago zerknął na Funerisa.
- Zrobiłeś to specjalnie, co nie? - zapytał tonem, jakby cała sytuacja była czymś absolutnie normalnym, jak wizyta w barze, czy coś. Poszedł do bułatu i podniosł go.
- Chodź, dokończymy zwiad - powiedział.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej