Tereny Valfden > Dział Wypraw

I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież

<< < (58/104) > >>

Nawaar:
- Jasne... Odpowiedział wampirowi, który swoją mądrością zaczął go wkurzać. Do tego doszedł deszcz, który tylko jeszcze poddenerwował dhampira, a szalę goryczy przelał wiatr i zimna temperatura. - Ja pierdolę!. Zabrzmiało w środku zbroi, ale nieśmiertelny na pewno go usłyszał. - Tutaj zawsze tak piździ?, jak wy tutaj nie da się żyć. Masakra jakaś!. Ocenił panujące warunki atmosferyczne w jego hrabstwie. Silvaster mógł zamknąć się w zbroi, ale co mógł powiedzieć biedny ork bez żadnych ubrań. Dla niego było to pewnie katorgą, ale dhampir najpierw myślał o sobie, a potem o innych. Wróciwszy na statek mgła prysła i ukazała się duża kamienna twierdza. - No, nieźle kiedyś mieszkaliście. Gdyby nie ta cholerna pogoda, mógłbym nawet tutaj zamieszkać. Dobrze, że nie korzystają z machin oblężniczych, bo byłaby masakra.

Gunses:
//: Dragosani
//: Odskoczyłeś w bok. Jednak tam gdzie dla niektórych jest bok, dla innych jest linia posta. Kolejny z wargów zwalił się na Ciebie. Siła uderzenia wytrąciła Ci z rąk Twą broń, która prześlizgała się po kamieniach. Warg też się poślizgnął, przewrócił, poturlał. Leżycie. Ty, dalej warg 5 metrów dalej, na końcu Twój bułat, 15 metrów dalej.
- Deszcz, mróz, wiatr, skała. Przedkładam to nad wszystko inne. Skała, deszcz, wiatr, mróz... Niczym wnętrze wampira - rzekł mrocznie. Był on taki bowiem. I jego synowie tacy byli. Niczym skały, niczym mroźne górskie ostępy. Podobni do zimnego deszczu, porywczy niczym zimny wiatr.

Kenshin:
Ork cieszył się, że szczęśliwie wrócili na statek, bo całą drogę tarł dłońmi swoje ramienia, aby je ogrzać. Wtedy jego oczom ukazała się ciemna, mroczna twierdza wampirów, która biła wrogością na sam widok. Kenshina dopadły dreszcze, ale się otrząsnął słysząc niepoprawne słowa dhampira, który nie umiał trzymać języka za zębami. Ork patrzył teraz na twierdzę w ciszy w oczekiwaniu na wymarsz.

Funeris Venatio:
Funeris nie miał jeszcze wyciągniętego miecza, gdy wargi ruszył w ich stronę. Zaczęło się robić naprawdę nieprzyjemnie, siąpił coraz mocniejszy deszcz przeradzający się w ulewę, wiał mocny wiatr. Ogólnie wszystkie czynniki sprawiały, że walka przy pomocy broni białej stawała się nieznacznie utrudniona. Dlatego też anioł nie kwapił się nawet, by wyciągać Nelthariona z pochwy, pochwycić sztylet, czy łapać za kiścień. Zamiast tego zaczerpnął nieco z magicznej energii kumulującej się w jego duszy i skierował ją do rozpostartych palców prawej dłoni. Kula bladego światła zaczęła się powiększać i gdy osiągnęła rozmiar armatniej kuli, Funeris wypowiedział pojedyncze słowo: Izeshar. Telekinetycznym impulsem posłał pocisk do przodu, który rąbnął w pysk rozpędzonego warga, zakończając szybko jego żywot. Następne dwa były już tych kilka metrów bliżej, gdy drugi pocisk pomknął w stronę drugiej bestii. Tak jak poprzednio, Poeta wypowiedział tylko pojedyncze słowo Izeshar, sięgnął po nieco magii i użył jednej myśli, by wszystko nabrało odpowiednich kształtów i wystarczającej mocy. Drugi warg padł więc martwy, zanim jeszcze dobiegł do swojej domniemanej ofiary. Trzeci pozostający przy życiu był już jednak tuż tuż, skoczył do przodu, lecz napotkał pustkę. Anioł przemieścił się za jego plecy, w miejsce, gdzie już go nie było. Zwierzę przecięło więc tylko powietrze, wściekłe na to, że nie natrafiło dosłownie na nic. Poeta odwrócił się szybko, ostatni raz powiedział Izeshar i wypuścił trzeci tej nocy pocisk esencji, który huknął w bok obracającego się warga.

//3 wargi zabite pociskiem esencji.

Hagmar:
- Ale to wielkie. - skomentował, wampiry miały większy zamek od niego ( ;[) - Chodźmy pod pokład, tam jest cieplej i mają piwo. Co do dzikusów... jaki jest plan? - spytał puszczając bokiem wywody o tym jakie to wampiry nie są.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej