Tereny Valfden > Dział Wypraw

I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież

<< < (55/104) > >>

Nawaar:
Bhemot padł właśnie od ciosu mieczem, co szczęśliwie uradowało dhampira. Ork również odsapnął i zastanawiał się, co robić dalej. W tym właśnie momencie wpadł Gunses. - Jak, widzisz padł. Jednak zwiad się nie zakończył i trzeba iść dalej. Nie wiedział, czemu się tłumaczy wampirowi. Jednak zadowolenia ze śmierci bydlaka nie ukrywał. Był również ciekaw, czy dołączy do niego choć, jak wspomniał wcześniej nie miało żadnego znaczenia.

Progan:
Progan modlił się kiedy zaczęła się walka. Zaczęła się bowiem ona nagle, nie był do niej przygotowany, a zastępy jego kompanów rozgromiły pierwszą falę nieśmiertelnych. Te kilkaset metrów plaży... Kilkaset metrów które dla Progana były ziemią wyrwaną wampirom. Ziemią odzyskaną. Wzniósł oczy ku niebu. Wtedy poczuł na twarzy pierwsze krople deszczu. Zaraz potem wiatr uderzył w zatokę, a nad Smoczą Górą i Kryształowymi Szczytami rozpętała się najbardziej ognista ze wszystkich burz.
- Przeto poprowadzę wiatrem swe wojsko, a nad głowami przeciwników moich rozpętam ognistą burzę. - powiedział jakby do siebie i przysposobił się do zejścia na ląd.

Kenshin:
Ork rzeczywiście odsapnął, że aż usiadł. Jednak on się nie cieszył, bo nie mógł nadal z wielkimi oczyma patrzył na przebitą czaszkę stwora. Dawno się tak nie martwił o swoje życie, ale musiał coś powiedzieć. - Mieliśmy wielkie szczęście. Następnym razem wracamy zaalarmować innych, bo bralibyśmy udział w dużej masakrze. Wtedy jeszcze nie zauważył wampira, do póki dhampir się nie odezwał w jego kierunku. - Widzę, że przybyłeś na ratunek. Jednak już, po wszystkim dzięki Ventepi. Powiedział wstając już z ziemi. - Jednak, tak jak powiedział dhampir musimy iść jeszcze kawałek, a potem zatoczyć łuk wzdłuż wybrzeża.

Gunses:
Gunses podszedł bliżej. Obrzucił truchło behemota przelotnym spojrzeniem. Spojrzał w oczy złotowłosego młodzieńca. Drzemała w nich siła i coś, co do złudzenia przypominało szaleństwo, nad którym Silvaster panował. Zerknął też na orka obok.
- Nic wam nie jest. - bardziej stwierdził niż zapytał - Chodźmy - powiedział i ruszył dalej w ciemność aby upewnić się, że nic nie zagrodzi im tyłów.

Nawaar:
Dhampir miał siłę swojego ojca, ale jednak odczuwał zwykłe ludzie uczucia. Teraz czuł w sobie radość, która wypełniała go od środka, ale okazywał ją zwykłym uśmiechem. Ciekawe, czy nas docenił. Pomyślał patrząc na zamaskowaną twarz starego już wampira. Teraz, po swojej stronie mieli dodatkową siłę, która mogłaby okazać się potrzebną w walce z takimi bydlakami, jak behemoty. - Cali i zdrowi, o dziwo. Rzekł do wampira i dodał. - Nigdy bym nie przypuszczał, że schodzą one tak blisko nizin. Jednak teraz, to nie ważne. Idziemy. Zamknął przyłbice hełmu i ruszył do przodu, bo zwiad się jeszcze nie skończył a behemot był dużym utrudnieniem na drodze jego zakończenia. Silvaster znów rozglądał się dookoła idąc na przodzie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej