Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Dragosani:
Dragosani też siedział na pokładzie. Wiele do robienia na statku nie było, więc sobie siedział i zajął się czyszczeniem broni. Pistoletu, konkretnie, gdyż to właśnie on z arsenału Draga wymagał największej dbałości. No i to zajęcie było też w pewnym stopniu relaksujące. Tak więc sobie siedział na jakiejś beczce, czy innej skrzyni i czyścił broń. Podejrzewał, że już niebawem dopłyną, więc oręż musiał być w pełni sprawny.
Gordian Morii:
Okręt sunął wśród coraz mocniejszych fal powoli zbliżając się do celu. W pewnym momencie wydano polecenie na znaczne zwiększenie prędkości i odbicie na wschód. Nie wiadomo kto obserwował morze, dlatego trzeba było schować się głębiej, dalej od brzegu tak by sam desant dało sie przeprowadzić z jak największym współczynnikiem zaskoczenia. Było tuż przed północą gdy kapitan wyszedł na mostek i nakazał zgromadzenie wszystkim członkom załogi. Okręt powoli zwrócił się na zachód i zredukował nieco żagli, gdyż wiart wiejący od północy mógł nawet połamać żagle jeśli pozostaliby w takim ustawieniu.
- Proszę wszystkich o przygotowanie się do lądowania. Pozostajemy w odległości około 3 mil morskich od brzegu, tak więc za około pół godziny będziemy już na miejscu. Nie wiem kogo lub co tam zastaniemy. Lądujemy jednak na ziemiach wroga, dlatego bądźcie czujni. Przygotujcie broń, módlcie się do swoich bogów, albo starajcie się wyciszyć. W sumie wszystko mi jedno, ważne, byście byli gotowi. Jest noc, a więc potęga jest po ich stronie, nie mniej krwiopijcy są i wśród nas. Powodzenia. - skończył i poszedł po swoje pistolety, które chwilowo pozostały na stoliku w kajucie.
- Ląd! - krzyknął siedzący na bocianim gnieździe marynarz.
//www.youtube.com/watch?v=h9u5_dJgX0s
Nawaar:
- Zaczyna się. Powiedział do człowieka. Podszedł do całej zbiórki kamratów, jego oczy dawno przystosowały się do warunków nocnych, więc pozostało jedynie założyć hełm i wysłuchać słów kapitana. Gdy skończył swoją wypowiedzi dhampir dodał. - I jednego dhampira!. Po, czym zamknął przyłbicę hełmu i na początek dobył jednoręcznego srebrnego miecza, jak i sztyletu wykonanego z tego samego materiału. Gdy usłyszał, że już są tuż, przed lądem zaśmiał się w oczekiwaniu na to, co nieuniknione.
Dragosani:
Dragosani wciąż sobie siedział i słuchał przy tym słów kapitana. Nie wiedzieli co ich czeka na ladzie. Mogli wpakować się w hordę wampirów, albo też nie natrafić na nikogo. Któż to wie? Dlatego Drago wolał być przygotowany na wszystko. Załadował kulę do pistoletu, aby nie robić tego w czasie ewentualnej potyczki. Chociaż i tak podejrzewał, że będzie bardziej opierał się na bułacie i magii. Zabezpieczył pocisk przed wypadnięciem z lufy i wsunął pistolet do kabury. I wtedy Podszedł do burty statku. Chciał spojrzeć na ląd, na którym przyjdzie im walczyć. W sumie mógłby tam dotrzeć szybciej, w postaci nietoperza, ale uznał, że poczeka. Co sobie będzie psuł niespodziankę?
Kenshin:
Kenshin również wstał ze skrzyni i ruszył do towarzyszy w drodze wyciągnął swoją jedyną broń sieczną, czyli bułat. Była noc, więc ciężko będzie mu się walczyć. Jednak nie zamierzał się poddawać, jako przyszyły obrońca puszczy musiał ją chronić za wszelką cenę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej