Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Nawaar:
Widocznie historia ze statkiem widmo wydawała się dość wszystkim absurdalna, że nikt o niej nawet nie wspomniał. Kapitan powiedział, po wszystkim że wracamy na kurs, więc dhampir powrócił do masztów ustawiając żagle tak jak były. Okręt znów nabrał prędkości, a płonąca jeszcze jednostka oddalała się od nich, choć dym i płomienie były jeszcze zauważalne. Jednak wiadome było, że statek w końcu zatonie w czeluściach oceanu. Teraz Silvaster powrócił do towarzyszy. Słowa Gordiana uświadomiły go, że zbliżają się do celu.
Kenshin:
Ork stał tak jeszcze obok Lithana, ale ten ciągle patrzył w niebo już prawie cały dzień. Kenshin na prawdę nie wiedział, o co mu chodzi. Ork w końcu poszedł sobie od dziwnej istoty. Kłótnia a raczej rozmowa nie dotyczyła jego, więc ją olał i zajął się patrzeniem na morze, bo widział że dhampir majstrował coś z żaglami więc nie chciał mu przeszkadzać. Ciekawe, czy wie że mam jego łuk i strzały. Zastanowił się chwilę, ale dał myślą ujść sobie. Szukał również Progana, który zajmował się patrzeniem w wodę. Ork jeszcze nie czuł się źle, więc usiadł sobie na jednej ze skrzyń.
Gordian Morii:
Nie mniej jednak Gordian dobrze usłyszał to co powiedział dhampir. On też słyszał historie o dziwnych pożarach na środku morze po których nie zostawały żadne ślady ani po załodze ani po owym źródle ognia. Nie chciał jednak wkraczać na teren domysłów, legend i pieprzenia pijanych marynarzy dlatego dla większego spokoju postanowił zgasić temat w zarodku, w końcu nie po to tutaj przypłynęli.
- Stawiać wszystkie żagle, płyniemy ku wybrzeżom, za dwie, może trzy godziny będziemy na miejscu.
Nawaar:
Dhampir właśnie to robił, bo po to podszedł do masztów. Zaczął rozwiązywać liny, które trzymały żagle w połowie. Teraz nie było potrzeby wyhamowywać, czy też zwalniać. Toteż rozwiązał liny, a żagle uwolniły się jak, ptaki które były trzymane w klatach. Długo nie trwało, kiedy bawełniany materiał nabrał znów wiatru pchając jednostkę w stronę wybrzeża. Odległość nie była zbyt daleka zwłaszcza, że wciąż nabierali prędkości. Wierzył słowom kapitana, że dopłyną tam w ciągu najbliższych kilku godzin, po zrobieniu wszystkiego ogłosił. - ÂŻagle postawione!. Na sam koniec sprawdził liny, które osobiście wiązał. Stwierdzając, że dobrze to zrobił odsapnął sobie.
Hagmar:
Aragorn podrapał się za uszkiem. Z nudów i braku dobrego żarcia i wódki zaczęli z Yarpenem grać w karty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej