Tereny Valfden > Dział Wypraw

I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież

<< < (39/104) > >>

Nawaar:
Dhampir spodziewał się, że to będzie statek. Zwłaszcza, po tym że w pewnym momencie odbijali się od jego resztek. Jednakże nie udało się stwierdzić, co było przyczyną jego podpalenia i zatonięcia. Innego statku nie było widać, czyli do końca nie wiadomo było, czy to są piraci, czy może jakieś inne istoty. Już wkrótce mieli się przekonać, gdyż Gordian zwrócił się do Funerisa, który miałby zrobić powietrzny rekonesans. Zdając lepszą relację, co aktualnie stało się i dzieje na już prawie zatopionej łodzi.

Dragosani:
- Wymyślne samobójstwo połączenie z sabotażem? - podsunął wampir. - Skoro nie widać czynników zewnętrznych, może były one wewnętrzne. Jeden z członków załogi, może nawet kilku, z jakiś przyczyn wysadzili okręt. Beczki z prochem, czy czego tam używa się w armatach, byłyby wystarczające, aby wywołać taki efekt? - zapytał Gordiana. To on był tutaj specjalistą w żegludze, Drago w sumie dopiero zaczynał.

Funeris Venatio:
A anioł sobie leciał. Jakoś tak kilkanaście minut temu znudziło mu się siedzenie na pokładzie, więc po prostu wykorzystał chwilową spokojną pogodę i wzbił się w powietrze. Lotki na jego skrzydłach od razu pochwyciły wiatr wiejący od południa i pozwoliły mu szybować w przestworzach. Zrobił okrążenie nad statkiem a potem po prostu kilkoma mocnymi ruchami skrzydeł oddalił się dalej w stronę wschodnią. Cały czas miał ÂŁowcę Burz w zasięgu wzroku, by jednak nie zgubić się i nie musieć wracać do domu. Zimny wiatr owiewał mu twarz, przez wpół przymknięte oczy obserwował horyzont. Mając przed sobą tylko niebo i bezkres morza trudno zauważyć, gdzie jest góra, a gdzie dół. Gdyby nie był uważny mógłby po prostu spać w morskie odmęty. Dlatego też trzymał się w miarę wysoko, gdzie powiewy wiatru był pewniejsze, a i ryzyko przypadkowego utonięcia znacznie mniejsze. Kiedy jego umysł przetrzeźwiał i odpoczął nieco od monotonii podróży fregatą, Poeta zaczął wracać. Zrobił spore kółko i podchodził statek od północy. Zauważył ogień, więc podleciał nieco bliżej, by się przyjrzeć. ÂŁowca Burz już dopływał do tajemniczego punktu na morzu. Funeris zbliżył się i szybował nad wrakiem...

Gordian Morii:
Lecz w sumie Gordian mówił do ściany, bo gdy zamknął usta nad głową śmignął mu tylko wielki cień należący właśnie do anioła, który minął okręt przelatując ponad jego masztami.
- Oczywiście, teoretycznie nawet pijany kucharz mógł podpalić worek z mąką. Nie uwierzyłbyś co się wtedy może stać. Raz zastanawialiśmy się nawet co by było jakbyśmy nabili nią armatę, ale potem wszyscy wytrzeźwieli. - odpowiedział wampirowi pół żartem, a pół serio, bo tu ciekawostka mąka była zajebiście łatwopalna. Wracając do płonącego wraku. Gordian wydał polecenie zrzucenia części żagli i wolniejszego zbliżenia się do dziwnego celu. Fun natomiast nie zauważył nic podejrzanego. ÂŻadnego okrętu, szalupy, wysepki ani dryfujących trupów. Słowem ktoś wziął i spalił okręt, a potem wyparował.

Funeris Venatio:
- ÂŻadnego okrętu, szalupy, wysepki ani dryfujących trupów. Słowem ktoś wziął i spalił okręt, a potem wyparował - powiedział Funeris, lądując obok Gordiana.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej