Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Gordian Morii:
//: Tak.. Nikogo nie będzie... Ale za to ja jestem.
Minęli Atusel w odległości wzroku. Nikt nie wystrzelił, nikt nie wypłynął im na spotkanie, co znaczyć mogło tylko, że żadna zbłąkana dusza nie postanowiła dołączyć do ich wyprawy. Szli więc na północ wiedzeni południowymi szlakami morskich kupców, którzy o tej porze coraz rzadziej zapuszczali się na wodne terytoria królestwa Valfden obawiając się przede wszystkim mrozów oraz ciemności Hemis, która skrywać w sobie mogła niebezpieczeństwa jakimi byli przede wszystkim piraci.
Wody były spokojne, a na morzy jak i na samym okręcie panowała denerwująca cisza. Nikt nie śpiewał, nikt nie rozmawiał, większość osób była jakoś dziwnie poddenerwowana, obrażona czy cholera wie co jeszcze. Słowem szlak człowieka trafiał.
Spacerujący po głównym deku kapitan już trzeci raz sprawdził ustawienie i umocowanie dział pościgowych.
- Za cicho prawda? - odezwał się Nadir.
- A nawet mnie nie denerwuj, nie wiem dlaczego dałem się wmieszać w tę krucjatę, przecież...
- A północny port? - przerwał mu Nadir.
- No tak, północy port... To chyba jedyna rzecz, na której mi zależy.
- Kapitanie! Ogień na morzu, coś gorze! - krzyknął siedzący na gnieździe John.
- Sprawdzimy co tam się dzieje, ster prawo na burt! - i okręt posłusznie skręcił wiedziony kołem sterowym, którym to teraz dowodził Balther.
Nawaar:
Dhampir nie spostrzegł się, kiedy minęli już Atusel. Wiadome było teraz, że stan załogi się nie powiększy, a może jedynie zmaleć. Wszak różne wypadki się zdarzają. Silvaster przerwał myślenie na chwilę, a wsłuchał się w głos kapitana i jego sługi. Natychmiast podbiegł do burty gdzie było lepiej widać całą sytuację. Z daleka wyglądało, jakby coś się powoli wypalało, a może dopiero zaczęło się palić. Dhampir sądził teraz, że jacyś piraci zaatakowali inną morską jednostkę zostawiając dowód swojego zniszczenia no chyba, że coś innego ich zaatakowało. Faktem jest, że automatycznie wyciągnął jednoręczny miecz ze srebra i cierpliwie w milczeniu oczekiwał na zbliżenie się ÂŁowcy do wraka.
Dragosani:
Większość dnia Drago spędził pod pokładem. Nie odczuwał potrzeby wychodzenia. W końcu jednak uznał, że dość tego odpoczynku i wyszedł z kubryku. Wszedł po wąskich schodach i znalazł się na pokładzie. Było tam dość cicho. Słychać było jedynie szum wody, wiatr, poskrzypywanie desek fregaty i pobrzękiwanie takielunku. I trochę rozmów, lecz nie były one zbyt żywiołowe. Gdy wampir wyszedł na pokład, fregata właśnie skręciła. Wśród załogi obecnej na pokładzie dało się wyczuć jakie poddenerwowanie, poruszenie. Drago wciągnął mocniej powietrze nosem, bardzo wyraźnie czując specyficzny zapach oceanu. Zauważył kapitana ÂŁowcy Burz i uznał, że sobie do niego podejdzie. Jeszcze z nim nie rozmawiał w czasie rejsu.
- Co się dzieje? - zapytał. W oddali dostrzegł blask ognia, więc coś na pewno się działo.
DarkModders:
Jaszczur wyszedł z pod pokładu na zewnątrz. Chciał nawdychać sie świerzej bryzy. Nudności nie ustępowały. Trzymając sie za głowe usiadł na beczce opartej o burte statku. Wtedy też zauważył ogień na horyzoncie.
- A to co? - zapytał wpatrując sie w ogień.
Gordian Morii:
- Też chciałbym wiedzieć, Panie wampirze. - odparł szybko i skoczył do swojej kajuty przynosząc z niej składaną lunetę, którą rozłożył i przyłożył do oka.
- Jakiś okręt, płonie i pewnie zaraz się zapadnie. - rzekł po chwili do Dragosaniego, który w tym momecie wyraźnie poczuł swąd dymu. ÂŁowca zbliżał się do płonącego wraku co raz to odbijając od swego poszycia jakieś pływające śmieci. Beczki, deski, skrzynki i inne dryfujące kawałki drewnianego kadłuba brygu.
Gdy dopłynęli na miejsce statek właśnie się przełamywał, powoli pogrążając się w odmętach wody.
- Dziwne... Nie widać wokół żadnych piratów ani innych niebezpieczeństw. Co tam się stało? - rzekł sam do siebie, głośno myśląc.
- Czy któryś Funerisie zrobiłbyś jakieś szerokie koło nad tym wrakiem? Może coś zauważysz. - zwrócił się do kręcącego się po pokładzie anioła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej