Tereny Valfden > Dział Wypraw

I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież

<< < (25/104) > >>

Nawaar:
Dhampir uśmiechnął się wewnątrz słysząc słowa krasnoluda. Ten sam krasnolud jakoś również nie przepadał za dahmpirami nie wspominając o tej mieszance, którą tworzył Silvaster. Pół wampir, pół elf to mogło się właśnie takim jak on źle kojarzyć. Dlatego do nikogo na razie nie podchodził, bo nie miał tutaj za bardzo z kim rozmawiać patrzył się w niebo i oczekiwał nadejścia dnia. Oczywiście nie chciał przegapić sceny, kiedy wampiry będą uciekać do kajut, przed swoim naturalnym wrogiem słoneczkiem.

Dragosani:
Dragosani zaś nie znał życia w złotych wiekach Numenoru. Urodził się już podczas wojny. Pod jej koniec. Znał tylko ruiny, upadek wspaniałej cywilizacji i rygorystyczne zasady przetrwania kolejnych starć z nieustępliwy wrogiem. Znał nienawiść i żądzę zemsty. I satysfakcję z jej wypełnienia. I w przeciwieństwie do wielu innych wampirów nigdy nie poddał się hibernacji. Wolał przeżyć daną mu nieśmiertelność, niż ją przespać. Pewnie dlatego był trochę inny niż arystokratyczne wampiry.
- Vaaielcet bereldazel musetiarle zet noim poireoizetmarvaaiarcet -- odpowiedział Alvariel. Skinął głową arystokratce. - Daz'etielkerujel - podziękował za ten skrawek informacji. Zerknął na wchód. Zbliżał się świt. Czuł to całym sobą. W mniejszym stopniu niż "zwykłe" wampiry, przemiana w Bestię wzmocniła go. W dzień wciąż był słaby w stosunku do swoich najwyższych możliwości, jednak wciąż mógł walczyć, wciąż mógł działać. Co oczywiście nie oznacza, że dobrze się wtedy czuł. Więc trzeba będzie niedługo zejść pod pokład. Niech teraz statek przejmą istoty, które lepiej funkcjonują za dnia.

Gunses:
- Setvaaitesar... - rzekł jeden z wampirów. Setmre spojrzała na Gunses
- Dazarmy im setartesysetvaa'rkercetjel?
- Noigedazy - odrzekł i uśmiechnął się przebiegle - Cet'hesoicetmy - dodał i załapał ją za dłoń. Wolnym krokiem, dumnie Gunses i Setmre zeszli pod pokład. Za nimi w przeciągu kilku minut udała się pozostała reszta Sabatu. Górny pokład opustoszał o kilkunastu żeglarzy. Nieśmiertelni udali się nisko, w ciemne luki statku, aby przetrwać, aby żyć i aby przejąć we władanie kolejną noc.

Nawaar:
Dampir zaśmiał się gdy wampiry dumnie schłodziły pod pokład, aby schować się przed promieniami słońca. Uśmiech sam malował mu się na twarzy. Wtedy wstał i rozprostował ręce i nogi, przy okazji robiąc kilka przysiadów. Nadal szukał ludzi z jego organizacji, ale nigdzie nikogo nie mógł wtedy odszukać. Szeklan gdzieś się zapodział i pewnie chlał sam. Themo zszedł pod pokład, nie wiadomo w jakim celu choć dahampir przypuszczał, że poszedł pić. Dopiero teraz zrozumiał, że należy do organizacji która zbiera wszystkie męty z tego świata. Uśmiech automatycznie zanikł na jego twarzy robiąc się poważny. Tak oto łaził sobie, po statku szukając zajęcia.

Dragosani:
Dragosani zszedł pod pokład wraz z innymi wampirami. I tak musiał zejść, gdyż miał na sobie niepełny pancerz, resztę zostawił w kajucie, więc po co miał czekać? Zszedł oczywiście bez zbędnej dumy, którą co niektórzy mogli sobie wyobrażać w postacie wampirów. Nie potrzebował sztucznej dumy, aby znać swoje możliwości. Gdy zeszli pod pokład, udał się do kajuty, w której zostawił swój sprzęt. Była to jedna z kajut przeznaczonych dla wampirów. Oczywiście nie dla każdego z osobna, na statku wszak dość ciężko o wystarczająca ilość miejsca. Więc dzielił ją z kilkoma innymi wampirami. W zasadzie to z kajuty robiło kubryk, ale to już kwestia nazewnictwa. Będąc tam położył się na koi. Za dnia nie miał raczej wiele do roboty, więc mógł po prostu pospać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej