Tereny Valfden > Dział Wypraw

Idziemy po swoje!

<< < (30/37) > >>

Adaś:
Tym razem nie miałem zbytniej ochoty opuścić walki, dlatego grzecznie się oparłem przy balustradzie na rufie i grzecznie czekałem. Nie miałem co się pchać do dział, bo było tam już zbyt dużo osób, a po za tym gdybym był przy działach to patrząc przyszłościowo mógłbym się znów spóźnić na walkę. W szczególności że nie znałem liczby przeciwników, a chętnych do zabijania było wielu.

Melkior Tacticus:
I jebło! Kule łańcuchowe przeorały żagle "Czarnej Perły" natychmiast spowalniając okręt.
- Ster leewo na burt! Kartaczem pal i gotować się do abordażu! - załoga "ÂŁowcy" pod tymczasowym dowództwem Melkiora uwijała się sprawnie, fregata zrobiła zwrot i po chwili cała bateria grzmotnęła kartaczami masakrując sporą częsć wrażej załogi. Zarzucono kotwiczki i oba okręty zaczęły się zbliżać.
- Do abordażu kurwie syny!

15x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Pirat

Thoran:
Znajdując się przy działach, które dopiero co odpaliły i w efektowny sposób uszkodziły żagle Perły wiedziałem, że już za chwilę rozpocznie się walka na śmierć i życie. Dlatego też pozostając też nie zwlekając ani chwili dłużej załadowałem swoją niezawodną kuszę i skryłem się za jednym z masztów. Tam też uspokoiłem oddech i rytm bicia serca. Odchyliłem się wycelowałem. Obrałem sobie na cel takiego jednego bez oka czy tam też bez ucha. Widać było, że zaprawiony to w bojach kamrat, gdyż jako pierwszy znalazł się na naszym statku. Skupiłem się. Czas jakby na chwilę zwolnił i widziałem każdy jego ruch oraz jego pulsującą tętnicę na szyi. Zwolniłem mechanizm. Bełt lotem błyskawicy przeszył niebo mijając innych walczących i rozorał szyję nieszczęśnika, tworząc fontannę juchy, która skropiła wszystkich dookoła.

14x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Pirat

29 - 1 = 28 bełtów

Nawaar:
Stało się tak, jak przewidział dhampir dupnęło tak, że aż sam się zachwiał, ale i to jeszcze było mało, bo wystrzał z kartaczy dokonał prawdziwej rzezi, rzezi piratów. Wszędzie się walały części ciała marynarzy a krwi było, aż nadto. Jednak Silva trzymając uszy nie słyszał dokładnie, co powiedział Melkior ale zabrzmiało to tak jak rozkaz do ataku i całe szczęście, że nie dosłyszał bo synem kurwy niebył . Ni stąd, ni zowąd wyleciało na pokład 15 przeciwników, lecz tym razem o dziwo bez kapitana. Dahmpir znów sięgnął, po jednoręczny miecz i sztylet ze srebra. Następnie rozpędził się i skoczył na wrogą jednostkę. Lądując wpadł na jednego z piratów. Dhampir jak i człowiek przewrócili się, a Silva opuścił miecz ale całe szczęście, że miał jeszcze sztylet, którym szybkich ruchem wbił w klatkę piersiową, a potem jeszcze pokręcił nim na boki, aby zadać jeszcze większy ból. Facet wył i płakał, bo nic innego mu nie pozostało, a potem dhmapir jeszcze wyszarpał sztylet i wbił go w gardło kończąc tym jego żywot. Następnie dosięgnął do miecza i się obrócił w ostatniej chwili, bo ostrze przeciwnika już miało się wbić w jego blond czuprynę. Silva dziękował swojemu szczęściu za odpowiednie wyczucie czasu. Leżąc tak szybko kopnął człowieka w kostkę, a potem się przeturlał na bok i szybkim machnięciem z góry na dół przeciął jego rękę w okolicach nadgarstka. Dłoń upadła, a pirat chwycił się za krwawiący kikut. Silva by jeszcze się pobawił, ale nie miał czasu. Wstając szybkim pchnięciem przebił człowiekowi czaszkę, ten po chwili zmarł zsuwając się z srebrnego ostrza.     

12x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Pirat

Adaś:
Czekałem, czekałem aż się w końcu doczekałem! Okręty zaczęły się powoli zwierać, ale wciąż był pewien dystans do pokonania pomiędzy okrętami. A jedyne co można było w takim momencie zrobić, to elegancko rozbujać linę i przeskoczyć.
Szybko zbiegłem po schodkach na główny pokład, wskoczyłem na sznurową drabinkę i zacząłem się wspinać. Kiedy tylko znalazłem się przy pierwszym bomie, błyskawicznie zacząłem szukać jakiejś dość sporej liny którą mógłbym się przetransportować na drugi okręt.
Po krótkim poszukiwaniu, odnalazłem odpowiednią kandydatkę, zwisającą z wyższego bomu, a sięgającą aż do połowy dolnego masztu. Szybko wciągnąłem koniec liny do siebie, po czym mocno nią szarpnąłem, aby mieć choć trochę pewności że się trzyma. Po czym mocno ją trzymając skoczyłem w kierunku Czarne perły.
Przyznam na początku przymknąłem oczy, ale kiedy poczułem szarpnięcie liny od razu je otworzyłem, natomiast moje dłonie mocniej się zacisnęły.
Kiedy tak się huśtnąłem prawie udało mi się dostać na pokład, lecz nie uwzględniłem jednego. Otóż że będąc na wysokości drugiego okrętu należy się złapać czegoś, albo po prostu się puścić. Tak więc lina zgodnie z prawami grawitacji zaczęła wracać na swój macierzysty okręt.
Ale dzięki wszelkim bogom, ta lina wciąż miała swoją siłę napędową ze mną na końcu, że bujnąłem się znów na Czarną Perłę. Ale tym razem wykorzystałem okazję i ledwie, bo ledwie ale złapałem jedną z drabinek.
Gdy tylko znalazłem się na drabince, zrobiłem trzy kroki w dół i zeskoczyłem na pokład. Na którym nim przeciwnicy na mnie zwrócili całą swoją uwagę, wyjąłem jeden z pistoletów i szablę.
Co prawda znajdowałem się teraz w paszczy lwa, ale w miarę dobrze uzbrojony. Tak więc błyskawicznie mając w dłoni pistolet, wycelowałem w jednego z piratów. Szybki strzał był dość celny, bo trafiłem jednego na wysokości serca, lecz po prawej stronie klatki piersiowej.
Szybko odrzuciłem rozładowany pistolet i wyciągnąłem drugi. W tym momencie zaatakował mnie jeden mieczem próbując ciąć od lewej. Zwinnym piruetem ominąłem cios i ciąłem szablą, niestety pirat zdążył sparować, w konsekwencji czego nastąpiła wymiana ciosów. Nie mogąc przełamać jego obrony postanowiłem zwrócić się do pewnej podłej sztuczki, która mężnemu rycerzowi na lądzie by nie przystała.  No ale że nie byłem na lądzie, a tym bardziej rycerzem więc szybko odskoczyłem krok w tył i wystrzeliłem w przeciwnika, trafiając go gdzieś w klatkę piersiową.

10xPirat

12-2=10  żelaznych kul

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej