Tereny Valfden > Dział Wypraw
Idziemy po swoje!
Melkior Tacticus:
Podpalili piracki okręt i odpłynęli dalej.
Nawaar:
Dhampir patrzył na dymiący się jeszcze statek z nutą zadumania. Spoglądał na płomienie, które trawiły okręt a wraz z nim pozostałości przeciwników. W jednej chwili cała ekstynkcja walką minęła, bo nie miał już kogo zabić ani zdobyć jakiś łupów. Choć nachapali się mieczy i sztyletów jednak wciąż było mu mało. Silva nagle wstrząsnął wybuch, a statek rozpadł się na kawałeczki. Pewnie jeszcze resztki prochu rozsypane zapaliły się dając zapłon i wybuch. Tego się nawet nie spodziewał, ale już i tak było po wszystkim. Teraz czekał na dalszą część podróży.
TheMo:
Albo bękarty były mistrzowsko zgrane, albo Melkior czytał mu w myślach. Rozkazał podpalić okręt. Załoga szybko przeszła na obcy okręt i wytoczyła kilka beczek pełnych prochu z ładowni. Proch został rozsypany na pokładzie, a część wrzucona na dolny pokład. Potem gdy upewniono się, że wszyscy bezpiecznie wrócili kapitan nakazał rozwinąć żagle by oddalić się na bezpieczną odległość. Gdy statek nabierał prędkości Themo rzucił na stojący w miejscu okręt, którego załoga pływa już po wiecznym morzu zapaloną pochodnię. Proch szybko się zajął, a marynarze przez jakiś czas czuli ten charakterystyczny zapach, choć większość się do niego przyzwyczaiła, gdyż taka sama woń jest po wystrzale z armaty. Po chwili zajął się też maszt i lniany żagiel. Cała załoga przypatrywała się morskiemu pogrzebowi.
Gdy tak odpływali w zadumie usłyszeli głośny huk. Reszta prochu pozostawiona w ładowni eksplodowała pod wpływem rozproszonego ognia i temperatury. Kawałki płonącego drzewa zostały porozrzucane po najbliższym rejonie. Potem mogli obserwować spadający fokmaszt, który leciał niczym drzewo ścięte przez mocnego drwala. Spadł on prosto na górny pokład, by potem stoczyć się do morza. Z dziury zrobionej przez wybuch zaczęły wychodzić coraz większe języki ognia poszerzając ją. Na obecną chwilę było coraz więcej dymu niż ognia. Po dłuższej chwili resztki okrętu zaczęły znikać w morzu produkując przy zetknięciu dwóch żywiołów duże ilości pary wodnej. Wokół zgliszcz utworzyła się niewielka mgła a gdy zniknęła na powierzchni wody unosiły się słabo już widoczne spalone deski i inne materiały, którymi chlubili się marynarze. To wydarzenie pewną będzie inspiracją do niejednej szanty czy morskiej legendy.
Marynarze przestali podziwiać, gdyż i tak było już mało co widać. Wszyscy powrócili do roboty, większość zaspokojona tymi wydarzeniami. Będą mieli co opowiadać w tawernach.
Adaś:
Dziwnym trafem po pokładzie zaczęła się turlać prześliczna flaszka rumu. Nie mogłem jej pozwolić tak bezkarnie się sturlać do morza, albo co gorsza stłuc. Tak więc szybko zacząłem za nią biec, lecz co się zgiąłem turlała się dalej. W końcu po wielu próbach, udało się mi ją złapać. Oczywiście oblałem się zimnym potem, bo nie wiele by brakło a spadłaby do wody.
Od razu ją odkorkowałem i zacząłem kosztować na pokrzepienie swoich nerwów. A tak się do niej przyssałem że dopiero gdy wypiłem około 300 mililitrów złocistego płynu, z zorientowałem się że już jest po całej walce.
//: Wy to jesteście chuje że tak szybko mordujecie ;[
Melkior Tacticus:
Po południu majtek na bocianim gnieździe zobaczył okręt oddalający się od Feros.
- Czarna Perła! Chyba odpływa z Feros! 700 metrów od nas tak na oko!
- Gonić, żagle na maszt i ładować pościgowe!
//Soundtrack //www.youtube.com/watch?v=yRh-dzrI4Z4
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej