Tereny Valfden > Dział Wypraw
Echa Przeszłości II - "Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza"
Melkior Tacticus:
- To ja pójdę do kuchni po coś do żarcia. Powiedział Melkior i po chwili wrócił z bochenkiem chleba, ogórkami, kiełbasą, pasztetem z zająca i kawałem szynki. Przyniósł też pięciolitrową beczułkę piwa.
- No, to smacznego.
Gordian Morii:
Gordian tymczasem schował grzywny do sakiewki sporządzonej z kawałka koszuli wampira i przywiązując ją do paska kawałkiem rzemienia przerzucił zwłoki na bok drogi do niewielkiej jamy. Tak by ewentualni padlinożercy niekoniecznie sterczeli na środku dość uczęszczanego szlaku. Po tym wszystkim poprawił rękawice i łapiąc za łęk siodła usadowił się na grzbiecie konia.
Cmoknął na niego cicho i wolnym stępem ruszyli w kierunku osady, która znajdować się miała dość blisko od jego obecnej pozycji.<patataj>
Kenshin:
- Dziękuję. Powiedział na przyniesiony posiłek, po czym zabrał się do jedzenia. Najpierw ukroił sobie pajdę chleba, a następnie nałożył trochę pasztetu z zająca i spokojnie zaczął jeść. Kęs za, kęsem znikał w jego paszczy a później trafiało to do żołądka. Skończywszy jeść małą kanapeczkę wziął jeszcze jedną kromkę, ale tym razem nałożył kiełbaski. To szybciej pochłoną na sam koniec nalał sobie piwa do szklanicy i pił sobie małymi łykami. Nie chciał rozmawiać, bo jak pies je to nie szczeka, jak mawiało przysłowie.
Progan:
Progan stanął jak wryty. Myślał, że nadal tkwi w tamtym koszmarze. Kilka metrów przed nim, na fotelu siedziało coś, co miało oczy kolory węgli, twarz biała jak marmur i roztaczało dookoła aurę zimnego przerażenia. Aura ta udzieliła się tylko Proganowi. Przełknął ślinę i rzucił okiem na innych. Czyż oni nie widzieli, kto z nimi siedzi...?
Człowiek odwrócił się, aby ukryć swoje zmieszanie. Zaczął przeszukiwać swoją torbę, aż znalazł tam czerwoną tasiemkę. Zawiązał ją sobie na lewej dłoni. Był przesądny, owszem. Odwrócił się ponownie. Nieznajomy musiał być kimś zaufanym, pewnym. Kimś na kim można było polegać, komu można było uwierzyć. Postanowił nie wpatrywać się w niego. Poszedł więc i usiadł na krześle trochę dalej, łapiąc chleb, ogórka i kawałek kiełbasy.
Hagmar:
- Co tu się odpie... oh. Aragornie, mieliście być wcześniej Musieli ją obudzić gdy wchodzili i gdy Melkior szperał po garach, po schodach schodziła odziana w długą - niemal przeźroczystą - suknię brązowo włosa elfka.
- Na trakcie dorwały nas zdziczałe wampiry, i troszke nam zeszło. Panowie, pozwólcie że przedstawię przyszłą małżonkę.
- Renfri "jeszcze nie" Tacticus. - powiedziała i narzuciła na siebie płaszcz, mogła latać pół nago przy Aragornie ale nie przy po części obcych ludziach i orku. Szczególnie nie przy orku.
- Witajcie w moim "srajdołku". Dodała uprzejmie.
- Oh kochanie, nie jest tu tak źle. To miejsce miewało gorsze dni...
//Urwało mi od neta ;[
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej