Tereny Valfden > Dział Wypraw
Echa Przeszłości II - "Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza"
Gordian Morii:
Dawno nie widziałem skurwieli. - prychnął Gordian spinając konia, który troszkę przeląkł się nagłym pojawieniem się przeciwników. - Spokój. - wydał krótki rozkaz ciągnąc koński łeb ku sobie, tak, że jego kary ogier zatańczył na zadnich nogach wierzgając przednimi tuż przed jednym z kilku pozostałych przy życiu wampirów gdy nagle coś błysnęło.
- Cholera... - zaklął prawie bezgłośnie już mając mówić coś na temat magów i ich wkurzającej tendencji to strzelania piorunami z dupy, ale jednak tymi magami byli Gunses lub Aragorn. Chociaż w tym przypadku kolejność powinna być odwrotna.
Błysk wyraźnie oślepił wampira stojącego przed samym wozem co w sumie nie zmieniało nic wiele w tym, że ów posiadał jeszcze pozostałe zmysły, które póki co zdecydowanie przekraczały wszelkie możliwości empiryczne siedzącego w siodle Gordiana.
Cóż było robić i na co czekać, walka trwała i trwać miała jeszcze chwilę trzeba było więc spróbować dołożyć cegiełkę do ogólnego zwycięstwa. Kary ogier padł na przednie nogi, więc Morii mógł zwolnić wodze. Wypuszczając grube rzemienie chwycił za obydwa pistolety i huknął nimi w kierunku przeciwnika, który o ile wyszkolony w odbijaniu pocisku nie mógł za dużo zdziałać w kontakcie z dwoma żelaznymi pociskami, które w ułamku sekundy przebiły jego pierś w miejscu 3 i 6 żebra - kolejno z lewej i prawej strony.
- Dobijcie gada, żeby nie zwiał. - krzyknął tylko nie będąc pewien tego czy kule powaliły krwiopijcę ostatecznie.
//:Nie wiem ilu pozostało :(
Progan:
Huki wystrzałów oprzytomniły Progana, uklęknął on na wozie, cały czas trzymając przy sobie sztylet. Wierzchem dłoni otarł czoło, z przerażeniem zobaczył, że rozmazał po sobie krew. Wzdrygnął się i starał się uspokoić szepcząc pod nosem jakąś modlitwę.
Hagmar:
- Heshar anash! Nad prawą dłonią dracona pojawiła się kula ognia, kilka sekund po strzale Gordiana gdy wampira odpechnęło do tyłu. Ognisty pocisk dzięki psionice rąbnął w łeb nieumarłego. Ten zaś padł martwy. Nastała cisza.
Gordian Morii:
... przerwana ciszą odciąganych kurków i wysuwanego zza pasa wycioru do luf. Gordian powoli zabrał się za przeładowywanie obydwu pistoletów, bo to bardzo zajmujące zajęcie było. Wyczyścił więc przykopcone lufy, przedmuchał panewki i zasypując je uncją rudy przyklepał mocno ubijając proch w komorze. Na końcu do środka powędrował owinięty w papier pocisk, który pięknie miał się dzięki niemu zaklinować i nie wypaść w czasie jazdy gdy broń będzie narażona na wstrząsy. Morii delikatnie powrócił kurkami na swoje miejsce wcześniej mocując na spłonce kapiszon. Po czym nonszalancko zamocował bronie przy pasie.
- Sprawdzi ktoś, kto to był czy jedziemy dalej?
//: Jeżeli popieprzyłem coś w rytualne ładowania broni prochowej sorry, ja się znam na ładowaniu armat;/
Kenshin:
Ork zdążył spojrzeć jedynie, jak kule przebijają ostatniego ocalałego z wampirów, a potem puff powstała kula ognia, która definitywnie zakończyła tą walkę. Kenshin nawet zapomniał, że mógł użyć również swoich zaklęć. Dlatego teraz będzie o tym pamiętał, a nas koniec wytarł bułat o spodnie i spojrzał na zmartwionego Progana. Wyglądał na jakby miał zaraz zemdleć. Kenshin odwrócił się do niego. - Progan wszystko w porządku?.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej