Tereny Valfden > Dział Wypraw
Obława
Funeris Venatio:
Mauren w miarę od razu dostrzegł orka, który odziany w pancerz rekruta, przyszedł do zbrojowni dla rycerzy. Z racji tego, że stał cierpliwie i nie rwał się do byle jakich akcji można było uznać, że znalazł się tutaj w jakimś konkretnym celu. Cel ten był jeden i Egap świetnie wiedział co nim było. Odwrócił się w stronę Edgarda, podał mu prawicę i zapytał:
- Egap Ymmij. Jak mniemam przybywasz od Gerina, bracie?
Edgard:
To, co stało się po chwili, zaskoczyło orka. W końcu to byli wyżsi rangą wojownicy, a on sam był świeżakiem, który dopiero co się pojawił. Mimo to, mężczyzna wyciągnął ku niemu dłoń. Ten miły gest z pewnością sprawił, że mauren zapadnie w pamięć Ed'a.
Nie zostało nic innego jak w męskim, stanowczym uścisku przywitać się i przedstawić.
- To dla mnie zaszczyt. Jestem Edgard, nowy rekrut i tak, byłem przed chwilą u niego. Zlecił mi, abym się tu zjawił i dowiedział szczegółów. - Ork był lekko zmieszany i ciężko było na razie zwracać się do innych po bratersku. Mimo że sam był nazywany bratem, to pierw chciał zasłużyć na ten dar i pokazać, że jest godny tego miana.
Funeris Venatio:
- Poprosiłem o dwóch rekrutów, by móc ich nieco wprawić w bój. Patrząc jednak na Ciebie, Edgardzie, pewny jestem, że damy sobie radę bez drugiego brata. - Egap dał znak, żeby wszyscy ruszyli ku wyjściu. Podążyli więc przed siebie w milczeniu, gdyż paladyn uznał, że wszystko wyjaśni na zewnątrz. Gdy znaleźli się pod stajnią, zakonnik podjął.
- Sprawa nie należy do zbyt skomplikowanych ani zabójczo trudnych. No przynajmniej w teorii... Jakiś czas temu natknięto się na południu na grupki bandytów. Nasze zadanie polega na ty, by przeczesać punkty, w których prawdopodobnie mogli zrobić jakieś przyczółki i je ewentualnie wyeliminować.
Wskoczył na swojego konia, kiedy już wszyscy zajęli się siodłaniem wierzchowców.
- Potrafisz jeździć konno, bracie?
Edgard:
- O ile Zartat nie obdarzył mnie zbyt wielkimi możliwościami w posługiwaniu się tym. - Tu ork poklepał się po głowie. - To z pewnością wszelkie braki nadrabiam w tym. - Tym razem wielka łapa dotknęła rękojeści miecza. Zadowolony z rodzaju zadania jakie przed nim stanęło, nie zauważył dokąd zmierzają i co robią pozostali. Lekko pobladł, gdy zadano mu pytanie o jeździectwo.
- Na światło, nie miałem do tej pory szczęścia do koni. ÂŻaden nie chciał dźwigać mojego ciężaru i zwykle uciekał w popłochu. Czy to mnie dyskwalifikuje? - Spytał nieco zaniepokojony. W głowie dopisał kolejny istotny szczegół, który wymagać będzie uwagi.
Funeris Venatio:
- No chyba niestety tak - odpowiedział zaniepokojony paladyn. A tak dobrze się układało...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej