Tereny Valfden > Dział Wypraw

Obława

<< < (3/6) > >>

Edgard:
Ork podrapał się po zwichrzonym i pozostawionych w nieładzie kudłach i rozejrzał dookoła. Czy jazda konna była aż taka ciężka? Nie wiedział. Nie chciał jednak dawać za wygraną, bez choćby spróbowania. Mimo to wiele kosztowało go, by nie wydusić z siebie nieprzyjemnych słów, wyzywając los od najgorszych.
- Może uda mi się jakoś dojechać na miejsce w jednym kawałku, jeśli znalazłby się ochotnik by prowadzić mojego konia? Albo... hm, może powóz? Jeśli trzeba, to pokonam tę trasę o własnych siłach! Nie mam obciążenia, a jeśli nie jest to aż tak daleko, to długo nie każę na siebie czekać. Mogę liczyć na danie mi tej szansy?

Funeris Venatio:
- Spokojnie, żartowałem. Pojedziesz z Nikolajem, tym najmniejszym. Usiądziesz za nim, jego koń jest wytrzymały, więc uniesie was obydwu. Mamy do pokonania kilkanaście kilometrów, potem rozbijamy obóz i ruszamy w ślad za bandziorami. - Nikolaj podniósł rękę, by Edgard mógł go zobaczyć spośród tłumu dziewięciu wojowników. Nosił na sobie taki sam niepłytowy pancerz, na plecach miał przytroczoną tarczę. Hełm zwisał sobie spokojnie u siodła, podobnie jak przymocowany tam kiścień.

Edgard:
// Gupi żart! Serio się bałem, że po zadaniu mam! :P

Ed zrobił marsową minę. Wyszedł na głupka, ale sam przed sobą musiał przyznać, że jest totalnym świeżakiem więc takie sytuacje z pewnością będą się jeszcze powtarzać.
- Widzę, że muszę się jeszcze sporo nauczyć. - Powiedział, rozglądając jednocześnie za Nikolajem. Wtedy to podszedł do niego i wyciągnął ku niemu prawą dłoń. - Dzięki. - Następnie założywszy hełm na głowę, wdrapał się na koński grzbiet. W pierwszej chwili był dość mocno zaniepokojony, ale ogier wyglądał na faktycznie solidne zwierzę, które zdoła ponieść taki ciężar.
- Postaram się nie spadać zbyt często.

Funeris Venatio:
Nikolaj przesunął się bliżej łęku, by ork w miarę komfortowo mógł zasiąść za jego plecami. Ogier wyraźnie odczuł, że wdrapała się na niego góra mięsa, ale oprócz jednego przeciągłego zarżenia nie dał po sobie nic poznać. Kompania ruszyła stępa uczęszczaną drogą. Był wczesny wieczór, a oni chcieli dotrzeć na miejsce na dwie godziny przed zapadnięciem zmroku. Gdy wyjechali więc za teren ostatnich murów i wjechali w las, pognali nieco swoje wierzchowce. Po niedługiej jeździe, gdy pokonali kilkanaście kilometrów, dotarli do sporej polany, która mieściła się z lewej strony gościńca. Polana była kwadratowa, jeden bok miał nieco ponad trzysta metrów. Egap rozkazał, by rozbić obóz niedaleko drogi, ze czterdzieści metrów od jej krawędzi. Na miejscu ich obozowiska znalazło się dwóch kupców na swoim wozach, którzy piekli królika przy ognisku. Paladyn udał się w ich stronę na rozmowę, przydzielając każdemu zadania. Edgard miał zadbać o dostatecznie duże ognisko, które miał rozpalić w środku ich obozu. Inni poszli oporządzać konie, zagłębiać się w las i rozkładać potrzebny ekwipunek.

//Możesz użyć do tego krzemienia, który był w sakwach Nikolaja.

Edgard:
Ku swej uciesze, obyło się bez komplikacji w czasie jazdy. Dotarli na miejsce, a za zadanie przyszło mu pomóc w postawieniu obozu. Od razu zabrał się za zbieranie kamieni, by utworzyć z nich okrąg, w środku którego miało powstać drobne zagłębienie. Następnie ruszył po dwie, świeże nie za grube kłody i całą masę chrustu i gałęzi. Kłody ustawił równolegle do siebie i ustabilizował kamieniami. Między nie wrzucił suche trawy, chrust i cienkie gałęzie ustawiając je w stożek, a grubsze pozostawiając na potem. Przyszła teraz pora na krzesiwo, które jak się okazało, zagwarantował Nikolaj.
Ed rozejrzał po ich obozie, czy aby nie są za mocno wystawieni. Nieco poprawiwszy kłody, zabrał się za uderzanie krzemieniem z krzesiwem, dmuchając lekko w stronę chrustu. Gdy zobaczył dym, a następnie płomień, dorzucił kilka gałązek i kory, dając pożywkę ogniowi. W miarę zwiększania intensywności, dorzucił kilka grubych gałęzi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej