Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Saet
Saet:
Wyglądało na to, że wszystko dobrze się skończyło. Dlatego dziwił się, że coś wewnątrz niego w dalszym ciągu nie dawało mu spokoju. Próbował sobie wmówić, że to przez strach którego narobił mu wilkołak, do którego dochodziły również głód, pragnienie i ogólne zmęczenie całodzienną wędrówką. Powinien zatrzymać się gdzieś w okolicy, rozpalić ogień i przenocować, ale z jakichś przyczyn nie mógł nawet ustać spokojnie. Postąpił kilka kroków do przodu, po czym schylił się i zaczął badać kolejne dzisiaj ślady. Szybko ocenił, w którą stronę wyruszyła Złotowłosa wraz z kłem i podążył za nimi. Miał nadzieję, że zdoła ich wytropić zanim na dobre zapadnie noc. Po drodze udało mu się nawet zjeść dwa jabłka i niewielki kawałek sera, do tej pory skrywane w torbie. Na jakiś czas musiało mu to wystarczyć.
Progan:
Po kilkuset metrach tropienia zauważyłeś, że są tam też ślady dużych łap, tych samych, które zaprowadziły Cię do wąwozu. Były starsze niż ślady dziewczyny i wilka. Dziewczyna nie dość że prowadzona przez wilka, to jeszcze nie mająca obycia w takim lesie zapewne nie zwróciła uwagi, że coś dużego podążyło wcześniej w tym samym kierunku. Czyżby ich cel był ten sam? Wszak wilkołak mówić coś o kolacji...
Saet:
Niepokój rósł w nim w miarę jak zbliżał się do celu. Poruszał się tak szybko jak tylko mógł biorąc pod uwagę teren i to, że robiło się coraz ciemniej. Liczył, że zdoła mu się odnaleźć Złotowłosą i jej towarzysza zanim... Wolał nie zakładać z góry najgorszego.
Progan:
Zdążyłeś. Złapałeś ich przed kamiennym mostkiem. Aż do mostku prowadziły wielkie ślady łap, na kamiennym moście ślad się urywał, nie miał się w czym odcisnąć. Dziewczyna zauważyła Cię zaalarmowana zachowaniem swojego wilka.
- To Ty... - powiedziała - Kieł do mnie wrócił. Pewnie to dzięki Tobie. Przywiódł mnie tutaj. Zobacz, to domek mojej babci. Przygotowała coś pewnie na kolację...
Saet:
-Poczekaj. Nie powinnaś tam jeszcze iść.
Zawahał się, gdy zobaczył jak kompletnie zdziwiła się słysząc te słowa. Wyglądała teraz na bardziej zdezorientowaną niż wtedy pod dębem. Jak miał powiedzieć jej, że w chatce babki może czekać na nią wilkołak rodem z opowiadań i bajek czytanych niegrzecznym dzieciom, a sama starsza pani najprawdopodobniej jest już martwa? To wszystko brzmiało nieprawdopodobnie, a on nie miał żadnych solidnych dowodów. Co gorsza, nie miał też żadnego planu działania. Nie mógł przecież ot tak zawrócić dziewczyny oznajmiając, że ma wracać do domu, a babci nie pomogą już żadne leki.
-Spójrz tutaj.
Chwycił Złotowłosą za dłoń i schylając się wskazał ślady, które go tu przywiodły. Z początku nie mogła nic zobaczyć i nie wiedziała o czym mówi, ale wreszcie dojrzała to co próbował jej pokazać.
-Odciski łap. To może być to samo stworzenie, które słyszałaś nad wodopojem. Przybyło tu niedługo przed wami.
Oznajmił wreszcie lustrując jej twarz spojrzeniem w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję. Był gotów w każdej chwili zatkać jej usta, gdyby nagle miała zacząć krzyczeć. W jego głowie powoli tworzył się zalążek planu. Niezbyt skomplikowanego, ale na razie to musiało mu wystarczyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej