Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Saet
Saet:
Nie przypominał sobie by wiedział cokolwiek o istnieniu tak dużych psowatych, no może z wyjątkiem wargów, na których czasem zwykli jeździć orkowie. Chociaż z drugiej strony mogły to też być rozmazane ślady cieniostwora, te jednak bardziej przypominają tropy wielkich kotów. Saet podniósł pióro i schował je do torby przerzuconej przez ramię. Próżno było już chyba szukać wilka Złotowłosej, ale jednocześnie chciał zobaczyć co takiego go zabiło. Wyciągnął strzałę z kołczanu i zgięty wpół ruszył z wolna za nowym śladem. Tym większym.
Gunses:
Ruszyłeś za śladami dziwnego stworzenia. ÂŚlady biegły w linii prostej, czasami gubiłeś je na kamieniach i listowiu, ale znajdowałeś zaraz dalej. Kluczyłeś za nimi przez dwa kilometry.
Aż dotarłeś do mrocznego miejsca. Usłyszałes też wtedy trzaśnięcie gałęzi za Tobą. Coś też zawarczało. Groźnie.
Saet:
Dwa kilometry, które elf pokonał jak w transie. Nie mógł teraz odpuścić, cokolwiek to było. Z pokojowo nastawionego podróżnika zmienił się w myśliwego, drapieżnika, jednak wyglądało na to że role się odwróciły i coś zaczęło polować na niego. Zamyślił się tylko na chwilę, na moment stracił koncentrację, przez co wpakował się do wąwozu. Strome zbocza i zwalone drzewo blokujące drogę przed nim stanowiło naturalną pułapkę, w którą jak się zdawało właśnie wpadł. Słysząc odgłos łamanej gałęzi obrócił się w miejscu tak szybko jak potrafił jednocześnie naciągając strzałę na cięciwę. Przez rozpęd jaki nadał mu obrót wylądował na jednym kolanie, ale strzały z przyklęku wychodziły mu równie dobrze, co te z tradycyjnej stójki. Lotka strzały dotknęła szpiczastego ucha Saeta gdy ten wykorzystując maksimum naciągu łuku wycelował grot swojego pocisku w to, co jeszcze przed sekundą znajdowało się za nim.
Progan:
Pomiędzy krzakami zauważyłeś łeb...
Saet:
ÂŁeb, którego w żadnym wypadku nie można by uznać za przyjazny. Elf powoli podniósł się i wyprostował przyjmując typową postawę strzelecką. Przez cały ten czas jego łuk pozostawał naciągnięty, a on sam był w każdej chwili gotów do oddania strzału prosto między oczy nowego zagrożenia. Sam nie wiedział, czemu coś jeszcze wstrzymuje go od zwolnienia pocisku. Zamiast strzelić od razu, ostrożnie postąpił kilka kroków w tył chcąc wywabić zwierza z zarośli. Nawet na chwilę nie spuszczał przy tym z niego swoich oczu, nie spuszczał też grotu wycelowanego w jego oczy.
//: Jaka jest mniej więcej odległość?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej