Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu
Dragosani:
Drago zaklął. Liczył chociaż na trochę złota, czy coś. A tutaj nic. Wampir rozejrzał się jeszcze po komnacie i wyszedł. Teraz trzeba było sprawdzić ostatnie drzwi. Za nimi już coś być powinno. Jeśli nie, to Drago będzie wielce niepocieszony. Podszedł do tych drzwi i schował bułat. Wyciągnął pistolet. Wystrzelenie komuś/czemuś w twarz na dzień dobry nigdy nie jest złym pomysłem. No, chyba, że ten ktoś lub jego rodzina może cię później pozwać. Tak więc zaopatrzony już w broń palną wampir, zebrał w sobie moc magii demonicznej i wykorzystując pioruny do wzmocnienia siły uderzenia, trzasnął pięścią w zamek ostatnich drzwi.
//Od razu odejmuję w karcie. Ale ok.
Funeris Venatio:
Zamek puścił, a postać stojąca w środku skontrowała niezadany nawet w nią cios. Drzwi poleciały do przodu razem z Dragiem, rzucając go o przeciwległą ścianę przy jednym z wejść. Zabolało jak jasna cholera. Wielki i śmierdzący demonowato demon wyszedł z salki i stanął w pomieszczeniu im. mnóstwa drzwi. Jego prawa ręka przemieniła się w piekielne ostrze, którym z łatwością mógłby przepołowić wampira. Lewa ręka pozostała naturalna, z wystającymi i śmiertelnie niebezpiecznymi pazurami. Demon rozpostarł nieużywane od dawna skrzydła i ryknął tak, że z powały posypał się kurz i spadło kilka pajęczyn. Na czubku jego głowy majaczył niewielki płomień, w sercu miał zgrozę, a w oczach śmierć. Odbił się jedną nogą od ściany i ruszył w stronę Dragosaniego. Wylądował pięć metrów przed nim i zasłaniając całe pole widzenia skrzydłami zaatakował swoim ostrzem wyrośniętym z prawej dłoni. Ciął szeroko, poziomo i w okolice torsu wampira.
//1x Demon
Dragosani:
Au pomyślał Drago, gdy dostał drzwiami. - Au... - sapnął Drago, gdy zatrzymał się na ścianie. Szczęśliwie nic sobie nie połamał, tylko bolało mocno. Ale to nic, ból przeminie. Wampir zwinnie podniósł się na nogi i usłyszał głośny trzask, który sugerował, iż demon podskoczył do niego. I wtedy spostrzegł, że potwór zadaje cios. Potężny, z pewnością zabójczy. Należało działać błyskawicznie. Cios miał być szeroki i poziomy, skierowany ku torsowi wampira. Drago kucnął więc i odtoczył się w bok. Demoniczne ostrze minęło go o włos, tuz nad jego głową. ÂŚrednio przyjemne wrażenie. Wampir oddalił się w ten sposób o kawałek od demona, chociaż nie dało mu to zbyt wiele czasu. Musiał działać. Szybko i precyzyjnie. Szczęśliwie dla niego w nocy był piekielnie szybki i precyzyjne. A od tego zależał wynik tej walki. Zdawał sobie sprawę, że broń palna na niewiele się zda w walce z takim potworem. Podniósł się na nogi więc i odskoczył o kilka metrów, gdy demon wykonał kolejny cios. Schował pistolet do kabury i wyciągnął bułat. Wtedy właśnie demon ryknął i ruszył na wampira, wystawiając ramię, aby go staranować i przygnieść do ściany. Drago po raz kolejny musiał więc wykonać unik. Odskoczył w bok, zaś demon przemknął obok niego. Wyhamował niemal natychmiast i odwracając się do wampira ciął go przekształconym ramieniem. Drago znów odskoczył. ÂŚrednio był zadowolony z takiego przebiegu walki. Jak na razie głównie unikał ciosów, nie atakował. Ale cóż, trzeba było poczekać na dogodny moment. Po ciosie demonicznym ostrzem, potwór znów coś tam sobie ryknął i Spróbował złapać wampira druga ręką. Zapewne po to, aby ułatwić sobie kolejne ataki. Oczywiście przy tym złapaniu demon nie pogardziłby także podrapaniem wampira. ÂŁapać to sobie jednak mógł, ale własna kuśkę. Dragosani był na to zbyt szybki i zwinny. Odskoczył w bok i po raz pierwszy użył własnej broni w tej walce. Ciał szybko i mocno w łapę demona. Ostrze bułatu uderzyło tak pośrodku, pomiędzy nadgarstkiem a łokciem demona. I odcięło jego łapę. Oczywiście to wielce się demonowi nie spodobało, więc znów ryknął coś tam, zapewne wyzywając matkę Draga od nieuprzejmych kobiet. Ryknął i znów zaatakował ramieniem, chcąc staranować wampira. Dlatego ten musiał ponownie odskoczyć. Ta walka zapowiadała się na niego dłuższą, niż poprzednie. Demon wyhamował, gdy tylko zdał sobie sprawę, że znów nie trafił wampira. I wtedy Drago wpadł na pewien pomysł. Błyskawicznie doskoczył do wyjścia na korytarz. Schował broń, bo to w sumie mogło mu w owym pomyśle pomóc.
- Hej, chuju, złap mnie! - I puścił się biegiem przez korytarz, w kierunku krat. Chciał w biegu przemienić się w nietoperza i przelecieć przez kraty.
1x Demon, z odciętą lewą ręką.
Funeris Venatio:
Demon nie pozostał jednak w tyle. Rana po odcięciu części przedramienia szybko zaczęła się goić, już nie krwawiła, a za kilka sekund całkowicie się zarośnie. Gdy Drago odwrócił się, by zacząć uciekać, potwór sięgnął w jego kierunku, by go pochwycić. Miał wielkie i długie łapy, którymi mógł to bez problemu zrobić. Do tego był równie szybki, co wampir. Naprawdę. Udało mu się złapać dyndający bułat i oderwać go od pasa Dragosaniego. Ten został oczywiście wytrącony z równowagi i nie trafił w korytarz, obijając się o ścianę. Demon wbił swoje szpony w zdezorientowanego nieco członka Mrocznego Paktu na wysokości lewego obojczyka i cisnął nim o przeciwległą ścianę, mniej więcej obok miejsca, skąd ta potworna maszkara wyskoczyła. Ruszył oczywiście od razu za nim, przekształcając zdrową rękę w ostrze. Bułat wampira został przy wejściu do korytarza. Dragosani żeby go zdobyć musi pokonać przestrzeń jakichś dwudziestu metrów. Problemem może być demon...
Dragosani:
I dlatego właśnie wampir nie lubił demonów. Były szybkie. Tak pomyślał, gdy poczuł, że jego bułat zostaje oderwany od paska. Gdy wpadł na ścianę pomyślał, że nie lubi także ścian. Zaś gdy dostał szponami demona i został rzucony o kolejną ścianę pomyślał jedynie, że naprawdę wolałby, aby szkolenie Bestii nie stało w miejscu. Czuł ból z rany i widział nadciągającego demona. Teraz, bez broni i ranny, musiał działać inaczej. Przejść do zdecydowanej defensywy i znaleźć sposób na łyknięcie krwi. Czyli powinien jakoś spowolnić demona, czy coś. Poderwał się na nogi, chwiejąc się lekko. Demon się zbliżał i już przymierzał się do wściekłego ataku ostrzem. Drago wydobył zza paska fiolkę z krwią. Nie chciał pić jej już teraz, ale mógł to nieco rozłożyć pomiędzy uniki i takie tam. Demon był już w zasięgu ciosu, który oczywiście od razy wykonał. Potężnie pchnięcie demonicznego ostrza, które miało przybić wampira do ściany. Drago mimo bólu odskoczył z bok, syknął przy tym, na co demon zareagował rechotem. Lub czymś, co brzmiało jak rechot. Wyrwał ostrze ze ściany i rzucił się ponownie na wampira. Więc ten musiał znów odskoczyć. Tak na jakieś trzy metry. Demon chyba się wkurzył, gdyż padł na cztery (trzy) łapy i zaszarżował rogami. Na coś takiego liczył wampir. Manewr bardzo niebezpieczny, lecz jeśliby się udał, miałby kilka uderzeń serca "wolnego". Demon ruszył wściekle, kierując rogi ku Dragowi. Sapnął nozdrzami jak byk i już pędził na czworaka (trojaka?). Dragosani uskoczył z bok, dzięki czemu uniknął nabicia na rogi. Te długie skoki dzięki nadludzkiej, wampirzo-bestyjnej zwinności były całkiem przydatne. Co prawda nie był tak szybki, jakby był bez rany, ale i tak radził sobie. Demon nie wyhamował i zatrzymał się dopiero na ścianie, co wywołało wstrząs całego pomieszczenia. Dragosani w tym czasie. Odkorkował fiolkę i pociągnął zdrowy łyk krwi. Natychmiast poczuł, jak rana się zasklepia. Nie wypił całej krwi, gdyż nie było czasu. Porządny łyk wystarczył, aby zregenerować ranę. Odrzucił fiolkę, gdyż teraz by tylko przeszkadzała. I od razu musiał odskakiwać przed kolejnymi ciosami demona, który coraz bardziej się wściekał. Wykonał szerokie i potężne cięcie demonicznym ostrzem. Ciał poziomo, więc wampir mógł jedynie odskoczyć w tył. Demon atakował z podobny sposób raz po raz, a wampir wycofywał się. Aż potrącił coś nogą. Jego bułat. Demon znów zaatakował tnąc poziomo, więc wampir opadł na ziemię, złapał bułat i zrobił przewrót w bok. Wyrwał bułat z pochwy i odskoczył, już gotów do walki. Demon oczywiście nie próżnował, tylko atakował. Ciał swoim ostrzem pionowo, wprost z miejsce, gdzie stał Drago. Chciał go chyba przepołowić. Wampir odskoczył w bok i krzyknął. A właściwie Krzyknął. Wykorzystując wampirzą moc uderzył w demona falami dźwiękowymi. Nawet demon musiał jakoś to poczuć. Na przykład potworny ból, który uniemożliwiał szybką reakcję. Wampir skoczył ku niemu i zaatakował. Ciął w jego rękę, tuz nad miejscem, które przeistoczyło się w demoniczne ostrze. Następnie zadał cięcie w nogę potwora, chcąc go jej pozbawić i powalić demona na ziemię. Po ataku błyskawicznie odskoczył, w razie jakby demon chciał zrobić coś nieprzyjemnego. No i aby nie zostać nim przygniecionym, jeśli pozbawienie go nogi przyniosłoby oczekiwany skutek.
// Tracę 0,3 l krwi wilka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej