Tereny Valfden > Dział Wypraw

Schodami do nieba #1

<< < (14/19) > >>

Funeris Venatio:
- Więc to tutaj. Możesz nam opowiedzieć coś więcej o samym artefakcie i zasadach, jakie panują w tym miejscu? Widzę uzbrojonych braci i siostry, więc oczywistym, że kryje się tutaj coś wielce cennego. Bezcennego.

Zariel:
- Nasz Pan czasami kontaktuje się z nami poprzez ten artefakt. Najgodniejszym spośród prawych aniołów Zartat przekazuje część swej boskiej mocy poprzez właśnie ten magiczny przedmiot czyniąc z nich wyższych skrzydlatych.
Zariel skinęła głową na powitanie dwóm archaniołom stojącym na straży. Nie odpowiedzieli jej, rzucili tylko zimne spojrzenie stojąc niewzruszenie na warcie.
- Wejdźmy do środka.

Funeris Venatio:
Mimo służbistego opanowania dwójki strażników również i Funeris przywitał się z nimi ciepłym skinieniem głowy. Podążył prosto za Zariel, która wkroczyła do wnętrza budynku.

Zariel:
Artefakt znajdował się w pustej sali. Lewitował ponad metr nad ziemią, zaś światło od niego bijąca nie pozwalało zobaczyć czym w istocie jest ów boski przedmiot. Zariel przechadzała się po marmurowej posadzce roznosząc echo stukotu obcasów.
- Przyprowadziłam was tutaj, byście mogli złożyć przysięgę wobec Zartata niemal szepcząc mu do ucha. Zostawię was samych, poczekam na zewnątrz.

Funeris Venatio:
Zariel opuściła komnatę, a oni zostali sami. Oślepiające światło artefaktu nie pozwalało nawet dostrzec tego, czy on jest. Kula? Miecz? Posąg? A może tak naprawdę jest to postać, która skąpana w świetle słucha ich z zainteresowaniem? Tego Poeta nie mógł powiedzieć, nie mógł nawet przypuszczać. Odziany z złote szaty aniołów uklęknął z jeden strony tajemniczego przedmiotu, by dać Patricii wewnętrzny spokój i nieco miejsca na intymność, której sam trochę potrzebował. Oczyścił swój umysł, uklęknął i po chwili podjął szeptem, ledwie słyszalnym:
- ÂŚwiatłości... Nie ma słów, które mogłyby oddać wdzięczność, jaką żywię. Niejednokrotnie dzięki twojemu wstawiennictwu, twoim niezauważalnym interwencjom i świadomości, że jesteś tym, kim jesteś, udawało mi się wyjść cało ze śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji. Czym mogę Ci się odwdzięczyć? Kim jestem ja, robak przy Twojej boskiej postaci, by Ci coś obiecać? Jestem niczym pył na wietrze, świeczka podczas huraganu, która może być w każdej chwili zgaszona. Zaglądając jednak w głąb mojej duszy możesz dostrzec, że wszystko, co robię, robię dla Ciebie. Każdy mój oddech, każdy czyn i każde słowo jest wykonywane ku Twojej chwale. Otrzymałem od Twoich dzieci nowe możliwości, które nakładają na mnie jeszcze więcej obowiązków. Jedyne o czym mogę Cię zapewnić, boski Zartacie, to to, że dołożę wszelkich starań by stać się godnym Twoich darów. Po prostu. Nie mogę Ci obiecać, że pokonam wszelkie zło tego świata, ale na pewno mogę obiecać, że dołożę wszelkich starań, by to zrobić. Podążając Twoimi ścieżkami pragnę czynić dobro i plenić to, co nazywamy złem. Każdym swoim czynem zamierzam udowadniać, że jestem godny. ÂŻe nie pomylono się co do mnie i że będę ostoją światłości pośród mroków nocy. Albowiem jest ona ciemna i pełna strachów, ale my, choćbyśmy szli ciemną doliną, zła się nie ulękniemy, albowiem Ty jesteś przy nas. Na zawsze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej