Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Kenshin
Kenshin:
Ork poczuł, że jego ciało nagle zaczęło się regenerować, ale to nie działało jak zwykła mikstura lecznicza. To musiało być coś mocniejszego, bo skutki leczenia były zauważalne, po paru sekundach. No, ale teraz mógł już wstać i jako tako się poruszać. - To idziemy. Powiedział do wszystkich, lecz to z chodem miało mało wspólnego. Kenshin, po prostu kulał ale tak, czy siak szedł do przodu w stronę obozu. Noga jeszcze bolała, więc starał się jej nie nadwyrężać. Dlatego marsz musiał im zejść nieco dłużej.
Progan:
Dotarliście do obozu na polanie. Stał tam wóz, na którym wcześniej jechaliście i prowizoryczne obozowisko. ÂŚrodek polany był rozkopany, gmerali tam ludzie z łopatami. Elf, podczas nieobecności krasnoluda, przejął wartę, teraz zaś mógł iść na swoje miejsce, do kociołka. Zauważył jednak was, skinął abyście podeszli i zapytał się Ciebie co się stało.
Kenshin:
Ork podszedł do elfa gdy dotarł do obozu zdał relację, co go spotkało na drodze do wąwozu. Totem i dziwne stworzenia pominął na razie, bo nie wiadomo co będą chcieli z nimi zrobić. - Poszedłem sobie ścieżką na wprost. Czułem, że zaprowadzi mnie to na wąwóz, ale tuż przed nim zaatakowały mnie dwa zmutowane dziki. Dzięki poznanemu zaklęciu zablokowałem drogę między nimi, a mną. Stworzenia oddaliły się a ściana się roztopiła. Idąc dalej zauważyłem tego cieniostwora, który objadał się tymi samymi dzikami, co wcześniej wspomniałem. Następstwem tego zaatakowałem go, bo był odwrócony tyłem, ale mój czar spudłował i skończyło się tak, jak widzisz.
Progan:
- Szaman - rzucił cicho gnom do elfa, ten przeszedł się w jedną i w drugą.
- No tak. Plugawce się rozprzestrzeniły. Nawet ptaki chyba zaczęły chorować... Dobrze, żeśmy byli niedaleko, inaczej mogłoby być z Tobą nieciekawie, prawda?
Kenshin:
- A i owszem. Wiecie skąd biorą się te istoty?.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej