Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wpuszczony w kanał

<< < (21/28) > >>

Dragosani:
Drago nic nie mówił do kultystów. W zasadzie to szczerze wątpił, aby mieli oni jakąkolwiek wiedzę, której poszukiwał. Będzie musiał dostać się do jakiegoś przywódcy tych tutaj i z niego wycisnąć informacje. Ci tutaj byli tylko przeszkodą. Zapewne było ich znacznie więcej w budynku, więc wampir cieszył się, że przypadkowo zakonnicy postanowili go odwiedzić. Zawsze to jakieś wsparcie. Oczywiście nawet nie brał pod uwagę ingerencji Zatrata w ten przypadek. Nie czekał dalej, gdy dostrzegł, że część kultystów już wyciąga broń. Ruszył do ataku. Szybko znalazł się przy dwójce, która broni jeszcze nie zdążyła wydobyć. Nie pozwolił im na naprawienie tego błędu. Jego ataki były błyskawiczne. Dwa precyzyjne cięcia. Jedno w szyję pierwszego kultysty, który nawet nie zdążył instynktownie zasłonić się ręką. Kolejne, głębokie cięcie, przez pierś drugiego sekciarza. W tym czasie reszta fanatyków już jako tako się ogarnęła i zbliżali się, aby zaatakować. Szczęśliwie trochę im w tym przeszkadzały łóżka, krzesła i takie tam. Ta sypialnia była raczej średnio przygotowana do obrony przed atakiem ze strony okna. Jednak nie pomniejszało to wiele zagrożenia jakie owi kultyści stanowili. Wampir musiał więc działać błyskawicznie. I działał. Była noc, a on był prawdziwym dzieckiem nocy. Wolną dłonią złapał kultystę, któremu rozciął pierś za szatę na wspomnianej piersi i pchnął go na dwóch pozostałych, którzy już nadciągali.  Ten ruch zaskoczył ich. Martwe ciało kolegi uderzyło w nich, powodując upadek. Na kilka sekund byli wyeliminowani z walki. Kolejnych trzech jednak wciąż nacierało. Jeden z nich przelazł nad łóżkiem, dzięki czemu mógł zaatakować, co oczywiście uczynił. Drago cofnął się o krok i odtrącił ostrze fanatyka bułatem. Za nim już widział jak pozostała dwójka podchodzi niebezpiecznie blisko, zaś upadła dwójka powoli wstaje na nogi. Sparował jeszcze jeden cios kultysty i sam zaatakował. Szybko i bezlitośnie. Ostrze bułatu gładko odcięło dłoń fanatyka, w której trzymał on miecz. Zanim w ogóle zorientował się w stracie i krzyknął wampir ciął mocno w jego szyję. Oddzielił tak głowę od reszty ciała. Przypadła do niego kolejna dwójka fanatyków. Pozostali dwaj już wstali i też zbliżali się, aby zaatakować. Drago musiał uchylić się przed ciosem sekciarza i odbić własną bronią atak jego towarzysza. Nie chciał się bardziej cofać, gdyż z trzy kroki za sobą miał okno. Wolał nie zostać przyciśnięty do ściany. Rozwiązaniem był atak. Kultyści może i byli całkiem nieźle wyszkoleni we władaniu bronią, lecz wampir był wyszkolony lepiej. Zaś jego szybkość i refleks było całkowicie ponad możliwościami zwykłych ludzi. Noc i potęga Bestii robiły swoje. Drago bez większych problemów uniknął ich ataków, czy to uchylając się, czy tez odbijając ciosy bułatem. Zaraz po tym sam zaatakował. Czarna, zakrzywiona klinga błyskawicznie uderzyła. Jeden cios spadł na lewy bok jednego z fanatyków, co wywołało poważną ranę. Następnie wampir sparował atak drugiego kultysty i ciał w jego szyję. Biedny fanatyk nawet nie miał szansy się przed tym obronić, padł jak długi, krwawiąc obficie z rozciętej szyi. Drago szybkim cięciem dobił ranionego w bok fanatyka, również rozcinając mu szyję. Pozostała tylko dwójka. W ich oczach widać było błysk strachu i zawahania. Jednak fanatyzm przeważył nad zdrowym rozsądkiem. Ruszyli do ataku. Drago w tym czasie skoczył w bok, przetoczył się na jednym łóżku (było całkiem miękkie i wygodne, trochę tylko poplamione krwią). Znalazł się dzięki temu z boku sekciarzy, lecz ci nie dali się nabrać. Szybko się odwrócili i ruszyli do walki. Wampir uchylił się przed ciosem bliższego z nich. Widząc okazję skumulował gniew w demonicznej ręce, przywołując magię demonów. Uformował ją w formę piorunów, którymi oplótł pięść. Uderzył nią w pierś fanatyka. Ten został odrzucony na podłogę, zaś jego żebra i narządy pod nimi były zmiażdżone. Po demonicznej ręce wciąż skakały małe iskry, już w zasadzie niegroźne, ale wyglądające całkiem ładnie. Ostatni fanatyk ruszył do ataku, podejrzewając pewnie już, że i tak by nie zdążył nawiać. Albo może będąc zbyt zindoktrynowany przez wyznawane dogmaty? Z pojedynczym przeciwnikiem wampir nie miał już najmniejszych kłopotów. Uchylił się przed jego ciosem i kontratakował, tnąc w bok człowieka. Trysnęła krew i Drago dokończył dzieła zadając potężne cięcie w kark fanatyka, oddzielając jego głowę od ciała. I tak stał, skąpany we krwi. Zanim ktoś zdarzył wtargnąć do sypialni, złapał pierwsze lesze ciało i napił się krwi kultysty, wzywając technikę Pamięci Krwi. Chciał poznać rozkład pomieszczeń ich siedziby i ilu jeszcze może czekać na niego przeciwników.
5x Kultysta przy Funerisie, również zaskoczeni, podrywają się z miejsca i idą na niego. Funeris stoi we framudze drzwi, więc ma osłonięte flanki.
3x Kultysta przy Lucasie.

Lucas Paladin:
Trójka kultystów weszła do kuchni chcąc zrobić porządek z nieproszonym gościem (nie jedynym w tym budynku). Lucas uważnie przyglądał się rozmieszczeniu kultystów, szli razem, zatem należało ich rozpędzić. Kuchnia, a zatem: krzesła, stoły, noże i inne przydatne przedmioty, które pomogą zapewne rycerzowi posprzątać zaistniały bałagan. Schował więc buzdygan i podnosząc krzesło jedną ręką (ciało atlety) rzucił w stronę kultystów, którzy rozproszyli się, aby uniknąć ciosu. Lucas nie spodziewał, że trafi, ale miał przewagę zaskoczenia. Chwycił ponownie za Zwiastuna i zatańczył. Szybki piruet, na który 0,8 metra pozwalał zasięg broni i pierwszy kultysta trafiony w ramię. Lucas natychmiast wyprowadził kolejny atak, który miażdżąc kości bezbronnego adwersarza zakończył jego żywot. Szybki odskok, blok i kontra. Manerw wyuczony w Bractwie okazał się skuteczny przeciw drugiemu kultyście. Cios zadany w głowę, ominął zasłonę i pozbawił życia przedostatniego wroga. Lucas zasłonił się pawężą, w którą kopnął trzeci kultysta, który zamierzał wytrącić rycerza z równowagi i natychmiast tego pożałował. Pawęż bowiem to wysoka na prawie 2 metry i szeroka na 0,5 metra tarcza o wadze bagatela 5 kg! Ciężko było więc przez coś takiego przebić się zwykłym kopnięciem. Lucas uderzył buzdyganem zza tarczy, trafiając w kultystę w bark. I następnie poprawił uderzenie, łamiąc przeciwnikowi rękę i wytrącając broń. Schował buzdygan i siegnął po miecz, którym wbijając przeciwnikowi w klatkę piersiową zakończył walkę.
5x Kultysta przy Funerisie, zaskoczeni, podrywają się z miejsca i idą na niego. Funeris stoi we framudze drzwi, więc ma osłonięte flanki.

Funeris Venatio:
No jakichś pięciu, reszta poszła za Lucasem. Nie tracąc ani chwili czasu Funeris Venatio rzucił się w wir walki. Pierwszego napotkanego przeciwnika rąbnął tarczą, taranując go i wybijając mu z głowy walkę. Kultysta wywrócił się o krzesło, rąbnął na podłogę i nie wstawał na razie. Nim się jednak Poeta nie przejmował, tylko tym, który już zachodził z lewej. Tnąc z piruetu zakonnik przełamał jego zastawę, wybijając miecz z ręki i pozbawiając wszelkich możliwości obrony. Przed następnym cięciem, od dołu do góry w lewo, sekciarz próbował zasłonić się rękoma, jednak dało to tylko taki efekt, że tamten stracił ręce. Krótki sztych w podbrzusze zakończył tę nierówną walkę. Następny kultysta już przeskakiwał swojego kompana i chciał zaatakować od góry. Poeta przyjął ten cios na tarczę z namalowanym herbem jednoosobowego rodu Venatio i jednocześnie wyprowadził sztych zza zastawy, celując prosto w klatkę piersiową. Niezbyt gruba tkanina stroju człowieka poddała się bez najmniejszego oporu, krew zalała posadzkę, a w powietrzu uniósł się zapach ekskrementów, które wydobyły się z ciała, gdy zwieracze z martwego ciała po prostu puściły. Nie mając czasu na roztrząsanie tego, co się właśnie stało, mściciel musiał uskoczyć do tyłu, gdyż dwa następni zaatakowali mieczami. Natrafili na pustkę, ich ostrza spotkały się na tym samym poziomie, co zakonnik skrzętnie wykorzystał. Od razu uderzył od góry właśnie w skrzyżowane ostrza. Chwyt jednego z nich nie wytrzymał, miecz upadł na drewnianą klepkę, drugi kultysta utrzymał go w dłoni, jednak opadający brzeszczot pociągnął go w dół, wytracając nieco równowagę. Ten bezbronny zginął od razu, kiedy jego czerep został zmiażdżony przez mocny cios miecza. Wykorzystując bezwładność broni Funeris zablokował pchnięcie tego, który już zdążył się podnieść i przyjąć odpowiednią postawę. Atakował, gdy ostatni żywy sekciarz obchodził duży stół w centrum pokoju i chciał zaatakować na stronę z mieczem. Marszałek Bractwa szybko skontrował swojego oponenta, lecz ten wywinął się i ciął na odlew przez udo. Opuszczona nieco tarcza zablokowała to uderzenie, jednak ten z prawej już nadchodził. Funeris pchnął w jego stronę, jednocześnie wystawiając tarczę na cios kultysty z drugiej strony. Zaatakowany przeciwnik cofnął się o krok, więc baron... wypuścił z ręki miecz. Neltharion upadł na posadzkę, jednak w wolnej dłoni Poety już zaczynała się formować pulsująca kula światła zwana pociskiem esencji. Zakonnik zaczerpnął błyskawicznie nieco magicznej energii z głębi swojej duszy, przywołał do swojego umysłu pierwsze radosne wspomnienie jakie się pojawiło i wypowiedział pojedyncze słowo. Izeshar. Mając przed oczami Wieczorka, jej uśmiech, czując jej dotyk i wąchając jej zapach, posłał za pomocą telekinezy armatni pocisk, który spopielił doszczętnie korpus kultysty. Ten padł w konwulsjach na podłogę, ostatkami sił, wrzeszcząc wniebogłosy, próbował jakby zedrzeć z siebie palące się tkanki. Urwany krzyk rozniósł się po domu, gdy przy użyciu tej samej telekinezy Funeris przywołał do ręki swój upuszczony przed momentem miecz. Uskoczył przed wściekłym atakiem ostatniego żywego, potem drugim i trzecim. Wyprowadził fintę, nie trafił jednak. Zbił kontrujące uderzenie z góry i naparł tarczą. Zachwiał równowagą człowieka, który niepewnie postąpił krok do tyłu. Wykorzystując tę słabość ciął zamaszyście od góry, przerąbując prawy obojczyk, zagłębiając się aż do połowy płuca.
Odwrócił się i ujrzał, że Lucas właśnie rozprawił się z ostatnim.
- Zamknięty pokój, idę na górę - rzucił mu tylko lakonicznie, przyczepiając szybko tarczę do odpowiedniego mocowania, żeby spokojnie trzymała się na plecach. Uznał, że nie będzie jej w tej chwili potrzebował. Mieczem wskazał zamknięte drzwi, a sam ruszył schodami na górę, bacząc jednocześnie, czy nic nie czai się za rogiem.

Tymczasem Drago dowiedział się, że tutaj są jeszcze trzy pokoje na piętrze, do tego salon, kuchnia i spory gabinet na dole. Jest jeszcze piwnica, jednak tam nie dane mu było schodzić. A przeciwników po sypialniach powinno być co najmniej tylu samo. No i na parterze kilkunastu...

Dragosani:
Drago odrzucił ciało, gdy tylko nieco rozeznał się w układzie pomieszczeń i ilości kultystów. Z dołu słyszał odgłosy świadczące o zażartej walce. Widocznie zakonnicy już weszli do środka i zaczęli przekonywać sekciarzy do wyższości własnej wiary. Wampir przeszedł po zakrwawionej podłodze, starając się nie deptać zwłok, bo to byłoby niewygodne. Podszedł do drzwi i ostrożnie otworzył je, po czym wyjrzał na korytarz.

Funeris Venatio:
Ujrzał, jak pewna postać w zbroi z szarej rudy wchodzi do jednego z pokojów. Tego od razu przy wejściu, po lewej. Drago był w tym na końcu po prawej. Ta konkretna postać rzuciła na siebie czar łaski siły, wypowiadając inkantację grashiz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej