Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Evening Antarii:
-Wiem, że nie mogą...- westchnęłam. - A szkoda. Fajnie byłoby tak razem polatać od czasu do czasu, no nie? I to w nocy, a w nocy jest najfajniej - bo w nocy naprawdę jest najfajniej. Po ulicach nie kręci się tyle ludzi, mrok rozświetlają tylko światła z okien i nieliczne latarenki na poboczu. Powietrze jest jakieś inne, a wokół słychać jedynie własne kroki, szczekanie psa w oddali i cykanie świerszczy. I widać gwiazdy i można sobie pomarzyć... No ale trzeba też uważać na złodziei, gwałcicieli i morderców. Ale to taki szczegół. -To dokąd teraz? -spytałam, gdy trochę ochłonęłam i skupiłam się z powrotem na "zadaniu".
Dragosani:
Drago potarł dłonią brodę. To było dobre pytanie, sam chętnie poznałby odpowiedź.
- Szczerze, to nie mam pojęcia gdzie mógł zwiać - przyznał. - Trochę nam te walki i przeszukiwanie magazynu zabrały za dużo czasu. Chyba, że... ten zbir mówił, że Wasap wynajmuje dom "w tej dzielnicy". - Przypomniał sobie. - Ale wtedy byliśmy w obywatelskiej, nie w handlowej. Więc może powinniśmy udać się znów do obywatelskiej, może uciekł tymi kanałami i wraca właśnie ulicami? - Teraz już zupełnie spekulował.
Evening Antarii:
Lekko zdezorientowana obróciłam się raz w jedną stronę, potem w drugą. Niewiele mi to dało. Ulice stolicy były już niemal puste, tylko gdzieniegdzie ktoś pospiesznym krokiem zmierzał do domu, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Przeczesałam włosy, tak z bezradności może trochę.-Nie wiem... To chyba była jedyna droga którą mógł uciec- wzruszyłam ramionami. -Wydaje mi się, że trzeba iść dalej...
Funeris Venatio:
Uliczka, z której wyszli wychodziła na mały placyk. Odchodziły z niego łącznie cztery alejki, w tym ta, którą mieli za sobą. Jedna dokładnie naprzeciwko, jedna po prawej i ostatnia po lewej. Tam właśnie, zaraz na rogu, znajdował się sklep "Brzęcząca Moneta". Naprzeciwko niego był salon rzeźnika. W okolicy widać jeszcze było jakiś ogólnoszpargałowy sklepik i jeden z artykułami myśliwskimi, należący do Sikura, jak głosił szyld wymalowany na desce wiszącej nad wejściem. Na ziemi nie było wiele śladów, gdyż było całkiem sucho, od dawna nie padało i odciski stóp nie zostawały w piachu. Ogólnie rzecz ujmują drogą w prawo można było dojść do innych części dzielnicy handlowej, w lewo szło się do dzielnic mieszkalnych, a idąc naprzeciwko można było się znaleźć na rynku.
Dragosani:
Drago rozejrzał się po placyku. Tak właściwie to teraz, gdy Wasap miał sporo przewagi, nie miało wielkiego znaczenia, czy na chwilę przystaną, aby zbadać ewentualne ślady. Których, oczywiście, było raczej niewiele. Jak na złość dość dawno nie padało, a na bruku raczej ciężko o pozostawianie widocznych odcisków butów. Wampir zamknął na chwilę oczy, starając się wyobrazić sobie Wasapa biegnącego przez ten plac. No i wypadałoby zebrac informacje, któe do tej pory uzyskali.
- Pomyślmy... - zaczął. - Sądząc po kształcie głowy Wasapa, którą okrywał kaptur to człowiek. Infantylna maska wskazuje, że ma nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Wzrost sto osiemdziesiąt dwa centymetry, waga około siedemdziesięciu pięciu, osiemdziesięciu kilogramów. Maska wykonana starannie, więc musi mieć nieco więcej pieniędzy niż przeciętny obywatel Efehidon posiada. No i wynajmuje mieszkanie u kupca, co też wskazuje, iż biedny to o nie jest. Zakrywanie twarzy wskazuje na trudne dzieciństwo. Do tego wydaje mi się, ale czułem wyczułem w pomieszczeniu, w którym go spotkaliśmy zapach pomarańczy. Je sprzedają tylko w dzielnicy handlowej. Myślę, ze ukrywa się w dzielny obywatelskiej, w domu Horvitza. Pewnie niedaleko handlowej, aby mieć blisko do sklepu z owocami. - Oczami wyobraźni zobaczył jak Wasap, podkasając szatę jak dziewka kieckę, biegnie szybko uliczką prowadzącą w lewo.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej