Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gnoić leszczy

<< < (23/54) > >>

Dragosani:
Bandyci mieli przewagę liczebną, ale zaskoczenie było po stronie Draga i Evening. I wyższe umiejętności. I ogólna "fajność". Drago potrzebował ułamka sekundy, aby rozeznać się w rozmieszczeniu przeciwników w pomieszczeniu. Dostrzegł elfa, który miał broń palną i zamierzał jej użyć. Więc stanowił on największe zagrożenie. Wampir więc przesunął się z przejścia na tyle, aby do środka mogła wejść Eve, a następnie wycelował własną broń w elfa. W tym momencie ten wyciągnął swój pistolet z kabury. W chwili, gdy przymierzał się do celowania, wampir wystrzelił. Miał po prostu kilak sekund przewagi, co zgubiło elfiego strzelca. ÂŻelazna kula trafiła podżegacza w głowę. Wampir nie cackał się, tak naprawdę nie potrzebował żywych jeńców, aby dowiedzieć się co musiał. A skoro stwarzali zagrożenie... Elf dostał kulą w głowę, co oczywiście poskutkowało jego zgonem. Osunął się na ziemię, a broń wypadła z jego martwych już palców. Drago szybko schował pistolet do kabury i w tym momencie Musiał bronić się przed atakiem jednego z bandytów. Zrobił unik przed ciosem miecza. Odtrącił demoniczną ręką ostrze sztyletu, które zbir wymierzył w podstępnym pchnięciu. Nie było za bardzo czasu na wyciąganie bułatu, więc wymierzył zmutowaną ręką w bandytę i wyzwalając moc magii demonicznej poraził go wiązką piorunów. Bandyta padł na ziemię. Nawet nie zdarzył krzyknąć. Wtedy dopiero wampir wyrwał z pochwy bułat, gotów do dalszej walki.
2x Bandyta, odpowiednio 6 metrów i 7 metrów od drzwi. Zrywają się w popłochu, łapią za broń i ruszają. Jakieś 3-4 sekundy zapasu.

Evening Antarii:
Weszłam do środka i nim zdążyłam dobiec do bandyty oddalonego o około 6 metrów,  usłyszałam strzał i w tej samej chwili elf padł na ziemię- zupełnie nieszkodliwy. Cała zgraja była raczej zdziwiona naszym wejściem akurat w tym momencie, choć zapewne nas oczekiwali (może trochę mniej spodziewali się mnie, gdyż to Samir był tym oczekiwanym - w końcu to on oberwał kamieniem).
Uzbrojony bandyta mierzył we mnie mieczem, jednak w porę zdążyłam zrobić unik i zaatakować. Cofnęłam rękę, a potem ostrzem wymierzyłam mu mocny cios w klatkę piersiową. Mężczyzna upadł na ziemię, ale bronił się jak umiał, próbował mnie okaleczyć, wymachując bronią w różne strony. Wyczułam moment, gdy zbir osłabł i wbiłam mu po prostu ostrze w brzuch. Gdy byłam pewna, że przeciwnik jest skazany na śmierć, wyszarpnęłam miecz z jego trzewi i szybko znalazłam się przy drugim mężczyźnie, stojącym tylko trochę dalej. Ten także stawiał opór, ale na niego też znalazłam sposób. Raniłam go kilka razy w rękę tak, że nie mógł walczyć. Upuścił po prostu swoją broń. Wtedy mogłam bezpiecznie wyjąć mały sztylet. Podeszłam od tyłu do mężczyzny, który trzymał się za poranione ramię i podcięłam mu gardło

//Po bandytach.

Dragosani:
Widząc, że broń już się na niewiele przyda, wampir schował ją do pochwy. Uśmiechnął się krzywo.
- Nieźle. Dobrze was uczą w Bractwie  - stwierdził, widząc jak sprawnie poradziła sobie z bandytami Evening. Uznał, że warto pochwalić dziewczynę. A co, niech się cieszy. - Swoją drogą ciekawe jak zareagowaliby twoi przełożeni, gdyby dowiedzieli się, że szlajasz się po kanałach z jakimś demonicznym wampirem i zabijasz napotkanych bandytów. - Zaśmiał się krótko. I rozejrzał po pomieszczeniu. Szukał jakiś innych drzwi, czy coś. - Przydałoby się chyba przeszukać ciała. No i łyknę trochę, może coś wyczytam.

Evening Antarii:
-Dzięki... Wiesz, dopóki nic nie wiedzą to jest dobrze. I lepiej niech tak zostanie -- pochyliłam się i za radą wampira, zaczęłam szukać przy ciałach czegoś, co mogłoby nas naprowadzić dalej.-Mi się podoba...- przyznałam całkiem szczerze. - Teraz i tak wszyscy myślą o powodzeniu tej wyprawy, która tak długo trwa, ratowanie świata, takie sprawy...

Funeris Venatio:
Pomieszczenie było niewielkie. Może z 10 na 10 metrów, raczej ogołocone z wszelkich rzeczy poza dwoma krzesłami i stołem, o którego teraz opierało się bezwładne ciało podżegacza. Naprzeciw wejścia były schody na górę.

//Pragnę zauważyć, że nikt nawet nie wie gdzie jesteśmy. :) A tak licząc Marantowymi dniami, to my wyruszyliśmy jakiś rok temu, albo przynajmniej z pół. A nasza akcja trwa tam może ze trzy dni dopiero. No ale mniejsza o tym... :P

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej