Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jeźdźcy Podgrodzia

<< < (17/19) > >>

Elrond Ñoldor:
Udało Ci się zmniejszyć odległość o 15 metrów, czyli miałeś do niego 25 metrów. Jeździec no pozycji pierwszej miał 200 metrów do mety.

// Fajne by też były opisy jak to jedziesz...

Mohamed Khaled:
Mało osób na tym świecie wie, jak to jest naprawdę, gdy jeździec złączy się z koniem więzią tak potężną, że każdy ból konia, jest jego bólem. Młody Kruk, nadal niedoświadczony, nie znał bólu swojego wierzchowca, toteż nadal starał się go popędzać. Wiele musiał się jeszcze nauczyć, teraz jednakże... adrenalina i wrażenia ostatnich godzin wiele na nim odcisnęły, nie zamierzał jednak się tym przejmować. Adrenalina.
Jeździec nie był daleko, wystarczyło po prostu po niego sięgnąć. Sięgnąć jak nigdy dotąd.
Uderzył piętami bok konia, zmuszając  go do ponownego cwału. Już za niedługo sobie odpocznie, napoi się i tym podobne.

//Spoko, sorry  ;[ Dałem się ponieść palcom :3

Elrond Ñoldor:
Zmniejszyłeś odległość o 5 metrów. Do mety jeździec na pierwszym miejscu miał 150 metrów.

Mohamed Khaled:
To nie był koniec, nie! Nigdy, ale to nigdy się nie podda! Nie po to mu wpajano kijem w łeb zasady, że się nie poddaje, by teraz rezygnował. Uderzył mocno w boki, zmuszając go do ponownego cwału, a swemu ciału na ponów pozwoli się rozluźnić umysłowo...

..pierwszy cel Kruka nie był łatwy. Był to miłośnik koni, o tak. Jeden z niewielu, którzy wolą żyć z tymi zwierzętami, niźli z jakąś kobitą w bordello.
Gdy nastał dzień zlikwidowania go, musiał być ostrożny.. On nie opuszczał koni, ciągle na nich jeździł. Jeśli ucieknie, będzie źle.
Siadł tedy na konia, przebrawszy się wcześniej za jego służącego. Też był czarny, czarnych się nie odróżnia...

Otworzył oczy.. Nie był już na polanie, pędził dalej, przed siebie, przed nim gnał jego przeciwnik. Głęboko odetchnął, spoglądając racjonalnie na swoją pozycję. Jeśli teraz odpowiednio zmotywuje konia, jego prędkość może wzrosnąć. A co wtedy? Doścignie go, uderzy i wyprzedzi, potem zdobędzie pierwsze miejsce. Ale.. czy to się uda? Czy nic się nie stanie? Nie wiedział...

Jechał za nim aż za pagórek, gdzie jego pan chciał dać odpocząć koniowi przy małym jeziorku. Zeskoczył z konia, poprowadziwszy go do strumyka, samemu natomiast rozsiadając się wygodnie i oglądając piękny krajobraz.
Kruk zszedł z konia, potem stanął za nim i go zlustrował.. Wysunął ostrze.

- Wio! - ryknął, szybko mierząc wzrokiem całą przestrzeń. Widział paru ludzi w oknach, jakieś ptaszki sobie gdzieś tam latały, żadnego strażnika. To dobrze, nic niespodziewanego się nie wydarzyło. Dalej mógł przemyśleć, co zrobi jak go dogoni... - uderzyć? Może strącić? Albo ugryźć, jeśli będę wystarczająco blisko?

Wbił ostrze głęboko w kark, uśmiercając go. Myślał, że to koniec jego zadania, że będzie spokój. Nie, to początek.. Z krzaków wyjechała jego ochrona, jakby pewna że coś na niego czyha... Wszyscy na koniach, rzucili się na jednego małego murzyna...

- Eh... - sapnął, lekko już podirytowany. Uderzył konia piętami, potem przymrużył oczy i zbadał odległość między sobą, a tym pierwszym.

Elrond Ñoldor:
Odległość wynosiła ze dwa konie. A do mety było ze 100 metrów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej