Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
Canis:
- Jak śmiesz się odzywać wstrętny mieszańcu! - Warknęła w stronę Silvastera.
- Więc wykonajcie. - Powiedziała do Thorana z nieukrywanym szaleńczym śmiechem kpiącym z groźby. W końcu była świadoma czasu przeładowania tych zabawek, swoich umiejętności i ilości swoich braci latających wśród niej. - nietoperzy.
- Tylko nie ku*wa, podrostku. - Powiedziała beznamiętnie do Themo. - Mam na imię Cleur, jeżeli to cię interesuje.
TheMo:
Koń już się nieco uspokoił, głównie z powodu braku nietoperzy. Emocje nieco opadły, przynajmniej u Themo. Miał nadzieję, że Silva znowu nie wybuchnie gniewem. Walka z wampirem mogła się źle skończyć. Bękart wyczuł w jej głosie zmiany emocji. Do każdego odezwała się inaczej. W sumie to kobieta.
-Miło mi poznać Cleur. Ja jestem Themo, ten "mieszaniec" to Silva a nasz zapalony kusznik to Thoran. Można wiedzieć czy nasze spotkanie to zbieg okoliczności, czy masz jakiś cel w nękaniu podróżników?
W jego głosie nie było już wcześniejszej wrogości.
Nawaar:
Na słowa Cleur, Silva zamknął oczy i się uśmiechnął tak fałszywie, jak tylko można było i powiedział.- Jednak dobrze, że nie jesteś moją siostrą, bo jak byłaby taką suką to pierwszy przebiłbym Ci serce kołkiem. Po zakończeniu swych słów otworzył oczy, aby zobaczyć reakcję wampirzycy. - Jak już mówiłem, czemu mamy przyjemność się spotkać?.
Thoran:
Od słów wypowiedzianych przez ten wampirzy pomiot biła niezwykła pewność siebie. W sumie była noc, chmara nietoperzy będących sprzymierzeńcami, a na przeciw tylko trzech niepozornie wyglądających podróżników. Walka z nią w chwili obecnej nie wchodziła w grę. Jednak my na ten moment potrzebowaliśmy informacji, które w jakiś sposób moglibyśmy od niej uzyskać. Wszak nie zaatakowała nas od razu i nawet się przedstawiła ! Więc może za pomocą krótkiej rozmowy uda nam się dowiedzieć kilku szczegółów, dotyczących tego rozbitego wozu oraz naszego zaginionego konwoju, nie wspominając już o znalezionej przez nas tajemniczej tablicy. Oczywiście nie zamierzałem opuszczać wymierzonej kuszy, może nie miałem szans na trafienie, ale zawsze mogłem w jakiś sposób odwrócić uwagę przeciwnika, gdyby doszło do walki. Tymczasem postanowiłem nie wtrącać się do rozmowy w sposób znaczny i nie prowokować wampirzycy jednocześnie licząc na odpowiednie poprowadzenie rozmowy przez Themo.
Canis:
Niewiadome co pomyślała słuchając Silvastera i jego odzywek. Najpewniej uznała, ze szkoda czasu na rozmowę z istotą podrzędną, nic nieznaczącym wybrykiem natury.
- My, potomkowie wielkiego dziedzica, skryci w kręgu ligi cienia, stworzyliśmy własne zgromadzenie, które wsłuchane w słowa nowego boga, wprowadza jego plany w życie. Thoran i Themo możecie odjechać. To "coś" pójdzie ze mną, po dobroci, albo i nie. - Powiedziała wskazując z obrzydzeniem na Silvastera.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej