Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zaginiony konwój

<< < (15/44) > >>

Thoran:
Zeskoczyłem wozu i dołączyłem do towarzyszy, którzy przyglądali się z uwagą pierwszym napotkanym śladom. Wóz płonął żywym ogniem. Co świadczyło o tym, że napaść miała miejsce całkiem niedawno, a brak jakichkolwiek śladów wydawał się co najmniej podejrzany.
- Ten czysty w okół teren wydaje się niepokojący. Myślicie, że ktoś korzystał w tym miejscu z magii ? - zapytałem towarzyszy.
- Na dodatek nie widać żadnych ludzi, żywych lub też martwych. Może wzięli jeńców ? W sumie handel niewolnikami to całkiem dochodowe zajęcie.
- Hmm.... taka myśl, przeszła mi przez głowę. Co prawda nie dopuszczam takiego obrotu sprawy, ale jeżeli tfuuu -tutaj splunałem siarczyście. - Nie uda nam się odnaleźć żadnych innych śladów, to może zastawimy na tych pyszałków pułapkę. Puścimy plotkę w karczmie, albo u komisarza, że jesteśmy członkami nowego konwoju z dostawą do kopalnii, a wtedy może rybką złapię przynętę. Ale to takie luźne dywagacje.
- Masz rację Silva chyba nic więcej tutaj nie znajdziemy. Trzeba powoli ruszać dalej. - zagadnąłem do dhampira.

Nawaar:
- To, może być bardziej zawiłe niż się wydaję. Powiedział wciąż trzymając lejce. - A, co jeśli konwojenci zabrali dostawy, a wszelkie ślady zatarli?. Wiedzieli, że to grozi śmiercią a mimo to zrobili być, może nawet dogadali się z tutejszymi bandytami?. Od takie luźne dysputy wyleciały z ust dhampira. - Plotka raczej nie będzie miała sensu, bo byśmy musieli się wrócić, i tylko nadłożymy drogi,  a i nie wiem czy jakiś mag połasiłby się na transport. To właściwie nie w ich stylu.

TheMo:
Wóz płonął coraz bardziej.
-Nie ma sensu go gasić. Raczej nic z niego nie odzyskamy. Stawiam na bandytów, którzy zacierają ślady. Najpierw pojedźmy do następnej wioski, tam wypytamy się o te konwoje i zdecydujemy co dalej. Pułapka nie jest złą opcją.
Wsiadł na wóz, tym razem na miejsce woźnicy. Nie zapomniał o swojej naładowanej kuszy, którą położył obok siedziska, dla większego bezpieczeństwa skierował ją w bok, na drzewa. Wziął lejce od Silvy i czekał aż towarzysze zdecydują co dalej.

Nawaar:
Dhampira jednak coś ruszyło w środku, bał się zostawiać podpalony wóz w pobliżu traktu i lasu. Mogło dość do pożaru albo czegoś znacznie gorszego. Także zeskoczył z wozu, bo Themo wziął lejce a następnie wziąwszy resztkę wody z beczki i rozlał ją, po jeszcze tlącym się środku transportu. Z ognia zaczął powstawać żrący dym, co dało znak że ogień powoli przygasał, ale Silva na tym nie poprzestawał i obsypał go jeszcze ziemią aby dokończyć swojego dzieła gaszenia ognia. Gdy w końcu ostatnie strużki dymu ulatywały w ten czas wsiadł na wóz. Wiedział, że towarzysze zaczną zaraz szaleć, że wylał niepotrzebnie resztki życiodajnego płynu, i wiedział pewnie że polecą bluzgi w kierunku jego osoby, lecz nie przejmował się tym teraz.

Canis:
W kłębach dymu powstałego z gaszonego wodą i piaskiem drewnianego wozu, byliście w stanie dostrzec żelazną płytę pokrytą osadem, osmoloną od płomieni. widzieliście, że sama z siebie jest idealnie czysta taflą, jednak jest na niej coś wybite, niczym ryciny na kamiennych tablicach, tak tutaj były wyryte znaki, niemożliwe do odczytania w takim stanie jakim znajduje się płyta - zwłaszcza, ze jesteście na wozie, a nie przy zgliszczach...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej