Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
TheMo:
Gdy przyszedł kompan wstał i pomógł mu władować beczkę z wodą. Potem oboje usadzili swoje siedzenia na siedzeniach na wozie.
-Teraz przynajmniej śmierć z odwodnienia nam nie grozi.
Droga mijała jak poprzednio. ÂŻmudnie i powoli. Aż w końcu jakiś zwrot akcji. Tylko, że nie ten w dobrym znaczeniu. Gdy wyczuł niepokój konia wyjrzał zza osłony by zobaczyć drogę. W oddali coś płonęło. Szkapa nie miała ochoty dalej iść. W ramach bezpieczeństwa zdjął z pleców kuszę i zaczął ją ładować. Gdy już dojechali na miejsce położył się na wozie i wystawił jedynie głowę zza barierki by mieć prowizoryczną osłonę. Przed głową znajdowała się jedynie kusza, która szukała celu.
//Jaką mamy porę dnia?
Nawaar:
Droga mijała spokojnie, ale to mogło oznaczać ciszę przed burzą. Tak właśnie się stało, gdy pośrodku niczego stał wóz, a raczej jego zwęglone szczątki, co dodatkowo niepokoiło konia. Silva uspokoił kobyłę, aby móc podjechać bliżej,i aby lepiej się temu przyjrzeć oraz rozglądać się na boki. W ciemności widział doskonale, a przynajmniej dobrze żeby mógł wypatrzeć jakiś śladów czegokolwiek. - Jak myślicie, czy to ten konwój?.
TheMo:
Themo przeskoczył przez barierkę wozu, ale nadal trzymał kuszę. Zaczął oglądać spalony wóz.
-Na pewno nie. Ten został niedawno napadnięty, a poszukiwany przez nas konwój zaginął jakiś czas temu, skoro zdążyli się zorientować, że nie wrócił i przysłać wiadomość do komisarza. Teraz wiemy, że nie jest jedyny. Trzeba było się spytać o tajemnicze zniknięcia karczmarza. Na moje oko to działa tutaj jakaś grupka bandytów. Musimy uważać by nie być następni, choć teraz pewno wydają łupy z tego napadu.
Kopnął w tlące się deski, które łatwo się połamały. Postanowił się dokładnie przyjrzeć nie tylko zwęglonym zgliszczom ale też otoczeniu. Szukał głównie śladów walki. Patrzył na ścieżkę, by po śladach dojść ile osób było. Dziury po kulach i strzałach były raczej mało widoczne. Zdziwiło go to, że nigdzie nie było trupów (albo mg pominął je w poprzednim poście.)
Canis:
Gdy Themo kopnął w palące się deski nie połamał ich, natomiast ogień, któremu dane było zetknąć się z suchą skórą butów przeskoczył na nie, co zostało ugaszone przez stanięcie na tej nodze, w piasku.
//Wyobraź sobie wóz przełamany w pół, porozlatywany, ale pali się jakby ktoś go chwile temu podpalił. nie jest spalony, nie tli się, on płonie żywym ogniem. ÂŹle to opisałem, wybacz.
Wokół nie było żadnych śladów, natomiast wóz płonął i płonął.
Nawaar:
Dhampir niczego nie dojrzał widocznie banda dobrze znała się na swoim fachu. Silvaster mógłby być pewien, że jeszcze ich spotkają prędzej czy później. Teraz musieli zadecydować, co robią z wozem. Zostawią go tak jak jest, czy może ugaszą resztkami wody. - Proponuję jechać dalej Themo, ale tym razem Ty powozisz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej