Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
TheMo:
-No cóż. Dziękujemy za informacje. Teraz trzeba się posilić i ruszyć w drogę.
Wziął w dłonie sztućce i włożył udziec dzika na talerz. Na początku próbował być kulturalny. W końcu tytuł do czegoś zobowiązuje. Ale jedzenie nożem i widelcem było mało praktyczne. Więcej roboty z krojeniem małych kawałeczków. Odrzucił więc sztućce i wziął udziec w ręce. Zaczął obgryzać mięso. Tłuszcz i resztki jedzenia zatrzymywały się w jego brodzie. W przerwach brał potężne łyki piwa, gdyż nie lubił jeść na sucho. Nie musiał prawić karczmarzowi żadnych komplementów. Jego mina i łapczywość z jaką jadł mówiły znacznie więcej o jego wrażeniach z uczty. A może to była wina głodu? W każdym bądź razie dość szybko znikło tłuste i pożywne mięso i została sama kość.
Nawaar:
Rozmowy dobiegły końca, a trzeba było nasilić się przed podróżą w stronę kopalni. Silva nie zamierzał bawić się w sztućcami jak Themo, bo to nie miało właściwie sensu. Dhampir dorwał się do również do uda leśnego stworzenia, które niesamowicie smakowało. Tłusta dziczyzna idealnie nadawała się na posiłek o tej porze dnia, a bo dawała dodatkowej energii oczywiście takie jadło trzeba było popić, więc wziął kufel i pociągnął solidnego łyka, ale kilka kropel złocistego płynu spłynęło na stół. Silva kończąc nogę, na której nie zostało ani kawałka mięsa oblizał sobie palce i dokańczając piwo i zaproponował. - Zostajemy na noc, czy jedziemy?.
Thoran:
- W zasadzie to karczmarz nic ciekawego do powiedzenia nie miał. Z drugiej strony wszystko mu jedno kto odwiedzi zajazd byleby tylko zarobić. - odparłem i zabrałem się za poczęstunek ufundowany przez Themo. Pieczeń co to dużo mówić pachniała, całkiem, całkiem, ale w sumie to zasługa odpowiednio skomponowanych ziół. Co do mięsa to trochę zbyt przypieczone, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, więc w dość pospiesznym tempie konsumowałem pozostałości po dziku. W między czasie popijając piwnym trunkiem, niechybnie rozdrobnionym wodą co było standardem w tego typu zajazdach. Minimalizowanie kosztów i maksymalizacji zysków jak zwykle stanowiła nieodłączną domenę karczemek, zlokalizowanych nieopodal traktów. Zmęczeni podróżni nie przykładali wielkiej wagi do jakości trunku tylko zalewali się litrami taniej berbeluchy mając nadzieję, że dzięki temu będzie im łatwiej zasnąć po pełnym trudów dniu. Zakończenie posiłku jak to zwykle bywa wśród bandy najemników zostało skwitowane beknięciem, które co prawda nie było zbyt donośne, ale jednak w pewnych kręgach świadczyłoby o całkowitym braku kultury u twórcy tego typu dźwięku. Zaś tu nooo pozostawiam to do oceny obecnym tutaj obywatelom.
- Silva, może zdrzemniemy się przez jakieś trzy może cztery godzinki i wyruszymy w dalszą drogę. Z drugiej strony można jeszcze przyjrzeć się klientom oberży. Może wśród nich będzie ktoś "podejrzany", albo inny podróżni znający trakt będą coś wiedzieć o naszym zaginionym kopalnianym transporcie. - zwróciłem się do dhampira.
- Jak uważacie ?
Nawaar:
- Już się dwa razy wszystkim przyglądałem i nie zauważyłem, niczego podejrzanego. To zwykli kupcy i wędrowcy. Odpowiedział dhampir.
TheMo:
-Na zdrowie Thoran.
Skomentował odgłos wydany przez towarzysza. Rozejrzał się jeszcze raz po karczmie. Wziął w dłoń kufel z piwem w którym zostało jeszcze kilka łyków. Powrócił wzrokiem do swojej kompanii.
Jeśli jesteście zmęczeni możemy się przespać. Choć ja mógłbym spać nawet na wozie. I nie gadajcie o bandytach w tawernie. Myślicie, że ktoś kto rozjebał cały konwój siedzi sobie spokojnie w takiej karczmie? Jeśli tak to już pewno dawno przechlał łupy i rabuje dalej.
Przechylił kufel i i wypił jednym duszkiem resztę pozostałego trunku. Odstawił z hukiem na stół i wytarł usta rękawem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej