Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zaginiony konwój

<< < (10/44) > >>

TheMo:
Gdy karczmarz liczył pieniądze Themo postanowił zagadać o poszukiwany konwój.
-W ostatnim czasie był tu może spory konwój z Atusel? Też zmierzał na północ.

//1008g-16g=992g

Canis:
Karczmarz pstryknął palcami, po kilkunastu minutach kelnerka zaczęła nieść wielki talerz z pieczenią z dzika, po czym doniosła trzy kufle piwa kładąc na stół.



- Często jeżdżą tędy konwoje, czasami są to kupcy z towarami na sprzedaż, albo z towarami których nie sprzedali, czasami transporty służb państwowych, z towarami do kopalń, posterunków straży, z zaopatrzeniem, z ludźmi... Niektóre się tutaj zatrzymują inne nie. Taka codzienność można powiedzieć.

TheMo:
Zanim zaczął konsumować jedzenie chciał dokończyć konwersację z karczmarzem.
-Chodzi mi o konwój do kopalni żelaza. I czy mógł napotkać po drodze jakieś trudności?
Wciągnął do płuc aromatyczny zapach pieczeni.
-A pieczeń pięknie pachnie, mniemam, że smakuje równie wybornie.

Nawaar:
Dhampir nie mógł uwierzyć wspaniałomyślność towarzysza Thema. Nie dość, że zapłacił za konia z wozem to jeszcze postawił obiad, za który to ja powinien zapłacić. Silva odszedł od lady i usiadł do swojego stolika. Patrzył się, co rusz na Themo to na dzika i postanowił, że razem go skosztują zwłaszcza, że jest jeszcze gorący to można było chwilę zaczekać. Jednak w środku czuł jak kiszki mu marsza grają.

Canis:
- No wiecie, okolice są niespokojne, bandyci korzystają z poruszenia wojennego, konwojów prywatnych dostarczających sprzęty, żywność, bronie nawet na ogół strzegą słabi ochroniarze, wyglądające jak obdartusy. - Spojrzał na was myśląc że właściwie podobnie okropnie jak i wy, ale nic nie mówił, a kamienna mina handlarza nie dała po sobie nic poznać. - Jeżeli był taki konwój, to mógł napotkać problemy, nie wiem, tyle jest konwów i tylu się u nas zatrzymuje gości, że nie jestem w stanie spamiętać wszystkiego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej