Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pod ostrzałem
Canis:
- Idź na górę, mamy tam wspólną sypialnię. Kilkanaście łóżek w dużej sali położone. Tyko nie chrap, byś innych nie obudził.
DarkModders:
- O to sie nie musisz martwić gospodarzu. Bywaj! - powiedział z uśmiechem na twarzy znierzając ku schodą. Podniósł łape na pożegnanie jak to miał w zwyczaju po czym wszedł na schody kierując się do sypialni. Na górze ku jego zdziwieniu było dosyć przytulne. Był kominek, w którym tlił się mały płomień dając przyjemne ciepło. Na pobliskim łóżku spał już twardo znany mu dobrze elf. Wybrał łóżko, które było najbliżej kominka. Powoli zaczął rozbrajać się. Nie eypadało spać w całym rynsztunku. Topór oparł o łóżko na wszelki wypadek, jakby taki się zdarzył. Hełm położył na szafce stojącej obok łóżka. Rozpioł pasy kładąc je zaraz obok hełmu, po tym ściągnął nrękawice, napierśnik i naramienniki. Z braku wolnej szafki położył wszystko na podłodze. Po tym ściągnął spodnie i buty. Rozciągnął sie po czym usiadł na posłaniu. Było miękkie i wygodne. Wypchane było słomą po brzegi. Widać źle wcześniej oceniał ten zajazd nazywając go speluną dla pijaków. Poprawił poduszke kładąc sie na posłaniu. Sen przyszedł szybko. Wymęczony długą drogą zasnął głębokim snem.
Canis:
Tej nocy miałeś przepiękne sny. Dwie jaszczurzyce zajmowały się tobą podczas kąpieli. byłeś oblany krwią od stóp po samą głowę, gdy wchodziłeś do stalowej błyszczącej wanny, misy, a woda zmyła poplamione ciało. Wraz z zamoczeniem podeszły do ciebie dwie istoty. Dwie jaszczurzyce zajmowały się tobą podczas kąpieli w pełni rozebrane świecąc i okazując swoje walory estetyczne pokryte łuskami.
Nastał ranek i pianie koguta, gdy zbudziłeś się.
Elf czekał już przed karczmą delektując się pięknym początkiem dnia.
DarkModders:
Jaszczur przeciągnął sie na łóżku przewracając sie na drugi bok. Obudził sie, był wypoczęty. Cudowny sen - pomyślał podkładając łape pod głowe. Widząc że elf już wstał on sam wstał z łóżka i zabrał sie za ubieranie całego uzbrojenia. Gotowy w całym rynsztunku zszedł piętra do karczmy w celu odszukania elfa. Na dole było już tłoczno, zajazd żył swoim codziennym życiem. Wpatrywał sie uważnie w każdą strone szukając znajomego. Widząc ukratkiem że stoi na zewnątrz przedarł sie przed ludzi, którzy zmierzali po swoje trunki i dania wprost do drzwi. Wyszedł na zewnątrz i podszedł do elfa witając się z nim:
- Jestem gotowy. Możemy ruszać.
Canis:
- A ty nie głodny? - Zapytał zdziwiony, że nie stanąłeś w kolejce do kucharza. No nic, wzruszył ramionami - Chodźmy więc.
Nieznany ci imienia elf, właściwie to niewiele o nim wiedziałeś, szedł w kierunku, gdzie była ta zatęchła grota. szedł szedł, a w miejscu gdzie kiedyś był konwój, przy jednym z drzew zatrzymał się on.
- To tu.
Miejsce już nie wyróżniało się niczym, nie było śladów kopania, śladów ani niczego, więc musiałeś mu zawierzyć na słowo, że tam właśnie zakopano wszystko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej