Tereny Valfden > Dział Wypraw

Z pierwszymi promieniami Veris

<< < (8/28) > >>

Melkior Tacticus:
- Proch nie chrzczony, widać Gordian dba o wyposażenie. - powiedział doglądając wszystkiego dokładnie, najbardziej zaś mocowań dział - Tutaj wszystko ok.

Gordian Morii:
Drzwi kapitańskiej kajuty się otworzyły, a w progu stanął Progan.
- Tak chciałem z Tobą porozmawiać, a właściwie wyjaśnić parę spraw. Usiądź. - powiedziałem wskazując dłonią na krzesło stojące po drugiej stronie blatu.
- Tak dokładniej to chciałbym pogadać o naszym ostatnim spotkaniu w pałacu. Mam nadzieję, że nie żywisz do mnie urazy za to co tam się działo, ale musimy odgrodzić moje obowiązki tyczące się królestwa od prywaty. Tam byłem marszałkiem odpowiedzialnym za miasto i ludzi w nim mieszkających, nie przemawiałem więc w swoim imieniu, ale po części tych służb, za które jestem odpowiedzialny. Na morzu jest całkiem inaczej, tutaj jestem Gordianem, chociaż z uwagi na to wszystko wokół... - obiegłem wzrokiem wnętrze kajuty sugerując odniesienie do całego okrętu. -... muszę być też kapitanem, więc wymagam od Was wszystkich dyscypliny. Nie mniej jednak jako Twój druh chciałbym zaoferować ewentualną pomoc w rozwiązywaniu problemu waszych braci z puszczy. Mamy okręt, możliwość szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce więc jeśli będziecie potrzebowali mojej pomocy, to jestem do usług. Niestety, polecenie Isentora było jasne i jako Marszałek nie mogę Was wspomóc żadnymi siłami wewnętrznymi naszego królestwa.

Tymczasem na pokładzie działowym Themo dostrzegł kilka niedociągnięć, trzecia z armat na prawej burcie nie była czyszczona od ostatniego strzelania o czym świadczyła okopcona przednia część lufy i zarośnięte sadzą wnętrze. Jedna z beczek sproszkowanej rudy była niewłaściwie domknięta przez co ładunek w jej wnętrzu zawilgł co mogło być niebezpieczne w przypadku walki, gdyż wilgotny proch mógł zwyczajnie nie wstrzelić.

Mohamed Khaled:
//Teoretycznie, stronę wcześniej przyszedłem na statek, no to teoretycznie jestem tutaj zaciągnięty. :P

Kruk krzątał się po pokładzie, szukając pracy. A nóż, będzie komuś potrzebny. Nie dostał wyraźnych rozkazów, toteż chwytał się wszystkiego co mogło się zdać dla dalszej podróży.

Gordian Morii:
//: Praktycznie nikt Ci nie kazał spadać, więc jesteś obecny :)

Gdy Mohamed spacerował sobie po pokładzie zauważył, że kilka lin przy fokmaszcie przywiązane jest do relingów dosyć niedbale i w każdej chwili węzły mogły się zerwać, z czego kapitan na bank nie byłby zadowolony. Okręt wypłynął całkowicie poza redę portu Atusel i obrał kurs na północny wschód jakby na spotkanie słońca, które zaszło cztery godziny wcześniej.
- John, Dreg, Nadir zostajecie na wachcie, reszta kończyć i spać! - krzyknęła elfka z wysokości mostku na którym przebywała. A że kapitana wciąż nie było, trzeba się było jej słuchać.

Nawaar:
Dhampir podziwiając widoki nocy, a zwłaszcza dwa księżyce przyciągnęły jego uwagę szczególnie, kiedy świeciły bladym światłem w morską taflę, także widać było ich odbicie. Stojąc cały czas i spoglądając czuł, że statek obrał kurs na wschód. Pewnie będzie ładny widok wschodzącego słońca, tego dhampir nie mógł przegapić, ale w końcu rozkaz elfki wytrącił go z rozważań. Jeszcze nic takiego nie zrobiliśmy, a każą nam się kłaść. Rozważył rozkaz w głowie i dosłyszał również, że wachcie będzie dwóch ludzi, którzy nic nie będą widzieć o takiej porze. Musiał chociaż spróbować dołączyć do ekipy, która będzie pilnować statku w nocy. - Pani pierwszy oficer. Zgłaszam się na ochotnika do zostania na warcie, wraz z tymi dwoma towarzyszami. Wyraża pani na, to zgodzę?.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej