Tereny Valfden > Dział Wypraw

W imię zasad skurwysynu

<< < (7/43) > >>

Nawaar:
- Jesteś za słaby. Rzekł dhampir bez żadnych emocji, po czym wstał i ruszył do wyjścia z karczmy. W ogóle nie zwracał uwagę, na elfa który ma niewyparzoną gębę, bo tylko pobrudził by sobie nim koszulę. Jednocześnie był święcie przekonany, że elfik pójdzie z płaczem do tatusia, bo ktoś zrobił mu krzywdę. Na takie kłopoty Silva nie mógł sobie pozwolić, więc czekał na zewnątrz przyglądając się pogodzie.

Thoran:
Sytuacja zrobiła się napięta i gęsta. Można rzecz, że gęstsza nawet od dymu spowijającego tawernę, a to już było coś. Widocznie Melkior nie żartował albo żartował i Silva nie znał się na humorze rodu Tacticus. Powstały incydent mógł rzutować przecież na naszej misji. Obecnie celem nie były walki wewnętrzne o to czy elf, a może dhampir ma większe stężenie testosterony we krwi. Z drugiej strony jak kto zabrzmiało ?, a pokonanie wspólnego wroga, który znajdował się wiele kilometrów stąd. Patrząc na to jednak z przeciwległego biegunu  gdyby "dziewczyny" dały sobie dwa razy po mordzie to pomogłoby to rozładować atmosferkę. Popatrzyłem na Themo, który dalej siedział przy stoliku i nie reagował. Silva właśnie wychodził z karczmy cholera wie gdzie. Zaś Melkior milczał. A mi co pozostało ? - zadałem sobie pytanie w duchu. Pewnie zaraz wpadnie Yarpen i ustawi wszystkich do pionu.

TheMo:
Themo w milczeniu opróżniał kufel piwa kręcąc głową słuchając towarzyszy. Taka postawa była negatywna, zwłaszcza w świetle naszej misji. Co prawda nasz dekret jasno stawia jak rozwiązywać takie problemy, ale obecnie mamy inne, ważniejsze rzeczy na głowie. Zauważył jak Dhampir wstaje od stołu. Wystawił swą rękę i go zatrzymał, by dać obu mocny opierdol.
-Do kurwy nędzy spokój! Jak mamy pokazać się na mieście, skoro sami się wybijemy? Zachowujecie się jak wypierdki ze szkółki! Chcecie dać sobie po ryju, chętnie popatrzę ale poczekajcie z tym do końca naszej misji! Więc albo się ogarnijcie albo nie będzie kto miał ratować Szeklana!
Jego głos był donośny. Niczym surowego ojca lub kaprala karcącego krnąbrnych szeregowych.

Nawaar:
Dhampira już dawno nie było w karczmie, także Themo nie mógł mu nic powiedzieć, bo go tam nie było. Jedynie, co zrobił to zamieszał powietrze swoją dłonią, które cuchnęło od tanich cygar i takiego samego alkoholu. Silva wciąż rozglądał się dookoła będąc, na zewnątrz budynku. Patrzył w niebo od tak z nudów i na ludzi, którzy wchodzili i wychodzili z karczmy chwiejąc się na nogach, jakby coś odgryzło im kawałek stopy, a nawet nogi. Jednakże czekał i wypatrywał się w ciągle w niebo.


Melkior Tacticus:
- Banda szczeniaków, kurwa ile wy macie lat? Powiedział Yarpen podchodząc do stolika z dwójką ludzi wyglądających na tutejszych meneli.
- Płyną z nami, płatne po robocie... A teraz dzieci idziemy na przystań... Powiedział kierując się do wyjścia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej