Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niechciany świadek

<< < (6/11) > >>

Canis:
Gnałaś konia ile sił w nogach zapominając o uważnym rozeznaniu w terenie, zwłaszcza w sprawie pułapek. Każdy szanujący się podróżnik wie, ze pod kruczy mur przybywają również bandyci niezrzeszeni, chcący udowodnić swoją wartość i chcący przedrzeć się do środka gminy.

Gnany koń zahaczył o linę rozpiętą na całej szerokości drogi. lina była cienka, słabo widoczna, jedna nie była by problemem do zerwania. jednak lina nie była jedna, con 10 centymetrów rozpięto kolejne na szerokości połowy metra. Koń zaplątał się kopytami i przewrócił na przód głową zrzucając tym samym jeźdźca. zza krzaków wyłoniło się 4 bandytów, wśród nich był wyróżniający się stroje, ubiorem jegomość.

3x Bandyta

1x UNKONWN


Milczeli wszyscy. Bandyci dobyli swych mieczy w jedną dłoń a sztylety w drugie dłonie. mężczyzna stał i milczał.

Anette Du'Monteau:
Dziewczyna była nieco zdumiona zuchwalstwem bandytów. Wśród nich był jeden odziany w zieleń. Nagle doznała przebłysku.
-Russel. Co za wiatry cię przywiały aż tutaj? - spytała spokojnie.

Canis:
- Ta same, które zmuszają ciebie, by wraz z wiatrem opuszczać te mury. Chęć zysku. Przybywam z poselstwem od Traumaty Malahara.

Anette Du'Monteau:
-Podobnie jak ty jestem człowiekiem interesu, więc chętnie cię wysłucham. - odparła.

Canis:
- To nie miejsce i czas na rozmowy. Musimy znaleźć ustronniejsze miejsce o ile jesteś władna by podejmować decyzje sama. Słyszałem, że u was władzę pełnią inne osoby, a odpowiedzialność rozłożona jest na kilka jednostek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej