Z tego ważnego powodu, "bo ciemno i w ogóle", postanowiła krok po kroku wejść wyżej. Chwytała się gałęzi nad nią i obok niej, pomagała sobie nogami, by nie obciążać ramion. Może z daleka wyglądałaby jak jakaś małpka... może niekoniecznie szybka i zwinna, ale skuteczna. Evening przypomniał się ogród za domem, gdzie przesiadywała wieczorami na drzewach owocowych, zajadając przekąski, a pestkami plując w dół. O ile wtedy mogła pozwolić sobie na nieuwagę, bo drzewa w sadzie wysokie nie były, a konary miały szerokie, to teraz starała się przewidzieć każdy krok w górę. Im wyżej, tym "grunt" pod nogami stawał się cieńszy i mniej wytrzymały. Gałęzi było więcej, ale były bardziej liche. Do celu na szczęście dotarła - to to, co widziała z dołu...