Rakbar poczuł dosyć wyraźnie jak podnosi się ciśnienie jego krwi. Zapewne twarz mu poczerwieniała ze złości, ale stosutujac techniki relaksacyjne i poznaną medytacje w mig wygonił niepotrzebne emocji ze swojej głowy co wszystko trwało tak krótko, że ktokolwiek znienacka obserwujący maga nie zauważyłby zmian.
Przystąpił ponownie do wykonania tego samego zaklęcia. Wszystkie ruchy schematyczne, formuła zaklęcia wypowiedziana idealnie w odpowiednim momencie.
- Grishil ipash grusha elash ruesh!.
Zaczął wysyłać energię magiczną w stronę chmur nad przybyszem. W niebiosach zaczął skupiać energię magiczną w skondensowane pociski energii magicznej, które pod wpływem inkantacji oraz ogromnej, nadal zwiększającej się temperatury wskutek drgań cząsteczek, tworzyły kule ognia. Pociski te z impetem kierowały się w dół, ku ziemi. Wkrótce między niebem a ziemią rozbłysło światło, którego źródłem były kule ognia. Powierzchnia ataku była rozłożona w ten sposób, że Elrond był poza zasięgiem, natomiast cel - na krawędzi. Rakbar liczył, że jego kompan chociaż przytrzyma nieprzyjaciela w miejscu rażenia niszczycielskiego ognia. Rozpędzone kule ognia o średnicy 15 centymetrów uderzały o ziemię, wywołując małe kratery w miejscu uderzenia i huk za każdym razem, gdy ogniste pociski ścierały się z powierzchnią ziemi. Obszar na którym było aktywne zaklęcie, czyli koło o średnicy 10 metrów nie zmieniło sie wiele, bowiem przeżyło chwilę wcześniej atak z niebios. Po prostu kratery zmieniły swoje położenie.
// Sytuacja jest taka, deszcz ognia leci tylko na przybysza. Elrond jest poza zasięgiem. Stworzył mgłe, dzieki której przybysz na pewno nie zobaczy kul ognia, które lecą właśnie z góry. Czasu na reakcje za bardzo nie ma, bo ja rozpoczęłem ponowny atak zanim Elrond stworzył mgłe, zanim pchnął go mortokinezą. ÂŚwiatło z nieba zaś, czyli efekt mojego zaklecia pojawił się w momencie stworzenia mgły. Wszystko dzieje się paralelnie, zatem... \m/