Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jeden, by wszystkimi rządzić

<< < (62/78) > >>

Elrond Ñoldor:
Chwilę po teleportacji Rakbara...

Elrond teleportował się 2 metry w bok by uciec przed pociskiem i w taki sposób, by być widocznym dla Przybysza.

Isentor:
Przybysz przeteleportował się tuż przed Elronda i zadał mu śmiertelny cios mierząc swym ostrzem w serce maga.

Elrond Ñoldor:
Ostrze jednak nie dosięgnęło swojego celu. Elrond nie miał na razie ochoty obić za ofiarę. Pchnął przybyszem na odległość 10 metrów przed siebie podnosząc jednocześnie rękę do góry. Tak jakby chciał odepchnąć przeciwnika uderzając z dołu. Ruch miał jednak podwójne znaczenie. Miał nadzieję, że obserwujący go z daleka Rakbar odczyta przekaz.
Elrond wyszeptał jedno słowo uwalniając energię magiczną.
- Anisgrash! - wokół przybysza pojawiła się mgła, odcinając go całego świata.

Czar: mgła

Rakbar Nasard:
Rakbar poczuł dosyć wyraźnie jak podnosi się ciśnienie jego krwi. Zapewne twarz mu poczerwieniała ze złości, ale stosutujac techniki relaksacyjne i poznaną medytacje w mig wygonił niepotrzebne emocji ze swojej głowy co wszystko trwało tak krótko, że ktokolwiek znienacka obserwujący maga nie zauważyłby zmian.

Przystąpił ponownie do wykonania tego samego zaklęcia. Wszystkie ruchy schematyczne, formuła zaklęcia wypowiedziana idealnie w odpowiednim momencie.
- Grishil ipash grusha elash ruesh!.
Zaczął wysyłać energię magiczną w stronę chmur nad przybyszem. W niebiosach zaczął skupiać energię magiczną w skondensowane pociski energii magicznej, które pod wpływem inkantacji oraz ogromnej, nadal zwiększającej się temperatury wskutek drgań cząsteczek, tworzyły kule ognia. Pociski te z impetem kierowały się w dół, ku ziemi. Wkrótce między niebem a ziemią rozbłysło światło, którego źródłem były kule ognia. Powierzchnia ataku była rozłożona w ten sposób, że Elrond był poza zasięgiem, natomiast cel - na krawędzi. Rakbar liczył, że jego kompan chociaż przytrzyma nieprzyjaciela w miejscu rażenia niszczycielskiego ognia. Rozpędzone kule ognia o średnicy 15 centymetrów uderzały o ziemię, wywołując małe kratery w miejscu uderzenia i huk za każdym razem, gdy ogniste pociski ścierały się z powierzchnią ziemi. Obszar na którym było aktywne zaklęcie, czyli koło o średnicy 10 metrów nie zmieniło sie wiele, bowiem przeżyło chwilę wcześniej atak z niebios. Po prostu kratery zmieniły swoje położenie.

// Sytuacja jest taka, deszcz ognia leci tylko na przybysza. Elrond jest poza zasięgiem. Stworzył mgłe, dzieki której przybysz na pewno nie zobaczy kul ognia, które lecą właśnie z góry. Czasu na reakcje za bardzo nie ma, bo ja rozpoczęłem ponowny atak zanim Elrond stworzył mgłe, zanim pchnął go mortokinezą. ÂŚwiatło z nieba zaś, czyli efekt mojego zaklecia pojawił się w momencie stworzenia mgły. Wszystko dzieje się paralelnie, zatem...  \m/

Isentor:
Ogniste kule wpadały w obłok mgły rzucając łuny światła podczas wybuchów. Wkrótce szary dym zmieszał się z czarnym smogiem drażniącym nozdrza magów. Nie usłyszeliście żadnych odgłosów dobiegających z zasnutego dymem obszaru. Przybysz nie zdradził swej obecności, nie obwieścił swego końca jękami dogorywania dobiegającymi z ognistej burzy. Poza odgłosem upadających kul ognia nie było słychać niczego innego. Hałas ustąpił miejsca ciszy, zaś dym powoli opadał rozwiewany przez górski wiatr. Na wypalonej polanie ponownie stanął dracon.


- Tylko współpracując byliście w stanie pokonać zło nawiedzające nasze ziemie. Zasługujecie na swe miano, jesteście prawdziwymi mistrzami magii.
Dracon otworzył dłoń, którą do tej pory zaciskał w pięści. Trzymał w niej srebrny proszek, który rozdmuchał w waszą stronę. Momentalnie wasze oczy zaczęły zachodzić mgłą. Obudziliście się w tej samej sali tronowej, gdzie przyszło wam dotknąć tajemniczego kryształu. Leżeliście przy ognisku, obok siedział Isentor ogrzewając ręce przy ogniu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej