Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jeden, by wszystkimi rządzić
Elrond Ñoldor:
Dołączy pomyślał i przeszedł przez tajemniczy, magiczny portal.
Rakbar Nasard:
Rakbar wiedział, że przewaga leży w szybkości i zdecydowaniu, wtedy jego przeciwnik będzie ciągle o krok wcześniej i będzie musiał się bronić. ÂŻywiołak ognia, ten lepszy - bo Rakbara, lewitujący w górze w pewnym momencie uderzył we wroga. Złożył swe ręce, z których po chwili wyleciał ogromny podmuch ognia, który niczym język żaby powędrował do celu, ofiary. Temperatura wokół powoli narastała, początkowo sprawiając dyskomfort.
W tym samym czasie Rakbar uderzył psioniką w biegnącego przeciwnika, by wytrącić go z rytmu. Atak krzyżowy powinien zwieść i zneutralizować zagrożenie, dlatego zaryzykował i skupił się tylko na nim. Z pewnością jego awatar nie zdążył pokryć swego ciała psioniczną barierą, bo nie miałby zwyczajnie aż tak dużo czasu, który poświecił na stworzenie żywiołaka. Skumulowana energią magiczna w kształcie wielkiej pięści poszybowała w klatkę piersiową nieznane istoty.
Isentor:
Elrond został oślepiony i zdezorientowany. Znalazł się na górskiej polanie, z której widok rozciągał się na stolice Efehidon. W miejscu miasta znajdowała się jednak z goła odmienia aglomeracja. Struktury starego miasta wyglądały na podobne, lecz były o wiele lepiej zachowane. Słońce chyliło się już ku zachodowi rzucając pomarańczową łunę na wieże dracońskich świątyń. Na niebo wznosił się ogromny księżyc. Elrond nie mógł dojrzeć jego brata bliźniaka, który przecież również okrążał Marant.
Awatar uderzony przez Rakbara stracił równowagę wywracając się wprzód, uderzając podbródkiem o posadzkę.
Elrond Ñoldor:
- Interesujące. Cofnęło mnie w czasie, czy doświadczam wizji przeszłości? - powiedział do siebie na głos. Miał nadzieję, że wygranie walki będzie końcem testu, a tu taka niespodzianka. W sumie nie narzekał. Wraz z postępami jakie osiągnął przez ostatnie pare godzin zwiększyła się jego wytrwałość i cierpliwość. Na wszystko przyjdzie czas.
Rozglądnął się dookoła, szukał jakieś drogi, drogowskazu, kogoś, kto stałby i nawet mu się przyglądał. Czegokolwiek z czym można by wejść w interakcję.
Rakbar Nasard:
Rakbar wiedział, że to jest już koniec. Sprowadził na swoją kopie coś gorszego niż uderzenie o twardą posadzkę.
- Grishil ipash grusha elash! - wypowiadał głośno i wyraźnie poszczególne słowa formuły zaklęcia, by chwile potem skumulować energię magiczną pod przeciwnikiem i stworzyć wskutek pirokinezy kałużę lawy. Niebywale gorąca i niszczycielska ciecz przeraźliwie zasyczała i wydała lekki kłębek dymu, kiedy utworzona została wprost pod obalonym wrogiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej