Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (5/18) > >>

Eric:
Eric z uwagą przysłuchiwał się słowom marynarza. Podpuszczał go, czy mówił prawdę? Tak czy inaczej, teraz miał inne problemy na głowie. Przemakające spodnie i bielizna były tylko wierzchołkiem góry lodowej. Udał się więc drogą powrotną do kubryku, z którego przyszedł. Tam stawił czoła przykremu zapachowi rzygowin. Miał nadzieję, że Pani Kapitan nie zagląda tu zbyt często. Z jednej z szafek stojących pod ścianą wygrzebał skórzane spodnie. Obrzucił je krytycznym wzrokiem, ale po chwili już śmigał w nowych nogawkach. Ach, Pani Kapitan. Wydawało mu się, czy spodnie były za ciasne? Nie, to musiało być złudzenie. Przewiesił jeszcze wilgotną koszulę przez ramię i z gołą klatką ponownie wyszedł na pokład.
- Który z was to ten Matt? - zapytał, nie zwracając uwagi na poruszenie, jakie zapanowało na pokładzie po wyłonieniu się z oddali żagli obcego okrętu.

Gordian Morii:

- A co jeśli to ja? - zapytał bosman oparty o koło sterowe okrętu. Wiedziałeś, że nie zrobiłeś na nim pierwszego dobrego wrażenia i że najpewniej nie będzie z tego wielkich miłości. Nie mniej jednak gość był Twoim bezpośrednim przełożonym, a więc wypadało mu nie deptać po odciskach.
A w tym momencie usłyszałeś nieodległy wystrzał.


Gordian natomiast stojący na górnym kasztelu fregaty wpatrywał się w morze i rosnące z każdą chwilą żagle brygu, który parł na południe, ku krańcom Valfden. Byli już bardzo blisko.
- Hugo, dajcie im sygnał, żeby zaczekali.

Eric:
- To widziałem już ładniejszych Mattów - odparł bez zastanowienia. - Kapitan mówi, że masz dla mnie coś do roboty - mruknął - Ale coś mam wrażenie, że będzie to trzeba odłożyć na później - powiedział, przytykając dłonie do uszu w obronie przed hukiem wystrzału.

Gordian Morii:
- Takie życie młody, takie życie. Ale tym nie musisz się przejmować. Mamy gości to Niedościgły, ale po chuj on tu płynie. - zastanowił się bosman ale wzruszając tylko ramionami wyszedł na mostek i uderzył kilkukrotnie w okrętowy gong.
- Spuścić żagle, przygotować się do zaczepienia! - krzykami zainteresował panią kapitan, która wyszła ze swojej kajuty i pytającym wzrokiem spojrzała na bosmana, który tylko wskazał na zbliżającą się fregatę, która również powoli refowała główne żagle. Odepchnięto Cię na boki, a doświadczeni żeglarze złapali za kotwiczki abordażowe, aby tak zaczepić zbliżający się okręt, gdy będzie już wystarczająco blisko.

Eric:
Eric oparł się o burtę i oczekiwał na rozwój wydarzeń. Bezdenna toń wokoło jawiła się jako jedna z dróg ucieczki. Zajął się krótką oceną konsekwencji. Potencjalne ryzyka? Hipotermia, utonięcie, morskie bestie czyhające na darmowy obiad. Niemal natychmiastowo przeszedł do planu B, którego najgorszą (i jedyną) wadą było to, że znajdował się w stadium powijaków. Nie mniej przyglądał się krzątającym członkom załogi z niemą fascynacją. Każdy z nich dokładnie wiedział, co ma zrobić. W ich ruchach dostrzegalna była synchronizacja wynikająca z setek wspólnych rejsów. Eric był ciekaw, do czego wkrótce miało dojść i jaki udział w tych wydarzeniach miała jego osoba.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej