//Taka mała odskocznia, by czytelnicy mieli co robić, dopóki nie pojawi się nikt, kto uratuje nas z opresji.
- I co było dalej? - spytał Lucas. Siedział na futrze przy kominku, nogi miał skrzyżowane, rękoma podpierał się do tyłu, by nie stracić równowagi i nie garbić się zbytnio, jak przestrzegała go matka. Był najmłodszy z całego towarzystwa, miał nieledwie sześć lat, jego bujna czupryna spadała mu kaskadą na oczy, więc młodzik co chwilę musiał je odgarniać. Jego starszy brat, Aro, siedział po jego prawej. Był wyższy, bardziej barczysty, emanował siłą - miał w końcu już dziesięć lat, wczoraj skończone. Musiał bronić honoru rodziny, do której należał, strzec wartości i rodowych czerwono-złotych barw. Tak przynajmniej powtarzał wszystkim wokół, za małym będąc, by czynnie stanąć w szranki z kimkolwiek, poza swoimi rówieśnikami.
- Przecież dobrze wiesz, mały - odpowiedziała mu Patty, która właśnie wyszła z drugiego pokoju. Usiadła obok dwójki rodzeństwa i osłoniła się przez nadciągającym kuksańcem od małego Lucasa. Sama była niewiele starsza, bo nieco ponad rok. Jej długich ciemnych włosów zazdrościła niejedna pannica, w wielkich oczach zakochiwały się wszystkie służki, mamki, ciotki i, oczywiście, każdy jeden podlotek, który był podobny wiekiem. Ona jednak była Patricia Venatio, ukochana córeczka samego Funerisa.
On siedział w fotelu, wyciągając nogi w stronę kominka. Lubił te wszystkie chwile, gdy mógł usiąść ze swoją rodziną, poopowiadać dzieciakom jakieś historie, nawet niekoniecznie podkoloryzowane. Zachowywał wtedy swoą materialną postać, bo dzieci ją właśnie wolały. Jego, człowieka Funerisa Venatio, kochanego, lecz zawsze nieobecnego ojca, a nie archanioła, który przewodzi niebiańskim zastępom, stojąc na czele Jego armii. Sam Zartat dał mu siłę.
- Spokojnie dzieci, już mówię. Luciu, co by pomyślał wujek, gdyby zobaczył, że taki niedobry z Ciebie urwis? Kazałby Ci zmienić imię, boś niegodny je nosić. Wujaszek Lucas nie lubi niegrzecznych chłopców - Poeta uniósł palec do góry, gdy najmłodszy z rodzeństwa już chciał coś odpowiedzieć. Urwał jednak, widząc karcący wzrok ojca. Lubił wujka Lucasa, lubił ciocię Patty, nie chciał ich rozgniewać. Wykonał więc tylko przepraszający gest w stronę siostry i prosił o kontynuowanie opowieści. W tym momencie do dużego salonu weszła kobieta. Piękna, szczupła, o cudownych kształtach, odziana w nocną koszulę. Była osiem lat młodsza od Poety. Usiadła obok niego w wielkim fotelu, przytuliła się czule i pocałowała w policzek. Wierciła się chwilę, szukając odpowiedniego umiejscowienia swojego ciała i wreszcie sapnęła przeciągle, dając znak, że już jest wszystko w jak najlepszym porządku.
- Znowu Rigor Mortis? - zapytała, nie otwierając nawet oczu, leżąc tylko przy mężu.
- Nie mój pomysł - powiedział do niej, podnosząc prawą dłoń w geście rezygnacji.
- Na czym skończyliście? Ostatnio zasnęłam jak wychodziliście z tunelu w drugiej wieży.
Funeris pogłaskał ją po głowie i pocałował w czoło.
- Jak demon się przeturlał i nas przygniótł. Zawsze się zastanawiałem jakim cudem udało nam się z tego wydostać. - Przerwał na moment, zamyślił się. Pamięć miał świetną, wspomnienia wracały momentalnie. Przemieścił się obok głowy bestii, jednak jakimś cudem znalazł się na niej, tuż obok Patricii. Wtedy demon się obrócił, przygniótł ich, zrobiło się ciemno. To, co zdarzyło się dalej, potoczyło się szybko.
- Tak, przygniótł nas... - obrazy wracały naprawdę szybkim tempem.