Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (87/96) > >>

Isentor:
Markunnr skierował w waszą stronę berło, po czym wystrzelił zielonymi wiązkami energii celując w wasze napierśniki.


//Statystyki przeciwnika będę publikował w miarę jak poznacie techniki jego walki.
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Awatar_Markunnra

Funeris Venatio:
Funeris był raczej przewidywalny i po prostu przemieścił się w miejsce, na które spojrzał. Znajdowało się ono kilka kroków dalej w lewo, by jak najbardziej dopełnić okrążenia demona. Patty w końcu poruszała się w prawo, więc niedługo powinni stworzyć okrąg wokół niego. Po zmaterializowaniu się w odpowiednim miejscu, Poeta odprowadził tylko wzrokiem zielony promień energii, który właśnie dotarł do miejsca, gdzie on sam jeszcze przed momentem się znajdował.

Isentor:
//Będę poruszał wątek do przodu.



Markunnr rozejrzał się po grobowcu, skupił swe ślepia na przeciwnikach analizując ich przyszłe ruchy. Trwało to ułamek sekundy lecz kiedy wasze spojrzenia spotkały się poczuliście przenikliwy chłód wdzierający się do waszych serc. Demon zniknął w głębie zielonego dymu, by po chwili zmaterializować się tuż przed Kinrayą, którą potraktował lewym prostym. Zaskoczona nagłym atakiem anielica upadła na posadzkę. Markunnr zniknął. Waszą uwagę przykuł odgłos jaki wydał z siebie Lucas, gdy demon wyrzucił go kopniakiem w brzuch. Paladyn przeleciał kilka metrów w powietrzu nim opadł na ziemię. Dostrzegliście Markunnra dopiero przy Coreliusie i Lykielu. Demon wyrwał głowę wraz z kręgosłupem z ciała Lykiela i niczym kościanym pejczem potraktował Coreliusa dotkliwie raniąc go po torsie i twarzy. Zniknął! To oznaczało kolejny atak, który nastąpił sekundę później. Funeris został pochwycony za kark i wyrzucony w stronę Patty, na której wylądował, dotkliwie obijając oboje.

Funeris Venatio:
I believe I can fly. I believe I can touch the... ground.
Uderzenie nie było przyjemne. Można by powiedzieć więcej, ono było wręcz nieprzyjemne. Rana w boku odezwała się, żebra zabolały, plecy zapiekły bólem. Zgniecione ramię potrzebowało chwili, by móc sprawnie działać. Pierwsze co zrobił obolały Funeris, to pomógł tej, która chyba najbardziej ucierpiała. To Funeris przeleciał kilka metrów w powietrzu, fakt, ale to właśnie Patricia otrzymała cios metalowym pociskiem, który ważył dobrze ponad sto dziesięć kilogramów. Gdyby nie jej zbroja, która pochłonęła część energii uderzenia, to by z kobiety nie było co zbierać. Podał jej pomocną dłoń i pomógł wstać. Markunnr nadal stał w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się baron Kadev. W głowie Poety przemykały myśli, które układały się w jakiś plan. Kombinował szybko jak takiego demona zabić...
Patricii gestem wskazał Markunnra, dając do zrozumienia, że czas na przejście do ataku konwencjonalnego. Miał pewien plan i liczył, że ten się powiedzie, gdyż byłby to "dobry początek walki", jak powiedziałby pewien potężny mag, który pełni najważniejszą funkcję władczą w pewnym państwie na pewnej wyspie. Kinraya stała gdzieś tutaj niedaleko, ze dwa metry może, góra pięć. Towarzysze broni nie zdążyli się przecież zbytnio rozproszyć po tej sali niewiadomych rozmiarów.
- Kinrayo, pozbawmy go magii! Użyj drenażu! - Poeta miał szczerą nadzieję, że anielica szybko pozbiera się z posadzki, dotrze do niej plan Funerisa i uzna go za w miarę stosowny. Sam, nie czekając chwili dłużej, zebrał energię magiczną ze swojego ciała. Skupił się silnie, przelał całą swoją magię z duszy do prawej dłoni, w której chwilowo nie dzierżył miecza przełożonego do wolnej lewej i wypowiedział słowa inkantacji Araxu. Czuł, jak momentalnie następuje połączenie między nim, a demoniczną bestią. Niemalże widział, jak cząsteczki jego magii rozpływają się w powietrzu, jak Funeris wysysa z niego jego moce, jak osłabia go i pozbawia demonicznej potęgi.

//JPatty, Lucasie, po moją propozycję ataku zapraszam do Reflektorium.

Patty:
Uczucie towarzyszące podobnego typu kolizji nie należało do najprzyjemniejszych. Nie miałam jednak czasu na użalanie się nad sobą, pozbierałam się najszybciej jak mogłam, choć miałam pewność, że nabite siniaki i krwiaki będą mi dokuczać przez dłuższy czas. Wyciągnęłam kiścień, na próbę wprawiając go w ruch. ÂŁańcuch wciąż był sprawny, mimo że ostatnimi czasy używałam go może nawet zbyt często. Widząc jednak, jak Funeris i Kinraya zabierają się za magię, zaczęłam kumulować w sobie łaskę Zartata, rozprzestrzeniając ją jednocześnie na całe ciało. Gdy już czułam, że wypełnia mnie moc, zaczęłam się obracać, co z boku niewątpliwie musiało wyglądać jak figura taneczna i uwolniłam całą, nagromadzoną energię, wystrzeliwszy w stronę demona, wirując niczym oszalałe tornado.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej