Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (53/96) > >>

Funeris Venatio:
- Chędożona kreatura! Rzygać mi się chce już od tego ciągłego kręcenia! - wrzasnął Funeris z irytacją. Miał szczerą nadzieję, że to będzie koniec przerośniętego, opętanego króliczka.

Isentor:
//Sam napisałeś, że niewiele dały wyręczając mnie.


Patty rozłupała łeb demona rozbryzgując krew na siebie i towarzyszy. Rigor Mortis idealnie zdążyli na widowiskowy cios ze strony dzielnej wojowniczki.



- Piękny cios!

Patty:
Cios kiścienia, wzmiocniony mocą Zartata rozłupał czaszkę demona, która pękła niczym dojrzały arbuz. Skrzywiłam się, gdy chlusnęła na mnie demonia posoka zmieszana z kawałkami mózgu i odłożyłam kiścień, zostawiając sobie doczyszczenie broni na później. Dopiero teraz dostrzegłam członków Rigor Mortis, którzy właśnie pojawili się w pomieszczeniu.
- Dzięki - odpowiedziałam i odpięłam pasek hełmu, ściągając go i potrząsnęłam głową, rozpuszczając włosy. Odetchnęłam głęboko, patrząc na truchło demona - Zażarte bydle, nie ma co, za nic nie chciało zdechnąć - powiedziałam, nie zwracając się do nikogo konkretnego i sięgnęłam po nóż, zabierając się za pobieranie krwi. Nie chciałam, by ta stosunkowo rzadka substancja się zmarnowała.


Pobieram 15l krwi demonicznego behemota

Isentor:


- Kontynuujemy naszą wędrówkę wzdłuż tunelu do drugiej warowni?


//Patty dodaj sobie 15kg obciążenia do udźwigu. Poza tym mniemam, że posiadasz pustkę flakoniki pobierając tyle krwi. Wpisz je również w odpowiednie miejsca w ekwipunku.

Funeris Venatio:
- Szkoda, że nie widzieliście co się działo wcześniej... - powiedział Funeris z rezygnacją. Zdjął hełm, otarł pot z czoła, usiadł twardo na posadzce. Zimne kamienie w ogóle mu nie przeszkadzały, nie czuł ich nawet zbytnio. Adrenalina jeszcze krążyła w jego ciele, łaska Zartata przepełniała jego ciało, krążyła w każdym mięśniu i ścięgnie. Dopiero zaczęło do niego docierać, co tutaj się działo. Już od dawna myślał, że jest odporny na takie rzeczy, że kroczy śmiało ciemną doliną, bo jego Pan jest z nim. Ufał mu, powierzał co rusz swoje życie, ale teraz, przez krótką chwilę, bał się. Po prostu bał, że nie uda mu się skończyć tego zadania, że jego ciała zostanie zniszczone, duch uleci i nie odnajdzie już drogi powrotnej. Leżąc ten moment pod cielskiem demona Funeris Venatio, paladyn i Marszałek Bractwa ÂŚwitu bał się jak dziecko, które ktoś zostawił samemu pośrodku ciemnego i złowrogiego lasu. Potwory z szafy, którymi straszono małe brzdące teraz chciały oderwać mu kończyny i wyssać mózg, spopielić członki i rozwłóczyć wnętrzności po całej fortecy. Zakonnik odetchnął jeszcze głębiej. Przecież żyje. Zaczął się modlić. Nie potrafił nawet ubrać nic w słowa, po prostu słał myśli dziękczynne gdzieś wysoko, gdzieś dalej. Pan ÂŚwiatła powinien usłyszeć, powinien zrozumieć. Poczucie obowiązku zwyciężyło.
Obrócił się.
- Jak się czujesz, Patty?

//Krew zostaw przy koniach, nie będzie taszczyć tego ze sobą.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej