Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (51/96) > >>

Funeris Venatio:
//A weź... :P Lucas, atakuj szmaciarza. Może się odwróci i odpełzniemy nieco. Gorn, tylko nie turlaj się, źle to się dla nas kończy. A ty, Isentorze wspaniały, nie chcesz nas wesprzeć anielicą albo tymi trzema gościami?

Funeris Venatio:
//Taka mała odskocznia, by czytelnicy mieli co robić, dopóki nie pojawi się nikt, kto uratuje nas z opresji.



- I co było dalej? - spytał Lucas. Siedział na futrze przy kominku, nogi miał skrzyżowane, rękoma podpierał się do tyłu, by nie stracić równowagi i nie garbić się zbytnio, jak przestrzegała go matka. Był najmłodszy z całego towarzystwa, miał nieledwie sześć lat, jego bujna czupryna spadała mu kaskadą na oczy, więc młodzik co chwilę musiał je odgarniać. Jego starszy brat, Aro, siedział po jego prawej. Był wyższy, bardziej barczysty, emanował siłą - miał w końcu już dziesięć lat, wczoraj skończone. Musiał bronić honoru rodziny, do której należał, strzec wartości i rodowych czerwono-złotych barw. Tak przynajmniej powtarzał wszystkim wokół, za małym będąc, by czynnie stanąć w szranki z kimkolwiek, poza swoimi rówieśnikami.
- Przecież dobrze wiesz, mały - odpowiedziała mu Patty, która właśnie wyszła z drugiego pokoju. Usiadła obok dwójki rodzeństwa i osłoniła się przez nadciągającym kuksańcem od małego Lucasa. Sama była niewiele starsza, bo nieco ponad rok. Jej długich ciemnych włosów zazdrościła niejedna pannica, w wielkich oczach zakochiwały się wszystkie służki, mamki, ciotki i, oczywiście, każdy jeden podlotek, który był podobny wiekiem. Ona jednak była Patricia Venatio, ukochana córeczka samego Funerisa.
On siedział w fotelu, wyciągając nogi w stronę kominka. Lubił te wszystkie chwile, gdy mógł usiąść ze swoją rodziną, poopowiadać dzieciakom jakieś historie, nawet niekoniecznie podkoloryzowane. Zachowywał wtedy swoą materialną postać, bo dzieci ją właśnie wolały. Jego, człowieka Funerisa Venatio, kochanego, lecz zawsze nieobecnego ojca, a nie archanioła, który przewodzi niebiańskim zastępom, stojąc na czele Jego armii. Sam Zartat dał mu siłę.
- Spokojnie dzieci, już mówię. Luciu, co by pomyślał wujek, gdyby zobaczył, że taki niedobry z Ciebie urwis? Kazałby Ci zmienić imię, boś niegodny je nosić. Wujaszek Lucas nie lubi niegrzecznych chłopców - Poeta uniósł palec do góry, gdy najmłodszy z rodzeństwa już chciał coś odpowiedzieć. Urwał jednak, widząc karcący wzrok ojca. Lubił wujka Lucasa, lubił ciocię Patty, nie chciał ich rozgniewać. Wykonał więc tylko przepraszający gest w stronę siostry i prosił o kontynuowanie opowieści. W tym momencie do dużego salonu weszła kobieta. Piękna, szczupła, o cudownych kształtach, odziana w nocną koszulę. Była osiem lat młodsza od Poety. Usiadła obok niego w wielkim fotelu, przytuliła się czule i pocałowała w policzek. Wierciła się chwilę, szukając odpowiedniego umiejscowienia swojego ciała i wreszcie sapnęła przeciągle, dając znak, że już jest wszystko w jak najlepszym porządku.
- Znowu Rigor Mortis? - zapytała, nie otwierając nawet oczu, leżąc tylko przy mężu.
- Nie mój pomysł - powiedział do niej, podnosząc prawą dłoń w geście rezygnacji.
- Na czym skończyliście? Ostatnio zasnęłam jak wychodziliście z tunelu w drugiej wieży.
Funeris pogłaskał ją po głowie i pocałował w czoło.
- Jak demon się przeturlał i nas przygniótł. Zawsze się zastanawiałem jakim cudem udało nam się z tego wydostać. - Przerwał na moment, zamyślił się. Pamięć miał świetną, wspomnienia wracały momentalnie. Przemieścił się obok głowy bestii, jednak jakimś cudem znalazł się na niej, tuż obok Patricii. Wtedy demon się obrócił, przygniótł ich, zrobiło się ciemno. To, co zdarzyło się dalej, potoczyło się szybko.
- Tak, przygniótł nas... - obrazy wracały naprawdę szybkim tempem.

Lucas Paladin:
Historia tymczasem toczyła się w warowni przy Smoczej Górze, gdzie Demoniczny Behemot leżał właśnie plecami na Patty i Funerisie i wydawał się odpoczywać. Zdenerwowany Lucas musiał ratować siostrę i brata z opresji, jednak atak na demona wydawał się teraz czymś głupim, ponieważ bestia musiała wstać. To było tym razem najistotniejsze, rycerz więc wpadł na pomysł odwrócenia uwagi stworzenia. Podejrzewał, że demon może kompletnie zignorować jego zaczepki, flirt, podryw, to nie ta bajka... Jego prowokację, dlatego też postarał się zbliżyć do niego na tyle, żeby zasięg jego długaśnych rąk nie był w stanie dosięgnąć Lucasa, ale żeby rycerz był na tyle blisko, żeby demon zwrócił na niego uwagę i wstał. Paladin rozpoczął więc od standardowych ulicznych wyzwisk, chociaż w obecnej sytuacji wyglądało to co najmniej kuriozalnie:
- Ej! Grubasie zasrany, choć tu śmierdzielu jeden! Postaw się na kogoś większego od siebie, co? Kurwo gruba, dalej, ruszaj to tłuste cielsko! - miał nadzieję, że to chociaż trochę podrażni dumę demona i skieruje na niego jego uwagę. W tym czasie Lucas sięgnął po miecz, coby w razie czego rzucił demonowi w łeb, być może to odniesiie zamierzony skutek. Przynajmniej na to liczył.

Isentor:
Demon przeturlał się ponownie, pochwycił jedną ręką podduszonego Funerisa i Patty po czym rzucił nimi w stronę Lucasa.

Funeris Venatio:
Obrazy, krzyki, ciemność, brak powietrza. Sierść. Zatęchła, czarna, cuchnąca śmiercią i czymś niezidentyfikowanym. Otchłanią? Grube skołtunione kłaki właziły w każdą szczelinę, wdzierały się do nozdrzy, wypełniały usta. Strach pomyśleć co by było, gdyby paladyn hełmu nie założył. Zawsze noście hełm! Poeta zamknął oczy, walczył o złapanie oddechu. Masywne cielsko demona przygniatało jego i jego małego rycerzyka w asyście dwóch armatnich kulek. Przez behemota przedzierało się jakieś przekleństwo, po chwili drugie. Czyżby Lucas złorzeczył? Tak, to nawet brzmiało jak jego głos. Wtedy to bestia podźwignęła się nieco, przeturlała na bok i pochwyciła dwójkę zakonników w swoją monstrualną łapę. Funeris był nieco podduszony, świat stracił nieznacznie na ostrości, głowa minimalnie szumiała, ale ogólnie był zdrów i mógł myśleć. O tyle o ile. Kiedy wielkie palce zacisnęły się na nim zdążył pomyśleć tylko tyle, że musi się przenieść. Uciec, przemieścić, teleportować. Gdy wielkie palce już go puszczały, nadając jego ciał sporej prędkości, Poeta całkiem wyraźnie wiedział, że to jest właśnie to, co powinien zrobić. Przemieścić się. Lecieli we dwoje w stronę pewnie nieco zdezorientowanego i niezbyt przygotowanego Lucasa. Venatio skupił się, zachłystając się odzyskiwanym powietrzem, ale udało mu się zniknąć. W ostatniej sekundzie, tuż przed zderzeniem z rycerzem, odwrócił głowę i spojrzał w bok. Po prostu w bok. Jego ciało zniknęło i pojawiło się kilka metrów dalej, na granicy mroku. Nadciągająca za nim kula światła pokazała wyraźnie, że Funeris ślizgnął się kawałek po posadzce, ale zatrzymał raczej zdrowy. Pozbierał się szybko, otrząsnął, chwycił za głowę i położył rękę na piersi. ÂŁapał tlen. Zachodził stwora z boku, będąc poza jego zasięgiem, zwracając na siebie jego uwagę. Rytmiczne uderzanie kiścieniem o tarczę, który przecież cały czas trzymał w ręku, jak i świecąca mu nad głową kula światła powinna przyciągnąć uwagę wielkiego skurczybyka. Szedł jakieś cztery metry poza zasięgiem jego ramion, kontrolując cały czas relatywnie bezpieczną odległość poprzez odskoki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej