Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (49/96) > >>

Patty:
- No po prostu świetnie - odparłam Funerisowi i ruszyłam zaraz za nim w dół schodów, prosto w objęcia jednego z najgroźniejszych przeciwników, jakich miałam okazję spotkać. Odetchnęłam głęboko i przygotowałam się do starcia, jakie mnie czekało. Sięgnęłam po kiścień, wiedziałam, że demony są podatne na srebro, a akurat tę broń miałam wykutą z tego metalu i zawinęłam nim krótko, kolczasta kula zaszemrała cicho, przecinając powietrze, śpiewając własną, krwawą pieśń. Zeszłam na sam dół i wkroczyłam do ogromnej piwnicy, gdzie swój atak właśnie rozpoczynał demon. Mimowolnie zgubiłam krok, widząc, jak ta ogromna góra mięśni rusza do szarży, wybijając kopytami potworny rytm. Momentalnie weszłam na najwyższe obroty, skupiając się tylko na walce i zabiciu tego wynaturzenia, które właśnie nas atakowało. Przemieściłam się na bok, nie podejmując żadnego ryzyka przy zejściu z linii rażenia. Zawsze lubiłam towarzyszące mi uczucie podczas dematerializacji, przyjemnie budowało poczucie własnej siły. Gdy demon przemknął obok mnie, zaczerpnęłam nieco z mocy, jaką obdarzył mnie Zartat, mimowolnie wypuściłam nieco powietrze, czując jak energia zaczyna przenikać moje ciało i skorzystałam z tego. Uniosłam nieco kiścień do góry, ruszając prosto do demona. Ten zdążył już skończyć szarżę, zatrzymując się u wylotu piwnicy, ale wtedy zaczęłam się obracać wokół własnej osi i w kluczowym momencie uwolniłam nagromadzoną energię i runęłam do przodu, wirując wściekle. Szybko pokonałam dzielący mnie od demona dystans, a na potrzeby narracji należy zauważyć, że od wroga dzielił mnie dystans poniżej 10 metrów, co pozwoliło mi na wykonanie tego potężnego ataku.

Użyte umiejętności: przemieszczenie oraz łaska bojowa tornado pożogi

Gorn Valfranden:
Gorn wykorzystując chwilową nieuwagę na niego ze strony Demona, szybko schował Gwyhyra i dobył młota. Wbiegł do tunelu. Patty sprzedała mu mocny cios toteż, Gorn miał Chwilę aby się skupić i użyć przemieszczenia. Mocno się skupił. Skupił się na myśli że znika i pojawia się za Demonem. Niestety Gorn wylądował o kilka milimetrów od pozycji gdzie chciał ale to jednak starczyło aby zadać potężny cios w plecy Behemotowi. potem tak długo nawalał w niego szybkie ciosy z młota aż ten wreszcie zauważył Gorna chciał go walnąć pięścią. Ale Gornowi udało się wykonać unik szybko robiąc przeturlnięcie  do tyłu. kiedy ponownie stał na nogach. wycofał się 8 metrów od przeciwnika.

Isentor:
//To nawet ma sens, wymyśliłem rozwiązanie idealnie wpasowujące się w wasze posty.

Demoniczny behemot poczuł cios zadany mu kiścieniem przez Funerisa w nogę, po chwili ukłucie nastąpiło z drugiej strony kończyny, wykonał je Lucas swym buzdyganem. Demon wpadł w szał siarczystym ciosem łapy zmiótł Lucasa wyrzucając go trzy metry na prawo ze schodów, po wykonaniu szybkiego obrotu pochwycił Funerisa i rzucił nim o podłogę 4 metry za schodu, daleko w mrok. W tym momencie wkroczyła Patty siekając kończyny bestii i powalając behemota na posadzkę. Do ataku przystąpił Gorn, który nieumiejętnie okładał demona młotem po plecach zaniechując walki po wymianie kilku ciosów. Behemot czołgał się w stronę paladynki ociężale sapiąc.

//Lucas jest lekko poobijany.
//Funeris ma nabitych trochę więcej siniaków.
//Demoniczny behemot ma zmasakrowane nogi, więc już nie wstanie. Niestety nadal potrafi się czołgać, pamiętajcie o tym, że jego górne kończyny i rogi to długie i śmiercionośne bronie.

Patty:
- Funeris! - ni to powiedziałam, ni to krzyknęłam w kierunku paladyna, wskazując na siebie, a potem na kark, dając mu wyraźnie do zrozumienia, co zamierzam zrobić, by dobić demona i natychmiast przemieściłam się na plecy demona. Uznałam, że będzie to idealne miejsce do użycia tej swoistej teleportacji. Demon miał uszkodzone nogi i mógł się tylko czołgać, zatem nie mógł mnie tak łatwo zranić, a jednocześnie mogłam uczynić tam jak największe szkody. Toteż przemieściłam się właśnie tam, z trudem utrzymując równowagę na masywnych, umięśnionych plecach demona i zawinęłam kiścieniem, nadając kolczastej kuli odpowiedni impet i uderzyłam wściekle prosto w łeb demona, tłukąc w niego raz za razem. Zdawałam sobie sprawę, że bestia może mnie strącić z własnego grzbietu, ale przecież nie po to uprzedzałam paladyna o swoich zamiarach, by teraz bezsensownie ginąć z ręki demona bez żadnej pomocy towarzyszy.

Funeris Venatio:
Funeris przeleciał po posadzce dobrych kilka metrów. Uderzenie w pierwszym momencie odebrało mu dech, wyrwało brutalnie powietrze z płuc, uniemożliwiło normalnie oddychanie. Srebrna zbroja zgrzytnęła po kamiennej posadzce, a Poeta wylądował za schodami. Jego silne, mocne mięśnie szybko dźwignęły ciało, które upstrzone siniakami, było gotowe do walki. Do odwetu. Zakonnik posiadał zahartowane ciało atlety, które potrafiło przezwyciężyć bez problemów nie takie obrażenia. Dosłownie trzy sekundy później człowiek stał już na nogach, z kiścieniem nisko przy podłodze. Wybiegł zza załomu schodów akurat wtedy, gdy Patty prezentowała mu swój plan, wskazując na kark. Nieopatrznie można by to było odczytać jako zachętę do pijaństwa, lecz sytuacja, zgoła odmienna, uniemożliwiała pomyłkę. Poeta szybko przeanalizował sytuację i wiedział co robić. Kula światła, która unosiła się na jego głową oświetlała teren wokół wojownika na tyle dobrze, że odpowiednio odczytał zamiary piękności z Bractwa. Demon właśnie wyciągał przed siebie prawą rękę, by podciągnąć się w tym czołgającym marszu w stronę świętego mściciela. Lewa więc przechodziła właśnie do tyłu, mijając linię barku i przylegając do monstrualnego tułowia. Paladyn w tym samym momencie co siostra Patricia teleportował się. Skupił swoją jaźń na miejscu, gdzie dosłownie przed nieskończenie krótkim momentem znajdowała się ręka demonicznego behemota i pojawił się tam, materializując dzięki łasce boga Zartata. Z uniesionym kiścieniem, z pojawiającą się kobietą tuż obok siebie, na ciele bestii, Funeris zaatakował. Srebrna kula opadła zaraz za nasadą wielkich rogów, godząc w czaszkę potwornego oponenta. Metal świsnął cicho w ogłuszającym jęku i wizgu, opadł w dół. Paladyn nie zastanawiał się długo, rąbnął jeszcze raz w to samo miejsce, zanim behemot na powrót powróci lewą ręką, by pochwycić jego ciało. Jedyną jego nadzieją było to, że cały był pokryty srebrem, czego demony nie lubiły ani trochę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej