Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Isentor:
Postacie zbliżyły się do warowni, weszły na parter rozglądając się i badając czy teren jest bezpieczny.
Funeris Venatio:
Funeris stał za załomem ściany tak samo jak poprzednio. Nie miał jeszcze zamiaru wychodzić na konfrontację, nie znał możliwości, uzbrojenia i celu wizyty tych przybyszów. Nie dostrzegł Lucasa i Patty, ale znajdowali się w którejś z sal na parterze. Poeta kątem oka dostrzegł trójkę wchodzącą do twierdzy. Ocenił wzrost, posturę, uzbrojenie, twarze. Starał się dowiedzieć jak najwięcej. Wiedział, że każdy strzępek informacji może okazać się kluczowy.
Gorn Valfranden:
Gorn już z naładowaną kuszą czekał na rozwój wydarzeń. Jeśli to wrogowie, padną zanim się zorientują kto do nich strzela.
Isentor:
Gorn będący na szczycie najwyższej z wież niestety nie trafi do celów na parterze, w dolnych pomieszczeniach warowni. Funeris zauważył, że są to trzej mężczyźni odziani w lekkie zbroje, wyposażeni w miecze, szable oraz broń palną. Każdy z nich nosił pierścień, niestety ciężko było dostrzec jakiekolwiek szczegóły biżuterii.
Funeris Venatio:
Spokojnie. Zartacie, daj mi siłę, daj mi spokój. Poeta odetchnął głęboko i schował wystający kawałek twarzy zza ściany. Rozejrzał się po salce, lecz była ona kompletnie pusta. ÂŻadnych pomocy, nic konkretnego - gołe ściany, oczyszczone ze wszystkiego, co mogłoby się przydać, co mogłoby podsunąć jakikolwiek pomysł na rozwiązanie tej kwestii. Nic, tylko czekać na śmierć. Potencjalnie żadnego wyjścia. Jak umierać, to jednak z klasą. Ars moriendi.
Rigor Mortis! To mogę być członkowie tej organizacji, do której należał tamten zmarły człowiek. Torturowany, rozwłóczony po posadzce stodoły. Funeris miał naprawdę szczere nadzieje, że okażą się niegroźni. A nawet w miarę "po ich stronie".
Odetchnął jeszcze raz. Naprawdę głęboko.
- Rigor Mortis - powiedział głośno i bardzo wyraźnie. W jego głosie nie było emocji, nie było strachu, ani złości. Brzmiało to jak hasło rozpoznawcze. Po jakichś dwóch, może trzech sekundach zmienił chwyt na mieczu i ujął go tak, by ostrze zwisało w dół. Postąpił krok w bok i pojawił się we framudze po drzwiach, których już dawno tam nie było. Miecz zwisał mu z prawej strony, na niecałkowicie wyciągniętej ręce, tarczę miał po lewej. Chciał pokazać, że nie ma złych zamiarów, ale nie zamierza pozbywać się swojej broni. Wolno, bardzo wolno, postąpił krok do przodu. Po nieznośnie długiej chwili dodał następny, by było go dobrze widać. Skłonił głowę.
- Pozdrowienia dla Zewoli od Zartata. Jak minęła podróż, drodzy przyjaciele?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej